Jestem z moim mężem od 8 lat i mamy ze sobą 5 letnie dziecko. Jeśli chodzi o mojego teścia, to na początku mnie lubił, ale potem to się zmieniło, a dokładnie w momencie, w którym zdał sobie sprawę, że relacja między mną a jego synem jest na poważne i gdy postanowiliśmy wziąć ślub. Przeżywał też bardzo to, że przenieśliśmy się do innego miasta – chociaż wciąż niedaleko – i wyrzucał mi to, że zabrałam mu syna.
Potem nie zwracałam uwagi na wiele wybryków i słów teścia w moim kierunku. Oczywiście nie zwracałam uwagi pozornie, bo tak naprawdę martwiłam się tym i przejmowałam, nocami płacząc do poduszki. Nie chciałam jednak kłótni i konfliktu w rodzinie, dlatego siedziałam cicho.
Teść jest bardzo samolubnym człowiekiem, w dodatku uwielbia alkohol. Kiedy nie pije nie jest taki najgorszy, ale po alkoholu wyzywa ludzi, nikt mu się nie podoba, wszyscy są źli. Kiedy teściowa jeszcze żyła, bił ją po pijaku i w sumie to nie wiadomo, czy swoim zachowaniem nie wpędził jej szybciej do grobu. Oczywiście teściowi nie podoba się to, jak wychowujemy naszego syna i nam to wytyka, chociaż nie miał w niczym racji. Za każdym razem gdy się z nim widzimy, kończy się to kłótnią. Najgorsze było to, że teść wściekły pewnego dnia na oczach mojego dziecka, oczywiście pijany na umór, uderzył siostrę męża w twarz tak, że puściła jej krew. Wszystko to przez to, że się w czymś z nie zgodziła. Widząc to wnuk zaczął się bać dziadka. Unika go i chowa się, aby nie musieć widzieć dziadka. Oczywiście cała wina została zrzucona na mnie i teść twierdzi, że to ja pewnie nastawiłam dziecko przeciwko niemu.
Jako dziecko ciężko przeżyłam rozwód rodziców, ale nauczyłam się jednego…
Jego nienawiść narasta, coraz częściej do nas przyjeżdża i grozi mi, że mnie pobije, bo to przeze mnie jego życie wygląda teraz tak, a nie inaczej. Tłumaczenie mu, że sam jest odpowiedzialny za siebie i za to, jak żyje nic nie dają, tylko jeszcze bardziej się wscieka. Naprawdę coraz bardziej się go boję i chciałabym nie mieć z nim kontaktu. Mówię mężowi, że najlepiej byłoby się wyprowadzić jeszcze dalej (obecnie dzieli nas 25 km) i zerwać z nim całkowicie kontakt, ale on mówi, że to jego ojciec i jaki by nie był, musi mu pomagać, bo jest stary i zaraz nie będzie sobie sam radził z codziennymi obowiązkami.
Mam tylko nadzieję, że to wszystko nie skończy się tragedią, bo teść z dnia na dzień jest coraz bardziej agresywny i nigdy nie wiadomo, co mu strzeli do głowy.



