Mężczyzna z moich snów zostawił dla mnie swoją żonę, ale nawet nie przypuszczałam, że wszystko obróci się przeciwko mnie.
Podziwiałam go jeszcze od czasów studiów. Można powiedzieć, że to była miłość bezwarunkowa naiwna i ślepa. Kiedy wreszcie zwrócił na mnie uwagę, straciłam całkiem rozum. Stało się to parę lat po skończeniu uczelni znaleźliśmy się w tej samej firmie. Mieliśmy podobne wykształcenie, więc to nie było dziwne. Ale ja wierzyłam, że to przeznaczenie.
Wydawał mi się wymarzonym mężczyzną. I w młodości wcale nie przeszkadzało mi, że miał już żonę. Nigdy nie byłam zamężna, nie wiedziałam, jak to jest patrzeć na rozpadające się małżeństwo. Dlatego nie czułam wyrzutów sumienia, gdy Kornel postanowił zostawić dla mnie swoją żonę. Kto by pomyślał, że to przyniesie mi tyle cierpienia? Ludzie mówią prawdę nie można budować szczęścia na nieszczęściu innych.
Gdy wybrał mnie, byłam w siódmym niebie i gotowa byłam wybaczyć mu wszystko. Prawda była jednak taka, że w codzienenej rutynie nie był już tym księciem z pierwszych spotkań. Jego rzeczy walały się po całym mieszkaniu, a on kategorycznie odmawiał zmywania naczyń. Wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie. Ale wtedy mi to nie przeszkadzało.
Dość szybko zapomniał o poprzednim małżeństwie. Oni nie mieli dzieci, a ślub, jak się okazało, został zaaranżowany przez jej rodziców. Ze mną było inaczej przynajmniej tak mi mówił.
Moje szczęście nie trwało długo, bo wszystko się zmieniło, gdy zaszłam w ciążę. Na początku Kornel był zachwycony, że będzie miał dziecko. Zorganizowaliśmy nawet rodzinną imprezę z tej okazji. Wszyscy życzyli nam miłości i zdrowia dla naszego dziecka.
Tamten wieczór pozostaje w mojej pamięci jako jedna z najpiękniejszych chwil. I nie żałuję, gdy o nim myślę. Ale od tamtej pory moja ślepa miłość zaczęła gasnąć.
Im większy robił mi się brzuch, tym rzadziej widywałam Kornela. Poszłam na urlop macierzyński, więc teraz spotykaliśmy się tylko późnym wieczorem. Coraz częściej zostawał w pracy, chodził na firmowe imprezy. Z początku nie zwracałam na to uwagi, ale szybko zaczęło mnie to męczyć. Domowe obowiązki stawały się coraz trudniejsze, bo już nie mogłam się schylić, by zbierać porozrzucane skarpetki.
Wtedy często zastanawiałam się czy nie pospieszyliśmy się z tym dzieckiem?
Wiedziałam, że uczucia z czasem stygną, ale nie spodziewałam się, że stanie się to tak szybko. Kornel wciąż przynosił mi kwiaty i czekoladki, ale w tamtym momencie chciałam tylko, żeby był przy mnie.
Wkrótce stało się jasne, że nie chodził na firmowe imprezy bez powodu. Koledzy przy kawie wspomnieli mimochodem, że w naszym dziale pojawiła się nowa, młoda pracownica. W firmie i tak brakowało ludzi, a gdy poszłam na urlop, sytuacja stała się krytyczna. Jaka ironia.
Nie byłam pewna, czy chodziło właśnie o nią, ale mój mąż na pewno miał kogoś innego, bo w ogóle nie miał już wolnego czasu. Albo był w pracy, albo na służbowych spotkaniach, albo na kolejnej firmowej imprezie, której nie mógł opuścić. Pewnego dnia znalazłam w kieszeni jego marynarki karteczkę podpisaną inicjałami, których nie znałam. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale odłożyłam ją z powrotem i postanowiłam udawać, że nic nie wiem.
Było strasznie zostawać samej w siódmym miesiącu ciąży, a mój mąż wciąż narzekał, że stałam się zbyt nerwowa. Każda kłótnia kończyła się jego rozczarowanym westchnieniem. Nie wiem jak, ale zrozumiałam, że jeśli poruszę ten temat, na pewno zostanę sama. Strach przed utratą męża był tak silny, że nie myślałam o niczym innym. Mówią, że jeśli czegoś się zbyt boisz, to na pewno się wydarzy.
Jakkolwiek pięknie Kornel się wobec mnie zachowywał, nie był prawdziwym dżentelmenem. Najgorsze słowa, jakie usłyszałam, to: Nie jestem gotowy na dziecko. I: Mam kogoś innego. Nawet nie pamiętam dokładnie, jak mi to powiedział, ale w tamtej chwili poczułam, że tracę rozum.
Nie spodziewałam się, że znajdę w sobie siłę, by złożyć pozew o rozwód. Wygląda na to, że on też nie spodziewał się, że przestanę tolerować jego zachowanie. I na pewno nie przewidział, że następnego dnia wyrzucę wszystkie jego rzeczy na zewnątrz. Wtedy ucieszyłam się, że mieszkanie było wynajmowane, więc nie musieliśmy się nim dzielić.
A dziecko? Pomyśl o dziecku. Jak je utrzymasz?
Znajdę sposób. Będę pracować zdalnie. Poza tym rodzice od dawna oferowali pomoc. Mama zawsze mówiła, że to kobieciarz powinnam była jej słuchać.
Prawdopodobnie odpowiedzialność za przyszłość mojego syna dodała mi odwagi. Sama nigdy nie odważyłabym się odejść.
Ale zrozumiałam też, że nie chcę wychowywać dziecka z takim ojcem.
Jego zdrada była tak nikczemna, że nie chciałam mieć z nim już nic wspólnego. Jakby spadła mi zasłona z oczu.
Pierwsze miesiące po rozwodzie, włączając w to poród, były bardzo trudne. Wróciłam do rodziców, którzy byli szczęśliwi, zwłaszcza dziadkowie, którzy zawsze marzyli o wnuku. Nie mogę powiedzieć, że nie tęskniłam za Kornel



