Wspominam, że moja ciotka, Barbara, zostawiła mi swój mały dom w Kazimierzu Dolnym, lecz rodzice nie zgodzili się z tym podziałem. Domagali się, żebym go sprzedał, oddał pieniądze rodzinie i zatrzymał jedynie swoją część. Twierdzili jednogłośnie, że nie mam żadnego prawa do tej nieruchomości.
Czasem najbliżsi stają się wrogami. Trudno to uwierzyć, ale ojciec Jan i matka Helena po prostu mnie nie lubią. Często myślę, że nie są prawdziwą rodziną. Z młodszą siostrą, Klą, nie można tak rzec. Nie przypominamy sobie w niczym, a jej charakter zupełnie mi nie odpowiada. Mimo to rodzice zawsze przedstawiali ją jako wzór do naśladowania.
Klara uczęszczała dopiero do ósmej klasy w szkole w Lublinie, nie szanowała starszych i nie dbała o siebie. Nie wiedziałam, kogo mam brać za przykład… Choć byłam najstarsza w rodzeństwie, ona kupowała nowe ubrania, podczas gdy ja nosiłam używane rzeczy, które już nie chciała nosić. Nikt nie wierzył, że jesteśmy siostrami. Ja byłam schludna i uprzejma, ona prowokacyjna i bez zahamowań. Jedyną, która mnie kochała, była ciotka Barbara, siostra mojego ojca. Nie mając własnych dzieci, otaczała mnie opieką i była mi bliższa niż rodzice i siostra. Spędzałyśmy razem wiele godzin, a ona nauczyła mnie wszystkiego, co wiem. Czułam się przy niej bezpiecznie i nie chciałam wracać do domu.
Dziś wiem, że to Barbara wyrosła mnie na powierzchnię. Była krawcową i przekazała mi miłość do szycia. Ciotka była nieuleczalnie chora, więc nie spieszyła się z założeniem rodziny. Gdy skończyłam szkołę, nagle odszedła. Zostawiła po sobie mały dom, a wraz z nim ciężar wspomnień.
Choć dziedzictwo było jak dar losu, nie złagodziło bólu po stracie ukochanej osoby. Wreszcie mogłam opuścić tę wężowiskę i spróbować spokojnego życia. Jedyną obawą było to, że ojciec Jan uważał się za jedynego spadkobiercę domu. Przewidywałam już skandal.
Moje obawy potwierdziły się, gdy rodzice i Klara dowiedzieli się o wszystkim. Żądali, żebym sprzedał dom, przekazał pieniądze i zostawił sobie jedynie część. Jednogłośnie twierdzili, że nie mam prawa do nieruchomości. Gdy ich argumenty nie przyniosły skutku, zaczęli apelować do litości, przypominając, że jesteśmy rodziną jakby krew nie była wodą.
Mój własny los rozstrzygnąłem: sprzedam dom, ale kupię nowe mieszkanie tak daleko od nich, jak to możliwe. Nawet z bronią w ręku nie zdradzę im nowego adresu. Zasługuję na szczęśliwe życie, z dala od ich zatargów.
Chcę to załatwić jak najszybciej i rozpocząć nowy rozdział.



