Mój mąż zaparzył mi kawę z zapachem gorzkich kieliszków. Wymieniłam filiżanki z swoją teściową. 20 minut później…

Ranek rozpoczął się jak zwykle. Za oknem było jeszcze ciemno, ale już słychać było stłumiony gwar miasta budzącego się ze snu. Otworzyłam oczy, przeciągnęłam się, spojrzałam na śpiącego obok męża Marka. Leżał na plecach, ręka zwisała z łóżka, twarz rozluźniona jak u dziecka. W takich chwilach starałam się nie myśleć o niedawnych kłótniach, o jego dziwnym dystansie, o tym, jak zaczął późno wracać z pracy, mówiąc, że wszystko w porządku, tylko dużo roboty. Chciałam mu wierzyć. Chciałam, żeby wszystko było dobrze.

Dzień dobry szepnęłam, dotykając jego ramienia.

Wzdrygnął się, otworzył oczy.

Już? zamruczał, ziewając. Wstałaś wcześnie.

Chcę kawy uśmiechnęłam się. Może zjemy razem śniadanie?

Jasne skinął głową, wstając. Sam zaparzę.

Uśmiechnęłam się. To był rzadki przejaw troski z jego strony. Ostatnio prawie nie angażował się w domowe obowiązki, zaczęłam już myśleć, że po prostu jest zmęczony. Ale dziś wydawał się inny. Zbyt uważny. Zbyt skrupulatny.

Poszłam pod prysznic, a kiedy wróciłam, w kuchni unosił się już zapach świeżo zaparzonej kawy. Marek stał przy stole, nalewając ciemny płyn do filiżanek. Do jednej mojej ulubionej, porcelanowej, z niebieskimi kwiatami nalał kawę, drugą, z pękniętym uchwytem (tę zawsze używała teściowa), pozostawił pustą.

Zaparzyłem ci specjalnie powiedział, podając mi filiżankę. Tak jak lubisz: z odrobiną mleka i cynamonem.

Dziękuję uśmiechnęłam się, ale w tej samej chwili mój nos wyczuł dziwny zapach. Nie kawy. Coś ostrego, chemicznego z nutą gorzkich migdałów.

Zmarszczyłam brwi.

Co to za zapach? Od kawy?

Marek szybko spojrzał na filiżankę.

Nie wiem. Może nowe ziarna? Albo mleko nieświeże?

Ponownie powąchałam. Gorzkie migdały. Ten zapach znałam. W dzieciństwie babcia opowiadała: jeśli pachnie gorzkimi migdałami to cyjanek. Wtedy nie wierzyłam, ale później przeczytałam o tym w podręczniku do chemii. Cyjanek ma charakterystyczny zapach gorzkich migdałów. I ta substancja jest śmiertelna.

Serce zaczęło mi walić.

Marek, na pewno niczego nie pomyliłeś? zapytałam tak spokojnie, jak tylko potrafiłam. Mam alergię na niektóre dodatki. Może lepiej wezmę inną filiżankę?

Zastygł na sekundę. Potem się uśmiechnął.

Daj spokój, to tylko kawa. Wypij, zanim wystygnie.

Skinęłam głową, ale w tej chwili w korytarzu rozległy się kroki. Ze swojego pokoju wyszła teściowa Krystyna Nowak. Była surową kobietą, z chłodnym spojrzeniem i nawykiem zauważania wszystkiego. Nigdy się nie dogadywałyśmy. Uważała, że jestem niegodna jej syna, że jestem zbyt prosta, że w jej rodzinie takie jak ja nie mają miejsca.

Dzień dobry powiedziała sucho, podchodząc do stołu.

Mamo, dzień dobry Marek pocałował ją w policzek. Zaparzyłem kawę. O, twoja filiżanka.

Podsunął jej pustą filiżankę z pękniętym uchwytem.

A gdzie moja kawa? zapytała, marszcząc brwi.

Zaraz naleję odparł Marek, sięgając po dzbanek.

Wtedy zrobiła coś, co uratowało mi życie.

Szybko wstała, wzięła moją filiżankę z kawą i powiedziała:

Ty poczekaj.

Spojrzała na mnie z nienawiścią.

Marek zastygł. Jego oczy na moment się rozszerzyły. Spojrzał na mnie i w tym spojrzeniu zobaczyłam coś przerażającego. Nie strach. Nie irytację. A rozczarowanie.

No co się tak gapisz? rzuciła teściowa i zaczęła pić z mojej filiżanki. Nalej mi kawę, a nie stój jak słup soli.

Marek powoli nalał mi kawę do pustej filiżanki.

Usiadłam. Serce waliło mi jak młot. Nie mogłam oderwać wzroku od filiżanki stojącej przed teściową. Tej samej, z zapachem gorzkich migdałów.

Za mocna mruknęła. Ale da się pić.

Patrzyłam na Marka. Siedział ze spuszczonym wzrokiem, bawiąc się widelcem w talerzu z jajecznicą. Ani słowa. Ani spojrzenia. Ani uśmiechu.

Dziesięć minut później teściowa nagle się skrzywiła.

Coś mi nie tak z żołądkiem zamruczała. Kręci mi się w głowie.

Źle się pani czuje? zapytałam, starając się nie zdradzić paniki.

Tak, trochę odstawiła filiżankę. Takie wrażenie, jakbym jakbym się dusiła.

Wstała, ale natychmiast się zachwiała. Marek poderwał się.

Mamo! Co się dzieje?

Ty ty spojrzała na niego, oczy jej się rozszerzyły. Ty chciałeś mnie

I upadła.

Krzyknęłam. Marek rzucił się do niej, zaczął wzywać karetkę, potrząsał nią za ramiona. Stałam jak w transie. Wszystko działo się zbyt szybko. Ale jedno zrozumiałam na pewno: on chciał mnie zabić. A ona ona stała się ofiarą zamiast mnie.

Dwadzieścia minut później przyjechała karetka. Lekarze wbiegli, przebadali Krystynę Nowak. Jeden z nich powąchał filiżankę.

Zatrucie cyjankiem potasu powiedział. Bardzo wysokie stężenie. Jest w śpiączce. Szanse niewielkie.

Marek stał blady, drżący.

Nie wiem, jak to się stało Po prostu zaparzyłem kawę

Gdzie trzymacie kawę? zapytał lekarz.

W szafce ale to nowa, kupiłem wczoraj

Pokażcie.

Poszliśmy do kuchni. Lekarz otworzył słoik. Powąchał.

Tu na pewno nie ma cyjanku. Więc ktoś go dosypał do filiżanki albo do wody.

Policja przyjechała pół godziny później. Rozpoczęło się przesłuchanie.

Pan ostatni dotykał filiżanki powiedział śledczy, patrząc na Marka. I pan nalewał kawę.

Nie zrobiłem nic złego! krzyknął. Kocham swoją matkę!

A żonę?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć + 2 =

Mój mąż zaparzył mi kawę z zapachem gorzkich kieliszków. Wymieniłam filiżanki z swoją teściową. 20 minut później…