Mój przyjaciel Adam, 42 lata, ożenił się, bo żona świetnie gotuje i sprząta, a reszta go nie obchodz…

Słuchaj, opowiem Ci coś o moim starym kumplu, Adamie znasz przecież tę postać z mojego życia. Dziś Adam ma czterdzieści dwa lata i właśnie niedawno się ożenił. Śmieje się, że w końcu znalazł „kobietę idealną”: rewelacyjnie sprząta, świetnie gotuje, a poza tym reszta go totalnie nie rusza.

Pamiętam Adama jeszcze z dzieciństwa, bo razem dorastaliśmy na jednym blokowisku w Lublinie. Zawsze się ze sobą trzymaliśmy. Jak byliśmy nastolatkami, to banda nasza zbierała się wieczorami i szliśmy do centrum trochę polatać po Krakowskim Przedmieściu albo posiedzieć przy fontannie na ławce. Dziewczyny były, jasne, ale na luzie nikt nie brał tych relacji na poważnie, bardziej zależało nam, żeby koledzy nie śmiali się z naszych podbojów.

Potem poszedłem do wojska, a Adama życie jakoś oszczędziło. Po powrocie z wojska złapałem pracę w warsztacie, potem ożeniłem się z Anką. Przez dziesięć lat byliśmy razem, mamy dwójkę fajnych dzieci, ale zaczęło się między nami walić coraz częściej się kłóciliśmy. W końcu każdy poszedł w swoją stronę, rozwód załatwiony, i życie toczyło się dalej.

Minęły dwa lata, już po wszystkim w moim życiu, aż któregoś razu przypadkiem spotykam Adama na Starym Mieście. Kurczę, zmienił się strasznie przybrał na wadze, siwe włosy… Usiedliśmy w kawiarni na kawę, zaczęliśmy gadać. Okazało się, że i Adam ma już rozwód na koncie, no i też poluje na kogoś nowego.

Rok później udało mi się poukładać sprawy poznałem Martę i się ożeniliśmy. A tu znowu natykam się na Adama, a on szczęśliwy, bo „złapał” żonę na całe życie. Przedstawił mi ją no powiem szczerze, kobieta z dużą posturą, nie każdemu w oko wpadnie. Zapytałem go szczerze, co takiego ją wyróżnia.

Adam zadowolony mówi: „Stary, ona gotuje jak szef kuchni i mam w domu porządek jak w aptece. Poza tym nie robi mi scen, nie marudzi, nie zagląda w telefon mogę iść z chłopakami na mecz, do pubu na Żywiec, ona się tylko uśmiecha. Dla mnie to luksus!”.

Byłem zaskoczony. Dla mnie partnerka to coś więcej niż prządek i smaczny rosół. Jasne, że super, kiedy dom ogarnięty i kotlet schabowy ląduje na stole w niedzielę, ale przecież ważniejsze, żebyśmy się rozumieli, dogadywali, śmiali z tych samych głupot, lubili spędzać razem czas i mieli szacunek do siebie. Najfajniej, jak masz remont do zrobienia albo obiad do ugotowania i możesz zrobić to razem właśnie z Martą często tak mamy, oboje chętnie pomagamy sobie w domu.

Dla wielu liczy się, że czysto i obiad na czas, ale ja myślę, że większym skarbem jest, jak się zgrywacie. Wiesz jak to jest jak jedziesz z kimś na rowerze i kręcicie razem w tę samą stronę, to droga idzie gładko.

Jak myślisz, masz podobnie?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × cztery =

Mój przyjaciel Adam, 42 lata, ożenił się, bo żona świetnie gotuje i sprząta, a reszta go nie obchodz…