A więc Larysa zawsze dorzucała odrobinę cukru do barszczu. Ledwie szczypta, jakby na końcówce noża, i smak nagle zmieniał się w coś głębszego, pełniejszego. А twój jest kwaśny, jakbyś wlała za dużo octu.
Natalia stała przy kuchence, trzymając w dłoni łyżkę, gdy Łukasz odsunął od siebie talerz z parującą, rubinowoczerwoną zupą. Zapach świeżej natki, czosnku i aromatycznego bulionu wypełnił pomieszczenie, tworząc pozornie idealną atmosferę rodzinnego obiadu. Jedno imię, wypowiedziane w codziennym tonie, natychmiast rozszarpało ten spokój, zamieniając ciepłą kuchnię w lodowaty grobowiec wspomnień.
Larysa. Była żona Łukasza. Kobietamit, kobietalegenda, której duch niewidzialnie krążył w ich mieszkaniu od dwóch lat małżeństwa.
Łukasz próbowała mówić spokojnie Natalia, choć w środku ściskała się od gniewu. Gotuję barszcz po przepisie babci. Zawsze ci smakował. Tylko tydzień temu chwaliłaś go i prosiłaś o dodatkowe przyprawy. Co się zmieniło?
Mężczyzna wzruszył ramionami, położył kawałek ciemnego chleba na talerzu i leniwie zaczął go przeżuwać, wpatrując się w telewizor wiszący na ścianie.
Nic się nie zmieniło, Nataluś. Po prostu przypomniało się. Larysa miała lekki dotyk przy przyprawach. Ona, wiesz, wyczuwała balans. To talent, którego nie da się nauczyć. Nie obrażaj się, naprawdę starasz się, a ja to widzę. Po prostu stwierdzam fakt. Jedz, niech ostygnie.
Natalia powoli wsunęła łyżkę z powrotem do garnka. Apetyt zniknął nieodwracalnie. Usiadła naprzeciw mężowi, patrząc na jego profil. Łukasz był dobrze zbudowany: siwe włosy przy skroniach nadawały mu powagi, szerokie ramiona, pewny wzrok. Gdy poznali się trzy lata temu, wydawał się ideałem rozwiedziony, bez dzieci, poważny, zaradny. O przeszłości mówił skąpo: Nie dogadaliśmy się. Natalia, jako kobieta mądra i taktowna, nie wchodziła w jego sprawy. Rozumiała, że czterdziestoletni mężczyzna ma swoją przeszłość i szanowała to.
Kto jednak pomyślał, że przeszłość będzie tak żywa?
Pierwsze pół roku po ślubie wszystko układało się pięknie. Potem, jakby otworzył się niewidzialny portal, wspomnienia zaczęły wylewać się z Łukasza. Najpierw drobne uwagi. Och, Larysa miała taką samą wazon, Larysa lubiła ten film. Natalia ignorowała je, uznając za naturalne. Z czasem porównania przychodziły częściej i, co najgorsze, nie w jej stronę.
Koszula źle wyprasowana zauważył Łukasz kolejnego ranka, przygotowując się do wyjścia. Stał przed lustrem, krytycznie przyglądając się kołnierzykowi. Zagięcie nieregularne. Larysa zawsze używała specjalnego spreju, a jej żelazko było jakby parowe, nie wiem. Nacięcia na nogawkach można się skaleczyć. A tutaj No, da się jakoś przetrwać w wsi.
Natalia, która wstała o szóstej, by przygotować mu śniadanie i wyprasować garnitur, poczuła, jak w gardle zbiera się kłębek.
Łukasz, mam zwykłe żelazko i prasuję, jak potrafię. Jeśli ci nie wystarcza, możesz zanieść rzeczy do pralni albo sam wyprasować.
Łukasz spojrzał na nią przez lustro, zdziwiony.
Co się wkurzasz? Nie mogę ci tego wtrącać. Po prostu dzielę się doświadczeniem. Może warto kupić ten sprej? Chcę, żebyś się rozwijała. Larysa, przy okazji, zawsze dbała o takie drobiazgi. W jej domu panował porządek, nie było pyłka.
Ja też dbam o porządek odezwała się spokojnie Natalia, wspominając, jak wczoraj dwa godziny szorowała łazienkę. I pracuję cały dzień, tak jak ty.
Larysa też pracowała i wszystko ogarniała. Dobra, muszę lecieć. Wieczorem będę późno, przy mamie pomogę przy kranie.
