Mój związek z byłą żoną zakończył się dramatycznym spotkaniem w sądzie, niczym scena z głośnego polskiego filmu. Nie będę wskazywać winnych dobrze wiem, że w relacji zawsze obie strony ponoszą odpowiedzialność.
Ale prawda jest taka, że moja druga żona, Katarzyna, znalazła sobie kochanka. To bogaty przedsiębiorca, który przyjechał do Krakowa wiele lat temu i otworzył tu niewielką, lecz modną kawiarnię. Na początku próbowała ukrywać swój romans, ale w końcu nawet nie kryła się z tym, jakby była ponad wszystkim.
Pewnego wieczoru weszła do pokoju, ze spokojnym, chłodnym spojrzeniem, i oznajmiła mi, że zamierza się ze mną rozwieść. Powiedziała, że chce połowę naszego mieszkania w Warszawie, dzielnicy, którą zawsze uważałem za swoje miejsce na ziemi. Katarzyna liczyła, że wywoła u mnie gniew lub rozpacz, ale nie wiedziała, że mieszkanie zostało kupione wyłącznie za moje ciężko zarobione złotówki. Nie miała żadnego prawa do tej własności, poza tym, że przez dwa lata korzystała z mojego życia i tego domu. A teraz, śmiała się domagać swoich praw.
Pozostałem spokojny, jak bohater polskiego dramatu. Nie odwodziłem jej od wizyty w sądzie, nie błagałem, by zmieniła decyzję. Czekałem tylko, aż przegra sprawę i zapłaci wszystkie koszty sądowe. Po tym, jak przeżyłem batalię z pierwszą żoną Moniką, trwającą ponad trzy lata wiedziałem już, czym jest sądowa walka. Każde spotkanie na sali sądowej kończyło się głośnym skandalem, ostrymi słowami, jakbyśmy grali w teatrze pełnym emocji.
Monika w końcu dopięła swego: dzięki sprytnemu adwokatowi odebrała mi połowę majątku. Zostałem bez mieszkania po ojcu, które było moim dziedzictwem i dumą naszej rodziny.
Ale z drugą żoną postąpiłem inaczej, jakby wyciągnął lekcję prosto z polskiego filmu o zdradzie i przebiegłości. Zanim ożeniłem się z Katarzyną, miałem już mieszkanie, które sam odnowiłem, ale zapisałem je na mojego brata, Łukasza. To człowiek, któremu mogę ufać bez żadnych zastrzeżeń prawdziwie rodzinne wsparcie. Kiedy doszło do rozwodu, okazało się, że nie mam nic, co mogłaby mi zabrać. Po gorzkiej nauczce z pierwszego małżeństwa żadna kobieta nie była już w stanie mnie oszukać.


