Mój przyjaciel Adam, 42 lata, ożenił się z kobietą, którą chwali jako świetną gospodynię i doskonałą…

Mój przyjaciel, 42-letni Michał, ożenił się niedawno. Twierdzi, że jego żona to świetna gospodyni i doskonała kucharka, a cała reszta ma dla niego mniejsze znaczenie.

Michała znam od dzieciństwa. Mieszkaliśmy na tej samej klatce w bloku na warszawskim Mokotowie i byliśmy sobie bardzo bliscy. Kiedy weszliśmy w wiek nastoletni, całą paczką ruszaliśmy wieczorami na Stare Miasto. Spacery, rozmowy, czasem ławka w parku przy Placu Zamkowym. Z dziewczynami nie wiązaliśmy się na poważnie. Ważniejsze było dla nas, co pomyślą koledzy nikt nie chciał stracić twarzy przed resztą.

Później ja zostałem powołany do wojska, Michał jakoś zręcznie się wykręcił. Po służbie wojskowej znalazłem pracę, potem ożeniłem się z Anną. Przez dziesięć lat mieszkaliśmy razem, wychowaliśmy dwójkę dzieci. Aż przyszedł taki moment, że mieliśmy wrażenie, jakbyśmy byli dla siebie zupełnie obcy. Kłótnie były coraz częstsze i oboje stwierdziliśmy, że nie powinniśmy dalej być razem. Rozwiedliśmy się.

Minęły dwa lata. Będąc już po rozwodzie, zupełnie przypadkiem spotkałem Michała na Nowym Świecie. W ciągu tych dwunastu lat sporo się zmienił trochę mu się przytyło.

Zasiedliśmy w kawiarni i zaczęliśmy nadrabiać zaległości. Okazało się, że Michał też już po rozwodzie i szuka kobiety do stałego związku. Minął rok, znalazłem swoją partnerkę Mariolkę i niedługo potem pobraliśmy się.

Któregoś dnia znowu natknąłem się na Michała i okazało się, że też się ożenił. Jednak jego żona od razu wydała mi się niezbyt sympatyczna. Była bardzo otyła.

Co ci się w niej spodobało? zapytałem go w końcu.

Na co Michał odpowiedział bez wahania, że świetnie sprząta mieszkanie i gotuje wyśmienite obiady.

Poza tym daje mi pełen luz! Mam spokój, piję sobie bez przeszkód piwo i oglądam mecze Ekstraklasy, a jak chcę wyjść z kolegami do pubu, nigdy nie robi mi problemów. Dla mnie ona jest idealna. Niczego mi nie zabrania.

Zaskoczyło mnie to podejście. Dla mnie związek opiera się na czymś zupełnie innym. Jasne, umiejętność dobrej kuchni i dbania o dom jest ważna, ale najważniejsze powinno być to, czy ludzi łączy uczucie.

Niektórzy stawiają na porządek i domowe obiady, ja jednak najbardziej cenię to, by być w zgodzie z ukochaną, by czuć się z nią jednością. Dla mnie szacunek, wzajemne rozumienie i wspólne pasje to podstawa. Z żoną, jeśli robimy coś w kuchni albo sprzątamy, robimy to razem i sprawia nam to radość.

Tak samo jak dwoje ludzi jedzie na rowerze tandemowym i pedałuje w jedną stronę wtedy mają największe szanse przejechać całą trasę w zgodzie.

A Ty? Zgadzasz się ze mną?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + 18 =

Mój przyjaciel Adam, 42 lata, ożenił się z kobietą, którą chwali jako świetną gospodynię i doskonałą…