Mój przyjaciel Piotrek był dla mnie prawie jak brat. Nasz nauczyciel, połączył nas w piątej klasie i od tego czasu byliśmy ze sobą blisko. Byliśmy w różnych sytuacjach, w różnych firmach, ale Piotrek i ja, zawsze trzymaliśmy się razem jak bracia. Ani natarczywi przyjaciele, ani dziewczyny, nie mogli nas rozdzielić. Nawet nasi rodzice mówili, że mamy na siebie zły wpływ, ale to nie powstrzymało nas przed kontynuowaniem naszej przyjaźni na uniwersytecie, oraz w naszym dorosłym życiu. Po wojsku, Piotr i ja przeprowadziliśmy się do różnych miast, ale nie straciliśmy kontaktu. Widywaliśmy się co najmniej raz w roku i odwiedzaliśmy się nawzajem.
Tej jesieni chciałem go odwiedzić, ale Piotrek postanowił zmienić moje plany. Tego wieczoru, zadzwonił do mnie i powiedział: „Zejdź na chwilę, jestem tutaj przy wejściu”. Byłem bardzo zaskoczony. Byłem zarówno szczęśliwy, jak i nie do końca zadowolony. W końcu nie widziałem Piotrka od zeszłego roku i bardzo za nim tęskniłem. Ale z drugiej strony, nie wybrał najlepszego czasu. Moja żona była chora, miała zapalenie stawów. Wyjaśniłem Piotrkowi, że nie mogę spędzić z nim całego dnia i nocy w barze, ponieważ moja żona jest chora, a moje sumienie nie pozwala mi się dobrze bawić.
Poza tym, ma gorączkę i ciężko jej być samej w domu beze mnie. Myślałem, że mój przyjaciel mnie zrozumie, ale Piotrek, 36-letni mężczyzna, poczuł się urażony. Powiedział, że przyszedł po nic i nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony. Pokłóciłem się z nim. Wróciłem do domu w złym humorze i musiałem wszystko opowiedzieć żonie. Powiedziała, że jakoś sobie poradzi, więc lepiej, żebym spotkał się z kolegą. Natomiast po kłótni z nim, nie chciałem nawet dzwonić do Piotrka, ale mimo to, spróbowałem i nie podniósł słuchawki. Potem dzwoniłem jeszcze kilka razy, ale to nic nie dało. W ten sposób przyjaźń została zniszczona.



