Mój mąż prowadzi bardzo ożywioną korespondencję ze swoją dawną koleżanką.
Siedzę wieczorem przy kuchennym stole w naszym warszawskim mieszkaniu, patrzę na Roberta i czuję, jak w mojej piersi narasta niepokój. Kocham go to prawda niepodważalna. Jest dla mnie prawie idealny: zawsze uprzejmy, dowcipny, troskliwy. Kiedy wraca z pracy, przynosi świeże bułki z ulubionej piekarni na Mokotowie, pomaga mi sprzątać mieszkanie, nigdy nie zapomina o moich imieninach. Dzielimy się wszystkimi obowiązkami, a on zarabia naprawdę dobrze nasze życie toczy się spokojnym rytmem, nie brakuje nam ani grosza.
Ale żadna bajka nie trwa wiecznie, prawda? Mój Robert ma jedną, irytującą mnie wadę jest zbyt towarzyski. Jego otwartość oraz przyjazne usposobienie potrafią równie mocno zachwycić, co zirytować. I choć nie ma w tym nic z pozoru złego, ja czuję się coraz bardziej nieswojo
Najbardziej niepokoi mnie jego przyjaźń z Heleną, dawną współpracownicą z biura w centrum miasta. Owszem, Helena już od dawna mieszka w Berlinie, gdzie wyjechała za mężem, ale ich kontakt nigdy się nie urwał. Po dziś dzień, jej imię powraca nieustannie w rozmowach, a powiadomienia o nowych wiadomościach od niej pojawiają się na ekranie telefonu męża częściej, niżbym chciała.
Kiedy Robert spotyka coś ważnego lub niezwykłego czy to na delegacji w Krakowie, czy w pociągu do Gdańska wiadomość o tym od razu trafia do dwóch kobiet: do mnie i do Heleny. Gdy staje przed trudnym wyborem, radzi się nie tylko swojej żony, ale i właśnie tej koleżanki z przeszłości. Jakby jej opinia była równa mojej Jakby ona nadal miała wpływ na jego decyzje, nawet gdy dzieli ich tysiąc kilometrów i odmienny świat. Czasem rozmawiają o tak prywatnych sprawach, że krew mnie zalewa z zazdrości.
A przecież nie mogę mu nic zarzucić. Dobrze zarabia w złotówkach, których nie żałuje na dom, bilety do teatru czy kolacje nad Wisłą. Zawsze mamy dla siebie czas. Każdego tygodnia wymyślamy coś nowego kino w sobotę, spacer po Starym Mieście, pierogi z kapustą u babci na Pradze.
Tylko dlaczego, dlaczego moje serce ściska niepokój, kiedy widzę, jak Robert śle kolejną wiadomość, a na ekranie miga znajome imię: Helena? Przecież nie jestem zazdrosna o inne kobiety w jego pracy. To ona jedna sprawia, że nie mogę spać.
Czego mu brakuje? Po co mu ten kontakt, ta nić, która się nie zrywa, choć oboje mają już swoje życie? Stoję w cieniu tej przyjaźni, zagubiona, próbując zrozumieć, dlaczego nie wystarczam sama.


