Mój mąż zaparzył mi kawę z zapachem gorzkich migdałów. Zamieniłam filiżanki z teściową. 20 minut później…

Poranek rozpoczął się jak zwykle. Za oknem jeszcze nie świtało, ale słychać było stłumiony gwar miasta budzącego się ze snu. Otworzyłam oczy, przeciągnęłam się, spojrzałam na śpiącego obok męża Wojciecha. Leżał na wznak, ręka zwisała z łóżka, twarz rozluźniona jak u dziecka. W takich chwilach starałam się nie myśleć o niedawnych kłótniach, o jego dziwnym dystansie, o tym, jak ostatnio późno wracał z pracy, mówiąc, że „wszystko w porządku, tylko dużo spraw”. Chciałam mu wierzyć. Chciałam, żeby wszystko było dobrze.

Dzień dobry szepnęłam, dotykając jego ramienia.

Drgnął, otworzył oczy.

Już? zamruczał, ziewając. Wstałaś wcześnie.

Chcę kawy uśmiechnęłam się. Może zjemy razem śniadanie?

Jasne skinął głową, wstając. Sam zaparzę.

Uśmiechnęłam się. To był rzadki przejaw troskliwości z jego strony. Ostatnio prawie nie brał udziału w domowych obowiązkach, myślałam, że po prostu jest zmęczony. Ale dziś wyglądał inaczej. Zbyt uważny. Zbyt staranny.

Poszłam pod prysznic, a gdy wróciłam, w kuchni unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy. Wojciech stał przy stole, nalewając ciemny płyn do filiżanek. Do jednej mojej ulubionej porcelanowej, z niebieskimi kwiatami nalał kawę, drugą, z pękniętą rączką (tę zawsze używała teściowa), zostawił pustą.

Zrobiłem ci po specjalnemu powiedział, podając mi filiżankę. Jak lubisz: z odrobiną mleka i cynamonem.

Dziękuję uśmiechnęłam się, ale w tym momencie mój nos wyłapał dziwną woń. Nie kawy. Coś ostrego, chemicznego z nutą gorzkich migdałów.

Zmarszczyłam brwi.

Co to za zapach? Od kawy?

Wojciech szybko spojrzał na filiżankę.

Nie wiem. Może nowe ziarna? Albo mleko nieświeże?

Ponownie powąchałam. Gorzkie migdały. Ten zapach znałam. W dzieciństwie babcia opowiadała: jeśli pachnie gorzkimi migdałami to cyjanek. Nie wierzyłam wtedy, ale później przeczytałam o tym w podręczniku chemii. Cyjanek ma charakterystyczny zapach gorzkich migdałów. A ta substancja jest śmiertelna.

Serce zabiło mocniej.

Wojtku, na pewno niczego nie pomyliłeś? zapytałam, starając się zachować spokój. Mam alergię na niektóre dodatki. Może lepiej wezmę inną filiżankę?

Zastygł na chwilę. Potem się uśmiechnął.

Daj spokój, to tylko kawa. Wypij, póki gorąca.

Skinęłam głową, ale wtedy w korytarzu rozległy się kroki. Ze swojego pokoju wyszła teściowa Halina Stanisławowa. Była kobietą surową, o chłodnym spojrzeniu i zwyczaju dostrzegania wszystkiego. Nigdy się z nią nie dogadywałyśmy. Uważała, że nie jestem godna jej syna, że jestem zbyt prosta, że w jej rodzinie takie jak ja nie mają miejsca.

Dzień dobry powiedziała oschle, podchodząc do stołu.

Mamo, dzień dobry Wojciech pocałował ją w policzek. Zrobiłem kawę. Oto twoja filiżanka.

Podsunął jej pustą filiżankę z pękniętą rączką.

A gdzie moja kawa? zapytała, marszcząc brwi.

Zaraz naleję odparł, sięgając po czajnik.

Wtedy zrobiła coś, co uratowało mi życie.

Szybko wstała, wzięła moją filiżankę z kawą i powiedziała:

Poczekasz.

Spojrzała na mnie z nienawiścią.

Wojciech zastygł. Jego oczy na moment się rozszerzyły. Spojrzał na mnie i w tym spojrzeniu zobaczyłam coś przerażającego. Nie strach. Nie irytację. Ale rozczarowanie.

Co się tak grzebiesz? rzuciła teściowa i zaczęła pić z mojej filiżanki. Nalej kawę, zamiast stać jak kołek.

Wojciech powoli nalał mi kawy do pustej filiżanki.

Usiadłam. Serce waliło. Nie mogłam oderwać wzroku od filiżanki, z której piła teściowa. Tej samej, z zapachem gorzkich migdałów.

Za mocna mruknęła. Ale da się pić.

Patrzyłam na Wojciecha. Siedział ze spuszczonym wzrokiem, grzebiąc widelcem w jajecznicy. Ani słowa. Ani spojrzenia. Ani uśmiechu.

Po dziesięciu minutach teściowa nagle się skrzywiła.

Coś mi nie tak z żołądkiem zamruczała. Kręci mi się w głowie.

Źle się pani czuje? zapytałam, starając się nie okazać paniki.

Tak, trochę odstawiła filiżankę. Takie uczucie, jakbym jakbym się dusiła.

Wstała, ale zaraz się zachwiała. Wojciech poderwał się.

Mamo! Co się dzieje?

Ty ty spojrzała na niego, oczy jej się rozszerzyły. Ty chciałeś mnie

I upadła.

Krzyknęłam. Wojciech rzucił się ku niej, zaczął wołać pogotowie, potrząsać nią za ramiona. Stałam jak w transie. Wszystko działo się za szybko. Ale jedno zrozumiałam na pewno: on chciał mnie zabić. A ona ona stała się ofiarą zamiast mnie.

Po dwudziestu minutach przyjechało pogotowie. Lekarze wbiegli, obejrzeli Halinę Stanisławową. Jeden z nich powąchał filiżankę.

Zatrucie cyjankiem potasu powiedział. Bardzo wysokie stężenie. Jest w śpiączce. Szanse niewielkie.

Wojciech stał blady, drżący.

Nie wiem, jak to się stało Po prostu zrobiłem kawę

Gdzie trzymacie kawę? zapytał lekarz.

W szafce ale to nowa, kupiłem wczoraj

Pokażcie.

Poszliśmy do kuchni. Lekarz otworzył puszkę. Powąchał.

Tu na pewno nie ma cyjanku. Więc ktoś dosypał go do filiżanki albo do wody.

Policja przyjechała po pół godzinie. Rozpoczęło się przesłuchanie.

Pan ostatni dotykał filiżanki powiedział śledczy, patrząc na Wojciecha. I pan nalewał kawę.

Nie zrobiłem nic złego! krzyknął. Kocham matkę!

A żonę? spytał śledczy, przenosząc wz

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 1 =

Mój mąż zaparzył mi kawę z zapachem gorzkich migdałów. Zamieniłam filiżanki z teściową. 20 minut później…