Moje relacje z córką zaczęły się pogarszać, kiedy weszła w wiek nastoletni. Na początku wybuchały między nami małe konflikty, córka dopuszczała się też niewielkich kłamstw, które były jednak w ogólnym rozrachunku nieszkodliwe. Niestety, im dalej, tym było gorzej i córka kłamała coraz więcej. Rozumiem, że każdy człowiek ma jakieś swoje tajemnice, którymi nie chce się dzielić z nikim innym, nawet z rodziną, ale bez przesady.
Obecnie nie potrafię już normalnie rozmawiać z córką, bo ona ciągle kłamie. To już jest jakiś stały stan kłamstwa. Tak bardzo uwikłała się w tę sieć kłamstw, że już nie pamięta co i komu mówi, jeszcze bardziej pogrążając się w kłamstwach. Przez to, że kłamie w bardzo błahych sprawach ja w ogóle nie mogę zrozumieć, po co ona to robi.
Czy ona tak bardzo mi nie ufa? Jeśli tak to dlaczego? Zawsze starałam się być z nią szczera, starałam się budować relacje oparte na zaufaniu, ale jakoś się to nie udało. Dodam jeszcze, że moja córka skończyła w tym roku 37 lat.
Jeśli nie chcesz zrujnować życia swojemu dziecku, nie pomagaj mu…
Nie sądzę, żeby z biegiem czasu cokolwiek się zmieniło, bo oszukuje nie tylko mnie, ale także swoją siostrę, kolegów i przyjaciół. Kiedyś próbowałam dotrzeć do do niej i dowiedzieć się czegoś, ale już się poddałam. Nie mogę i nie chcę już zagłębiać się w tę splątaną sieć głupich kłamstw.
Kilka razy przyłapałam ją na kłamstwie. Córka przyznała się i zmieniła temat rozmowy nic z tego sobie nie robiąc. Nie rozumiem, co się z nią dzieje i bardzo mi przykro, że teraz to ja nie mogę jej zaufać. Jak odróżnić prawdę od kłamstwa? Teraz automatycznie uważam wszystkie jej słowa za kłamstwo.



