Siedzieliśmy z Januszem przy stole w kuchni, gdy nasza córka Weronika oznajmiła, że chce wyjść za mąż. Serce mi zamarło. Przecież jeszcze nie dawno tuliłam ją do snu, a teraz ma dopiero osiemnaście lat. Próbowaliśmy ją przekonać, żeby się wstrzymała, ale była nieugięta.
Wkrótce przyszła teściowa Weroniki zapytała ją ostro:
Wnusiu, powiedz mi szczerze, czy jesteś w ciąży?
Weronika tylko westchnęła i spojrzała babci prosto w oczy:
Nie, babciu, skądże.
Jej narzeczony, Damian, starszy o zaledwie dwa lata, był miłym chłopakiem, znaliśmy jego rodzinę. Z rodzicami Damiana długo rozmawialiśmy ostatecznie ustaliliśmy, że przyjęcie weselne odbędzie się w naszym domu. Weronika skrzywiła się z niezadowoleniem:
Mamo, to wstyd! Przecież wesele w domu to przeżytek! Chciałabym coś wyjątkowego, na miarę XXI wieku!
Wywiązała się awantura. Przepychanki i łzy. Na końcu zgodziliśmy się na wesele w restauracji. Jednak Weronika wybrała najdroższy lokal w całym Lublinie. Zarówno my, jak i rodzice Damiana byliśmy w szoku.
Weronika zalała się łzami:
Przecież ślub bierze się raz w życiu!
Nie było innego wyjścia zaciągnęliśmy kredyt w złotówkach. Rodzice Damiana postąpili tak samo. Na prośbę Weroniki kupiliśmy pierścionek z brylantem. Razem wybrałyśmy dla niej olśniewającą suknię ślubną.
Na dopełnienie całego „spektaklu” Weronika nie zgodziła się jechać do urzędu naszym poczciwym polonezem.
Zamówcie porządnego jeepa! zażądała.
Janusz próbował jej tłumaczyć, że to zbyt drogo.
Ale ja bardzo chcę! domagała się Weronika.
W końcu wynajęliśmy tego cholernego jeepa. Gdy nadszedł dzień ślubu, byliśmy z Januszem wyczerpani psychicznie i fizycznie. Nasze oszczędności stopniały, długi ciążyły jak ołów.
Weronika i Damian rozeszli się po pół roku. Okazało się, że Weronika nie znosiła życia żony. Cały czas narzekała na Damiana, nie potrafiła się z nim porozumieć.
Przypomniałam sobie swój ślub sprzed dwudziestu lat. Miałam na sobie elegancką bluzkę i granatową spódnicę. Mój narzeczony czekał na mnie w urzędzie z bukietem białych frezji. Mamy jedną córkę, przeżyliśmy razem tyle lat bez wielkich fajerwerków i pożyczek. Wesele, choćby najdroższe, nie gwarantuje szczęścia.
Nie mam nic przeciwko ślubom, ale wszystko trzeba robić z głową i rozsądkiem. Mam tylko nadzieję, że jeśli Weronika jeszcze raz spróbuje zbudować rodzinę, będzie mądrzejsza i ostrożniejsza.


