Mój związek z byłą zakończył się rozprawą w warszawskim sądzie. Oszczędzę sobie oceniania, kto był winny, a kto niewinny doświadczyłem już, że w małżeństwie obie strony ponoszą odpowiedzialność.
Druga żona, Agnieszka, znalazła sobie partnera. Był to bogaty przedsiębiorca, który osiedlił się na Pradze wiele lat temu i otworzył tam niewielką kawiarnię przy ulicy Ząbkowskiej. Początkowo próbowała ukryć swój romans, lecz w końcu przestała się z tym kryć.
Pewnego dnia wróciła do domu i oświadczyła, że zamierza złożyć pozew o rozwód, a także chce odebrać mi połowę naszego mieszkania. Liczyła zapewne, że wyprowadzi mnie z równowagi, wzbudzi we mnie stres. Ale mieszkanie kupiłem wyłącznie za własne oszczędności, ciężko zarobione złotówki. Agnieszka nie miała żadnego udziału w zakupie nieruchomości, poza tym, że mieszkała tu dwa lata. Teraz śmie rościć sobie prawa.
Zachowałem spokój. Nie próbowałem przekonywać jej, by nie szła do sądu. Po prostu czekałem na wyrok, pewny, że sprawę przegra i zapłaci opłaty sądowe. Miałem w pamięci, jak wyglądało moje pierwsze małżeństwo. Rozwód z pierwszą żoną, Martyną, trwał ponad trzy lata. Nie potrafiliśmy dojść do porozumienia. Każda rozprawa kończyła się awanturą.
Na końcu Martyna uzyskała połowę mojego majątku dzięki sprytnej adwokatce. Zostałem bez mieszkania, które odziedziczyłem po ojcu wszystko zgodnie z wyrokiem sądu.
Z drugą żoną postąpiłem o wiele roztropniej. Przed ślubem miałem już mieszkanie na Saskiej Kępie, które sam wyremontowałem, lecz na akt notarialny wpisałem nazwisko mojego brata, Krzysztofa. On jest jedyną osobą, której ufam bezgranicznie. Gdy przyszła pora na rozwód, okazało się, że formalnie nic nie posiadam. Wyciągnąłem wnioski z mojego pierwszego, przegranego małżeństwa teraz żadna kobieta nie jest w stanie mnie oszukać.
Dziś wiem, że w tej polskiej rzeczywistości trzeba być mądrym i nie ufać na ślepo nawet jeśli wydaje się, że życie jest stabilne. Trudne doświadczenia, choć bolesne, nauczyły mnie dbać o własne bezpieczeństwo i nie popełniać tych samych błędów dwa razy.


