Mój syn przez lata szukał odpowiedniej partnerki na żonę – nigdy nie kwestionowałam jego wyborów. Gd…

Mój syn przez lata dosłownie przetrząsał pół Polski w poszukiwaniu tej jedynej, ale nigdy nie wtrącałam się w jego wybory. Dopiero po trzydziestce trafił na Martę, która wydawała się być pisana mu przez los.

Codziennie słyszałam peany na jej temat jaka jest wspaniała, śliczna, jak cudownie gotuje i że nawet teściową potrafi rozbawić. No i faktycznie zakochał się po uszy. Martę polubiłam od pierwszego spotkania. Mój syn potrafił godzinami perorować zarówno mnie, jak i swoim kolegom o jej zaletach dla niego była uosobieniem ideału. Nic dziwnego, że szybko stanął z nią na ślubnym kobiercu, a ja wiadomo jako troskliwa mama, popierałam go z całego serca.

Przyznaję: organizacja wesela to nie lada orzech do zgryzienia, ale mój oddział wsparcia w postaci przyjaciół spisał się na medal. Rodzice Marty okazali się świetni od razu złapaliśmy wspólny język i czuliśmy się jak rodzina. Na początku wszystko układało się jak w powieści Sienkiewicza sielanka na całego. Ale potem no cóż. Szczęśliwe małżeństwo zaczęło przypominać serial na TVP codziennie nowe zwroty akcji, coraz więcej zgrzytów, a ja z każdym dniem bardziej zmartwiona. Wiedziałam, że pierwszy rok po ślubie to prawdziwy poligon, ale jakoś nie mogłam przestać się martwić. Przecież tylko chciałam, żeby byli szczęśliwi i dobrze im się żyło.

Tego wieczoru naprawdę się zagotowałam. Przyszedł późno wieczorem z walizką w ręku: Mamo, Marta mnie wyrzuciła, nie mam gdzie nocować jęknął. Przygarnęłam go pod swój dach. Spędził u mnie kilka dni, a Marta nie pojawiła się nawet raz. Potem historia się powtarzała trochę mieszkał u mnie, trochę u siebie, jakby prowadził podwójne życie.

Kiedy usłyszałam od synowej, że spodziewa się dziecka, postanowiłam zainterweniować oczywiście tylko w trosce o nich! Chciałam im delikatnie poradzić, jak nie popełniać typowych błędów. Skutek? Wyszłam na najgorszą teściową roku, a między nimi doszło do jeszcze większych spięć. Mój syn częściej niż komukolwiek przydałby się własny pokój w moim mieszkaniu. Słabł w oczach. Z żywego, radosnego chłopaka zrobił się cichy i rozgoryczony.

W końcu nie wytrzymałam i poradziłam mu: Przemyśl, czy warto ciągnąć ten wózek razem. Może lepiej byłoby być po prostu dobrym ojcem na odległość? Efekt mojego genialnego doradztwa? Po kilku tygodniach złożył papiery rozwodowe w sądzie rejonowym i wszystko ruszyło z kopyta.

Nagle Marta zjawiła się u mnie, cała we łzach, błagając: Proszę przekonać syna, żeby wycofał ten rozwód, nie chcę, żeby nasza rodzina się rozsypała. Ileż to razy radziłam jej, żeby dbała o ognisko domowe jak grochem o ścianę! A teraz? Publicznie przedstawiana jestem jako największa wtrącająca się teściowa Mazowsza.

Czasami sama nie wiem, czy dobrze zrobiłam, naciskając syna na rozwód. Jego żona patrzy na mnie spode łba, on się ode mnie dystansuje. Może oni jednak się kochają? Żyć osobno źle, razem jeszcze gorzej Ot, polski dylemat i jak tu nie zwariować?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + cztery =

Mój syn przez lata szukał odpowiedniej partnerki na żonę – nigdy nie kwestionowałam jego wyborów. Gd…