Mój syn ma niesamowitą pamięć. W przedszkolu potrafił wyrecytować wszystkie teksty z przedstawień, więc do ostatniej chwili nikt nie wiedział, jaki będzie miał kostium, bo w razie czego, gdy któreś z dzieci zachorowało, mógł je zastąpić, bo znał każdą rolę na pamięć.
Na przedszkolne przedstawienie bożonarodzeniowe pięcioletniemu synkowi przypadła rola ogórka. Dowiedziawszy się o tym tuż przed moją nocną zmianą, kupiłem zieloną koszulkę, kolorowy karton i całą noc z zapałem szyłem zielone spodenki do kompletu oraz sklejałem sałatkową czapeczkę z kartonu, którą ozdobiłem śmiesznym ogonkiem z drutu owiniętego zielonym materiałem.
Na przedstawienie miał iść tata co wzbudzało lekki niepokój, więc instrukcję jak ubrać dziecko i jak przymocować czapeczkę musiałem czytać mu rano przed pracą.
W samym środku dyżuru zadzwoniła wychowawczyni głos jej drżał: zachorował wykonawca najważniejszej roli i jutro mój syn będzie… bajkowym łakomczuchem, czyli polskim bohaterem Pączuszkiem. Nerwowo spytałem: A może ten pączuszek może być w kostiumie… ogórka? Odpowiedziała długa, wymowna cisza.
Zatelefonowałem do męża do pracy i przekazałem złowieszczą wiadomość. Odpowiedział głosem pełnym radości (co już wtedy powinno mnie zmartwić), że nie ma powodów do niepokoju. Weźmie ze sobą dwóch kolegów chirurgów, a trzech chirurgów to przecież super ekipa, która poradzi sobie z każdą sytuacją! Oni, czyli chirurdzy wspaniale zaradne chłopaki, pojadą do nas do domu i ogarną temat. (Moja intuicja, jak widać, chyba była wtedy bardzo chora).
Zabiegany w szpitalu, o 21 zadzwoniłem do domu. Odpowiedział mi syn, który oznajmił, że kupili białą koszulkę, tata właśnie klei żółty karton, wujek Wiktor coś gotuje, a wujek Włodek śmieje się do łez.
Godzinę później synek zrelacjonował, że już kładzie się spać, wujek Włodek wyciął z żółtego kartonu wielkie kółko i rysuje na nim oczka, wujek Wiktor otwiera słoik kiszonych ogórków, a tata dusi się ze śmiechu.
O północy zadzwoniłem ponownie. Mąż wyjaśnił, że wujek Wiktor i wujek Włodek wykończeni usypianiem syna już śpią. No, są też pewne niuanse techniczne…
Pączuszek został, całkiem przypadkowo, przyklejony przez wujka Wiktora superklejem bardzo krzywo do białej koszulki. A gdy wujek Włodek próbował to dzieło odkleić, koszulka się porwała. Więc przyszyli je chirurgicznym jedwabiem do zielonej koszulki-ogórka.
Efekt ponoć wyszedł świetny wyobrazić sobie tego nie mogłem. Dodatkowo pączuszek miał trzydzieści żółtych zębów, a ponieważ zabrakło dwóch kawałków białego kartonu, to uśmiech miał wybrakowany o dwa ząbki.
(Pomyślałem sobie nic nie szkodzi, przy trzydziestu zębach nikt nie zauważy dwóch brakujących.)
Mogłem więc spać spokojnie i być pewny, że mój syn będzie miał najoryginalniejszy kostium w przedszkolu. A ten, kto chrapie w tle? To wujek Włodek, który wycinał zęby tak pilnie, że przysnął na fotelu.
Poranek niespokojnie czekałem końca dyżuru. Wybłagałem u ordynatora wolną godzinę, by zobaczyć syna na przedstawieniu.
Trochę się spóźniłem Z sali dobiegały salwy śmiechu i wzruszone okrzyki. Uchyliłem drzwi
Przy choince próbował podskakiwać „Pączuszek”. Ogromna, żółta, okrągła kartka przyszyta do piersi syna sięgała mu od brody aż do kolan. Oczy tego potwora patrzyły w różne strony, a trzy nitki chirurgicznego jedwabiu nad oczami wyglądały jak głębokie zmarszczki na czole bardzo doświadczonego przez życie pączka. Szczególne wrażenie robił brak dwóch zębów w szeroko otwartym uśmiechu a były to… dwa przednie górne zęby!
To był bardzo wiekowy, wysłużony pączuszek taki, co przez wiele przeszedł i dopiero co opuścił piekarnię po generalnym remoncie Całość dopełniała wesoła, kartonowa czapeczka ogórka z zielonym ogonkiem z drutu.
Wtedy syn zaczął recytować wierszyk, zaczynający się słowami: Gdzie jeszcze zobaczycie, takiego jak ja? (Dalej miał być ciąg dalszy o baśniach i przedszkolnych przedstawieniach, ale nikt już nie słuchał) wychowawczyni opadła na krzesło, sala pękała ze śmiechu.
Tego dnia zrozumiałem, że nawet kiedy coś nie idzie według planu, rodzinne poczucie humoru i trochę improwizacji tworzą najpiękniejsze wspomnienia.