Drzwi trzasnęły. Natalia została sama w cichej kawalerce. Podeszła do okna i patrzyła, jak Łukasz wsiada do auta. Larysa, Larysa, Larysa imię brzmiało w jej głowie niczym zacięta płyta. Ciekawe, skoro Larysa była takim aniołem w ludzkiej skórze, kulinarnym geniuszem i wróżką czystości, dlaczego się rozstali? Łukasz zawsze unikał odpowiedzi, mówiąc coś niewyraźnego o ludziach, które się zmieniają lub życiu, które się znudziło.
Wieczorem Natalia postanowiła nie gotować. Nie miałam ochoty przetwarzać składników, skoro i tak wszystko byłoby nie tak, jak u Larysy. Kupiła w sklepie gotowe gołąbki, podgrzała je i zasiedziała się z książką.
Łukasz wrócił około dziewiątej, gniewny i głodny.
Mama przekazała pozdrowienia burknął, zdejkując buty. Anna Kowalska też cię wspominała. Pytała, czemu nie bierzesz przepisu na ciasto, który jej proponowała. Mówi, że Larysa zawsze piekła w weekendy, dom pachnął wypiekami, a u nas wciąż są gotowe dania.
Natalia zamknęła książkę. Spokój coraz trudniej jej przychodził.
Anna Kowalska może piec sama, jeśli chce. Ja nie lubię bawić się ciastem.
Właśnie! podniósł kciuk Łukasz, jakby złapał ją na wpadce. Nie lubisz. A kobieta powinna kochać tworzyć domowy ognisko. Larysa
Dość! nie wytrzymała Natalia. Wstała, a książka z głośnym stuknięciem spadła na podłogę. Dość, Łukaszu. Słyszę to imię częściej niż własne. Larysa gotowała, Larysa prasowała, Larysa sprzątała, Larysa oddychała lepiej! Jeśli była taka idealna, to czemu nie jesteśmy razem?
Łukasz zbladł. Nie spodziewał się takiej eksplozji od spokojnej, poddającej się Natalii.
No były powody. Miała trudny charakter. Była władcza, lubiła rozkazywać.
Czyżby więc jestem po prostu wygodna? drwiła gorzko Natalia. Milczę, znoszę, staram się. A ty wciąż wbijasz nos w jej zalety. Wiesz co, mam tego dość.
Nie przesadzaj odrzekł mąż, przechodząc do kuchni. Co na kolację? Znowu gotowe? Mhmm Larysa nigdy nie pozwoliłaby mi jeść sklepowe jedzenie. Dbała o mój żołądek.
Natalia milcząc udała się do sypialni. Tej nocy nie mogła zasnąć, patrząc w sufit. W głowie rodził się plan plan, który mógł albo zniszczyć małżeństwo, albo je uratować. Nie zamierzała już żyć we troje ona, Łukasz i duch Larysy.
Nadszedł sobotni poranek, tradycyjny dzień sprzątania i zakupów. Tym razem wszystko poszło nie tak.
Zanim wstała, zadzwoniła Anna Kowalska, teściowa.
Natalko, witam syczał w słuchawce jej głos, słodko-gorzki. Jutro jedziemy na cmentarz do taty. Trzeba jeszcze ogrodzenie pomalować. Zrób proszę pierogi na drogę, ale nie z kapustą, bo Łukasz ma z niej zgagę. Lepsze mięso. Ciasto zrób cienkie, jak no wiesz, jak w naszej rodzinie.
Natalia spojrzała w lustro przed wejściem, wziąłszy głęboki oddech.
Anno, jutro pracuję. Mam okres rozliczeniowy, dokumenty do domu. Pierogi mogę kupić w piekarni przy metrze, tam wszystko pyszne.
Pracujesz w niedzielę? To grzech, Natalko. A zostawiać głodnego męża to grzech. Larysa, królewna nie, żywa i zdrowa, Larysa nigdy nie leniła się dla rodziny. Nawet w nocy mogła wstać i upiec naleśniki, gdy Łukasz o to prosił.
Niech Larysa piecze przebiła się Natalia, odrywając połączenie.
Łukasz, który słyszał koniec rozmowy, wyszedł z łazienki z szczoteczką w ustach.
Dlaczego tak mówisz mamie? To starsza osoba.
