Pewnego wieczoru wróciłem do domu i aż mnie zatkało z zaskoczenia. Moja córka pakowała się w pośpiechu: ubrania, kosmetyki, elektronikę. Zapytałem ją, dokąd się wybiera.
Okazało się, że osiemnastoletnia Jagoda uznała, że czas dorosnąć. Nawet nie ukrywałem zdumienia.
Tato, wyprowadzam się. Będę mieszkać z Pawłem oznajmiła bezceremonialnie.
Jak to się wyprowadzasz? Kim jest ten chłopak? Czemu nie chcesz nam go przedstawić? Za co będziecie żyć? On ma jakąś rodzinę? Przecież to wszystko mocno na wariackich papierach rzuciłem w jej stronę.
Tato, naprawdę… Mamy XXI wiek! Jestem dorosła, chcę mieć swoje życie! odpowiedziała rezolutnie Jagoda.
Nic już nie mówiłem, wiedziałem, że nie mam tu nic do gadania. Patrzyłem tylko, jak córka pakuje komputer i inne urządzenia, żegnając się w myślach ze wszystkim, czego już i tak nie używałem miksera nawet nie umiałem włączyć. Jagoda wyszła z mieszkania. Przez okno dojrzałem młodego chłopaka, który rzucił jej pomocną dłoń z bagażami i wsunął je do auta. Skoro córka tak bardzo pragnie dorosłego życia, niech sprawdzi, jak to jest. Przekonamy się później, co z tego wyniknie. Następnego dnia dla bezpieczeństwa i spokoju wymieniłem zamki nigdy nie wiadomo, co do głowy strzeli dziewczynie i jej nowemu towarzyszowi.
Minęło parę dni, a Jagoda się nie odzywała. Jakby zupełnie zapomniała o rodzicach. Nagle, któregoś popołudnia, dzwoni telefon.
Tato, możesz mi opłacić czesne za szkołę?
Szczerość tej rozmowy mnie zabolała. Zadzwoniła tylko w sprawie pieniędzy. Ani słowa o tym, jak się czuję czy co u mnie słychać.
Nie, nie mogę. Chciałaś być samodzielna, dorosła. Nie będę się mieszał do twoich spraw odparłem spokojnie.
Super, dzięki tato rzuciła urażona i rozłączyła się.
Wybrała taki los, niech teraz sprawdzi, jak to jest, kiedy trzeba radzić sobie samemu.
Stwierdziłem, że skoro córka już ze mną nie mieszka, lepiej zrobić coś z jej pokojem. Zabrałem się za przemeblowanie na domowe biuro. Kupiłem solidny stół i krzesło, choć zostawiłem jej łóżko może jeszcze się jej przyda.
Dwa tygodnie później, wracając z pracy, na klatce spotkałem Jagodę z torbami na ramieniu. Była blada i zamyślona.
Kochanie, czemu nie uprzedziłaś, że wracasz?
Było mi głupio, tato. Nie jesteś zły, że mnie widzisz? odpowiedziała, próbując ukryć łzy.
Cieszę się, że wróciłaś, to twój dom zapewniłem i zaprosiłem ją do środka.
Rozpakowywała rzeczy, ale brakowało ekspresu do kawy. Okazało się, że został u mamy Pawła ona za „czynsz” zatrzymała prawie wszystko, co wnieśli do mieszkania. Paweł miał trzydzieści lat i mieszkał z rodzicami. Gdy Jagoda zorientowała się, że nie będę sponsorował jej studiów, próbowała przekonać Pawła. On jednak nie miał zamiaru brać finansowej odpowiedzialności za dziewczynę.
Zastanawiam się do dziś, co sobie myślał ten Paweł, kiedy sprowadził moją bezrobotną córkę pod dach do swoich rodziców.


