Czytałam wiele historii o tym, jak osoby niepełnosprawne po wypadku wracają do zdrowia i żyją szczęśliwie u boku swoich małżonków, a inni nawet mimo swoich niepełnosprawności znajdują miłość. Pozostaje mi tylko podziwiać takie relacje. Zwykle w takich historiach szczególną rolę odgrywały kobiety, które opiekowały się swoimi partnerami i pomagały im podczas rehabilitacji.
Ostatnio w mojej rodzinie doszło do nieszczęścia. Mój mąż doznał udaru i teraz jest niepełnosprawny. Dzieci już dawno są dorosłe i mieszkają w innych miastach, chociaż tuż po tym zdarzeniu przyjeżdżały do domu i pomagały w momencie, gdy ojciec przechodził rehabilitację.
Wszystkiego można było uniknąć… Wiele lat mąż skarżył się na różne bóle, a ja mówiłam mu, że skoro tak, to powinien wybrać się do lekarza. Niestety, to było jak grochem o ścianę i mąż z tym nic nie zrobił. Kiedyś też mówiłam mu, że powinien schudnąć, jeść mniej tłuszczy i ciężkostrawnych rzeczy, ale on tylko na to machał ręką i taka była z nim rozmowa.
Później ja sama miałam już dość traktowania go jak dziecko i przestałam go na cokolwiek namawiać. Przecież sam za siebie odpowiada. Potem jeszcze zaczął palić, codziennie też pił, chociażby po jednym piwku, co na pewno mu też nie pomogło i nie uratowało go przed udarem.
Teraz mąż potrzebuje stałej opieki. Ja mam obecnie 52 lata. Dbam o siebie i to nie tylko w kontekście figury, ale zdrowia, bo regularnie się badam i sprawdzam, czy wszystko jest ze mną w porządku. Nie chcę więc teraz, kiedy mogę korzystać z życia, cierpieć przez głupotę męża i opiekować się nim do końca życia. Sam jest sobie winien, mógł zmienić swoje życie, póki miał na to czas.
Kocham męża, ale obojętnie, jak bardzo bym go nie kochała, to nie chcę mu poświęcać reszty życia. Póki co zatrudniłam pielęgniarkę, żeby była blisko męża przez całą dobę. Lekarze nie gwarantują powrotu do zdrowia, szanse są pół na pół. Dzieci, gdy im powiedziałam o moim podejściu, obraziły się na mnie i nie chcą już ze mną rozmawiać. Jestem przygnębiona i z jednej strony rozumiem ich reakcję, ale dlaczego nikt nie pomyślał o tym, co spadło na moje barki?