Nie obrażam, wyznaczam granice. Nie jestem Larysą, Łukaszu. Jestem Natalia. I nie będę piec ciasta w nocy.
Oczywiście wymamrotał, wyrzucając wodę z kranu. Ci chodzi tylko o papierkową robotę. Nie masz w sobie kobiecości, tak? Larysa była prawdziwą kobietą. Potrafiła karierę budować i męża zadowalać. A ty ech.
Ręka mu drżała, gdy odszedł do kuchni rozlewać wodę w czajniku. Natalia stała pośrodku pokoju, w niej rozlewała się lodowata determinacja. Każde słowo o byłej żonie brzmiało jak młot uderzający w kryształową wazon ich związku. Wazon już pękał, a ostatni kawałek miał się odłamać.
Spokojnie weszła do sypialni. Z szafy wyciągnęła duży walizkę na kółkach i otworzyła ją na łóżku.
Łukasz zerknął do pokoju, przeżuwając kanapkę.
Dokąd to jedziemy? Na delegację? Czy mam pomóc mamie na wsi?
Natalia nie odpowiedziała. Systematycznie wyciągała z szafy ubrania męża: koszule, które prasowała niewłaściwym żelazkiem, spodnie z niedoskonałymi szwami, swetry, dżinsy, skarpetki.
Hej, co robisz? przerwał Łukasz, w oczach pojawił się niepokój. Natalko, po co?
Pomagam ci, Łukaszu odpowiedziała spokojnym tonem, składając ulubiony sweter. Zdałam sobie sprawę, że nie zasługuję na ciebie. Nie potrafię zrobić barszczu z cukrem. Nie umiem wyprać kołnierzy. Nie piekę ciast nocą. Jestem słabą gospodynią, nie kobiecą, a mój żelazko jest tanie. Nie mogę konkurować z ideałem.
Z jakim ideałem? Przestań ten cyrk! próbował wyrwać koszulę, ale Natalia uniknęła.
Nie przerywaj. Przemyślałam wszystko. Żyjesz w ciągłym stresie, musisz znosić moje wady, moje kwaśne jedzenie, moją lenistwo. Cierpisz, pamiętając, jak dobrze było z Larysą. Nie chcę być przyczyną twojego bólu. Kocham cię, Łukasz, i chcę, żebyś był szczęśliwy. A szczęście twoje, jak twierdzisz, tkwi w przeszłym małżeństwie.
Podniosła z komody bieliznę Łukasza i wrzuciła ją do walizki.
Dlatego proponuję jedyne słuszne rozwiązanie. Wróć do Larysy.
W pokoju zapanowała dźwięczna cisza. Słyszało się tylko tykanie zegara i ciężki oddech Łukasza.
Czy zwariowałaś? wyszeptał. Do której Larysy? Rozwiedliśmy się pięć lat temu! Ona już ma męża Nie wiem!
To nieistotne odpowiedziała Natalia, zapinając suwak walizki. Tak często ją przywołujesz, tak szczegółowo opisujesz jej zalety, że jestem pewna nadal cię kocha. Taka ideał zasługuje na swojego księcia. Pojeździsz do niej, przyznasz się do błędu, ona poda ci właściwy barszcz, wyprasuje koszulę parowym żelazkiem i będziecie żyć szczęśliwie. Bez moich gotowych gołąbków.
Postawiła walizkę na podłodze i wyciągnęła rączkę.
Wszystko gotowe, Łukaszu. Rzeczy spakowane. Włączyłam nawet twoją szczoteczkę i golarkę. Możesz ruszać od razu. Anna Kowalska będzie szczęśliwa, że znów rozmawiacie o Larysie jako o świętej, a ja będę tylko pomyłką.
Łukasz stał, łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona na brzeg. Przywykł, że Natalia jest cicha, ustępująca. Nie spodziewał się, że może zrobić coś tak drastycznego.
Natalko, wystarczy. Nie muszę od razu pakować. To nie przedszkole! próbował się uśmiechnąć, ale uśmiech był żałosny. Rozpakujemy, zostanę w domu, pomogę ci z raportem.
Natalia pokręciła głową. W jej spojrzeniu nie było gniewu, tylko zmęczenie i rozczarowanie.
Nie, Łukaszu. To nie przedszkole.Natalia spokojnie zamknęła drzwi na klucz i przeszła do kuchni, gdzie przy zapachu świeżo parzonej kawy postanowiła w końcu odnaleźć własny smak życia.



