Mój mąż okazał się być maminsynkiem, który nie nadaje się do życia rodzinnego

Mój mąż okazał się być maminsynkiem, który nie nadaje się do życia rodzinnego

12 lat temu wyszłam za mąż. Nie z powodu wielkiej miłości, ale miałam już 30 lat i bałam się, że nikt mnie nie zechce, a jednak chciałam założyć rodzinę. Facet wydawał się przyzwoity, więc nie chciałam marnować czasu, chociaż nie powiem, żeby było z nim pod tym względem jakoś łatwo. Maksym niby się oświadczał, ale potem cofał swoje słowa i mówił, że może lepiej jeszcze poczekać i tak w kółko. Widedziałam, że wpływ na to jego mamusia. Dorastał wychowywany tylko przez matkę i babcię, nie miał żadnego męskiego wzorca dlatego od początku był taki trudny w obyciu. Ja jednak miałam nadzieję, że go zmienię.

Liczyłam na to, że kiedy wyrwie się spod kontroli matki, będzie bardziej odpowiedzialny i będzie częściej wychodził z inicjatywą. Kiedy przychodziliśmy odwiedzić teściową, ta ciągle krzyczała: „jaki biedny chłopiec!”. Miała na myśli to, że chodzi do pracy, ale przecież każdy normalny, dorosły człowiek musi pracować. Zresztą, jaki z niego chłopiec, skoro ma już 35 lat. W domu nie robi nic, bo to ja ogarniam mieszkanie, gotuję, a nawet prasuję mu koszule. On w tym czasie leży albo klei modele samolotów, bo takie ma hobby.

Chciałam mieć już dziecko, Maksym w sumie też uważał, że to dobry pomysł, więc szybko zaszłam w ciążę. Wtedy też wzięliśmy ślub cywilny. 9 miesięcy później urodził się nam Tomek, a Maksym jako świeżo upieczony ojciec chodził i chwalił się swoim synkiem przed przyjaciółmi i rodziną. Wszystko byłoby świetnie, gdyby jednak przejął też część obowiązków nad synem, ale on niczego nie chciał zmieniać. Wracał po pracy i dalej mi w niczym nie pomagał. Dodatkowo kiedy dziecko miało kolki i bardzo płakało Maksym potrafił zirytowany wyjść z domu i nie wrócić na noc, bo przecież musi się wyspać, a w takich warunkach się nie dało. Gdy synek trochę podrósł wydawało mi się, że nasze relacje się poprawiły, ale on nadal nie zajmował się za dużo dzieckiem.

Jakiś czas później Maksym zaczął wspominać o tym, że fajnie byłoby mieć drugie dziecko, bo fajnie, kiedy rodzina jest duża, a Tomek też miałby się z kim bawić. Na początku nie chciałam, nie byłam gotowa już na kolejne dziecko, ale przekonywał mnie tak bardzo, że w końcu mu uległam i na świat przyszedł Darek. Między synkami są 2 lata różnicy.

W czasie trwania ciąży bardzo źle się czułam i praktycznie cały czas musiałam leżeć w łóżku. Nie mogłam jednak i tak odpocząć, bo martwiłam się o syna. Mąż nie opiekował się dobrze Tomkiem, a teściowa także nie zamierzała pomagać przy wnuku. Musiałam więc poprosić moją mamę, która mieszka w innym mieście, aby przyjechała pilnie i zajęła się swoim wnukiem. Wówczas też zdecydowałam, że pora coś zmienić, bo tak przecież nie da się żyć. Podjęłam decyzję o rozwodzie.

Przez pandemię proces rozwodowy się ciągnął i wszystko trwało 2 lata, ale w końcu byłam wolna.

Oczywiście tuż po tym jak złożyłam wniosek o rozwód mój mąż mnie zwyzywał od najgorszych i groził tym, że odbierze mi dzieci. Wszystko jednak skończyło się na gadaniu, ponieważ po rozstaniu zamieszkał u matki i rzucił pracę, a w tej sytuacji żaden sąd na pewno nie oddał by mu pod opiekę nawet psa, a co dopiero dziecka.

Powrót do takiego życia jak poprzednio bardzo mu się spodobał. Nic nie musiał robić, mógł spać do której chciał, wszystko ma podstawione pod nos. Ma 45 lat, a wciąż mieszka z matką i tak naprawdę jest samotny.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × trzy =

Mój mąż okazał się być maminsynkiem, który nie nadaje się do życia rodzinnego