Muszę Ci coś opowiedzieć, bo ostatnio dużo o tym myślę. Wiesz, jak z Arturem poznaliśmy się na weselu naszej wspólnej znajomej Magdy? Wtedy właśnie przeprowadziłam się do Krakowa, znalazłam pracę w jednej z przychodni i byłam wniebowzięta, bo w końcu wyrwałam się z rodzinnej wsi pod Tarnowem. Nasza relacja szybko się rozkręciła po roku urodziła się Pola.
Ale od tamtego momentu wszystko stanęło na głowie.
Dlaczego Pola jest jasną blondynką z niebieskimi oczami, a przecież oboje mamy ciemniejsze włosy i karnację? zapytał Artur.
Może ma to po twoim tacie, popatrz tylko, jak są do siebie podobni odpowiedziałam, ale on tylko się denerwował.
Nie gadaj głupot, dziecko powinno być podobne do rodziców, a nie jakichś dalszych krewnych. Mama też twierdzi, że Pola nie może być moja.
Powiem Ci szczerze od samego początku teściowa, pani Helena, mnie nie zaakceptowała. Cały czas uważała, że nie kocham jej syna, ciągle była skwaszona. Zupełnie inaczej było z teściem, panem Januszem. Rozwiódł się z panią Heleną, miał już nową rodzinę, ale nie zapominał o Arturze.
W końcu stało się to, czego się zawsze bałam. Artur sprowadził do naszego mieszkania jakąś inną kobietę. Kazał mi się natychmiast spakować i wyjść. Nie miałam nawet gdzie się podziać.
Do rodziców wrócić nie mogłam. Powiedzieliby, że to wstyd, bo rozwódka z dzieckiem u nich w domu? Ludzie by gadali. Poza tym w starej chałupie nie było nawet porządnego ogrzewania, zimą nie dało się tam wytrzymać. Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki Kasi, która przyjęła mnie na kilka dni. Potem wynajęłam mały pokój w dzielnicy Prokocim i razem z Polą próbowałam jakoś sobie radzić, ale pieniędzy zaczęło brakować z pensji po odliczeniu czynszu i opłat wystarczało tylko na najpotrzebniejsze rzeczy.
Pewnego dnia poszłam do sklepu kupić mleko i nagle słyszę, że ktoś mnie woła.
Dziewczyny, gdzie się podziewałyście? Pojechałem nawet do was na wieś, żeby was znaleźć odezwał się Janusz, mój teść.
Zrobiło mi się cieplej na sercu.
Jak się masz? Tak się cieszę, że Cię widzę szepnęłam.
Wiem, co Artur zrobił. Nie ma na to żadnego wytłumaczenia. On i Helena są siebie warci Gdzie teraz mieszkacie?
Wynajmujemy pokój.
Rozumiem. Spieszę się, bo jadę służbowo do Warszawy, ale jak tylko wrócę, coś zaradzimy. No, a póki co, weź tutaj podał mi kopertę.
Byłam przeszczęśliwa, bo chociaż paręset złotych pozwoliło mi kupić jedzenie i mleko dla Poli.
Janusz wrócił wcześniej, niż zapowiadał, i odwiedził nas w tym wynajętym pokoiku. Był w szoku, kiedy zobaczył, jak mieszkamy. Nie mógł nas wziąć do siebie, bo nowa żona Danuta była temu przeciwna. Ale znalazł inne rozwiązanie wykorzystał wszystkie swoje oszczędności, kupił niewielkie mieszkanie na osiedlu Ruczaj i od razu przepisał je na wnuczkę. Chciałam odmówić, bo czułam, że to za dużo, ale on się upierał. Powiedział, że robi to dla Poli, nie dla mnie.
W ciągu miesiąca powoli urządzałyśmy się z Polą w naszym własnym kącie. Janusz przywiózł meble, nową lodówkę i pralkę, wszystko rozstawiał razem z nami.
Nie oddawaj Poli od razu do żłobka. Teraz najbardziej potrzebuje mamy. A ja Ci pomogę, nie martw się. Nawet Danuta przemyślała sprawę i chce zobaczyć wnuczkę powiedział.
Dziękuję Ci, naprawdę. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła!
Nie płacz, Justyna. Zawsze możesz na mnie liczyć, nigdy Cię nie zostawię samej. Zobaczysz, z czasem wszystko się poukłada.
Jestem szczęśliwa, że Pola ma takiego cudownego dziadka, chociaż z ojcem nie miała tyle szczęścia. Oddał wszystko, co miał, żeby nam pomóc.
Minęły lata, wyszłam drugi raz za mąż, ale nigdy nie zapomniałam o Januszu. Jest zawsze u nas mile widziany, a my chętnie go odwiedzamy. U nas już wszystko jakoś się poukładało.



