Mój mąż myśli tylko o sobie – zjada całe jedzenie, nie zostawiając nawet kęsa dla naszego synka. Ada…

Mój mąż myśli wyłącznie o sobie. Zjada wszystko, nawet nie zostawiając nic dla naszego dziecka.

Paweł, gdzie się podziały banany? zwracam się do męża z napięciem w głosie.
Zjadłem je, miałem na nie ogromną ochotę odpowiada bez mrugnięcia okiem.
Naprawdę nie mogłeś zostawić chociaż jednego dla Michałka na podwieczorek?
Przestań robić z igły widły. Jakby w sklepie nie sprzedawali bananów!
To idź i kup nowe ripostuję.
Teraz? Mam za chwilę mecz z chłopakami. Nie mogę.

U nas w domu to stały schemat: serek wiejski, ciastka, jabłka Muszę chować jedzenie w szafkach i pod łóżkiem, bo przy takim ojcu, nasz syn mógłby chodzić głodny.

Jesteśmy małżeństwem od pięciu lat. Nasz Michałek za chwilę kończy dwa. Obciąża nas kredyt hipoteczny, więc każdy grosz się liczy. Paweł wciąż powtarza, że skoro sprzedał swoje kawalerki i dołożył się do wkładu, to ma prawo czuć się głową rodziny. Zapomina tylko o tym, ile wsparcia dali też moi rodzice. Moja mama często powtarza, że Paweł to czysty egoista. Z każdym dniem niestety bardziej się z nią zgadzam.

Kilka dni temu szykowałam przyjęcie urodzinowe. Gotuję, podsmażam, a on ciągle krąży po kuchni, wyjada z patelni i wynosi kolejne talerze. Najgorsze dopiero miało nadejść dorwał się do tortu. Zostawiłam go na balkonie, bo w lodówce nie było już miejsca. Przynoszę go, żeby podzielić na porcje, patrzę a tam prawie pół zniknęło, a miejsce pięknych czekoladowych dekoracji zieje pustką. Zrobiło mi się potwornie wstyd przed rodziną i znajomymi.

To nie jest jednostkowa sytuacja. Owszem, zarabia, ale można przecież gospodarować z głową i myśleć też o innych. On zawsze powtarza: Kupi się, nie przejmuj się!. Nie przejmowałby się mną trudno, ale jak można nie martwić się o własne dziecko? Szczególnie, gdy ledwo wiążemy koniec z końcem, a ja muszę planować wszystko z wyprzedzeniem. Zapas jedzenia, który powinien starczyć na miesiąc, znika w tydzień.

Daj mu spokój, chłop ciężko pracuje, niech coś zje mówi mi jego matka. Ty zamiast narzekać, powinnaś więcej gotować.

Ale nawet jeśli ugotuję pięć dań, to i tak wszystko zostanie zjedzone przez Pawła. O większych zakupach mogę tylko pomarzyć przecież raty za mieszkanie nas duszą, nie mówiąc o ubraniach czy środkach czystości.

W końcu powiedziałam dość. Zagroziłam, że jeśli jeszcze raz zje wszystko, nie zostawiając dla rodziny rozstaniemy się. Podzielimy mieszkanie i będziemy żyć osobno. Obraził się. Poszedł się poskarżyć swojej mamie, a teściowa teraz ani nie odbiera moich telefonów, ani nie chce ze mną rozmawiać. A ja coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że mam rację. Powiedz, czy naprawdę wymagam zbyt wiele?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem + siedem =

Mój mąż myśli tylko o sobie – zjada całe jedzenie, nie zostawiając nawet kęsa dla naszego synka. Ada…