Pracowałam w przyjaznej firmie, kiedy moja przyjaciółka wychowywała córkę w domu. Pewnego dnia, postanowiłam ją odwiedzić i zobaczyć, jak sobie radzi. To spotkanie zmieniło moje życie. Miała córkę… Rzecz w tym, że kiedy piłyśmy herbatę, moja przyjaciółka narzekała, że ojciec dziecka ją zostawił, a ta dziewczynka psuje jej życie. Poprosiła mnie, żebym usiadła z jej córką, bo ona musi wyjść. Oczywiście zgodziłam się i moja przyjaciółka wyszła, zostawiając dziewczynkę pod moją opieką.
To jest niewyobrażalne, ale ona nigdy nie wróciła. Dziewczynka została ze mną – i tak zostałam matką. Nie mogłam też oddać dziecka ojcu. Rozpoczął już nowe życie, życie osobiste. Zaczęłam mieszkać z dziewczynką i nie chciałam jej nikomu oddawać. Później pojawiła się moja przyjaciółka i powiedziała, że jest gotowa podpisać wszystkie papiery i w końcu oddać mi dziecko. Byłam szczęśliwa. Teraz dziewczynka ma 4 lata, chodzi do przedszkola i bardzo mnie kocha, a ja ją uwielbiam. Stała się sensem mojego życia i martwię się o nią.
Za każdym razem, gdy choruje, czuję się bardzo źle. Ona nawet wygląda teraz jak ja. Kiedyś byłam młodą i całkowicie wolną dziewczyną, obiecującą pracownicą w renomowanej firmie i nigdy nie myślałam o małżeństwie i dzieciach, ale teraz jestem szczęśliwa, że mam córkę. To po prostu cud. Bardzo się cieszę, że pojawiłam się w jej życiu we właściwym czasie. Nie wiem, co zrobiłaby z nią jej biologiczna matka. Chciała oddać ją do domu dziecka. Nie wyobrażam sobie, co by się z nią tam stało…



