Mój mąż, lat 45, zapomniał o moich urodzinach 27 lutego i tego samego dnia pojechał z kolegami na ryby: podczas jego nieobecności przygotowałam taki prezent-niespodziankę, że teraz tej daty już nigdy nie wyleci mu z głowy
Mąż zapomniał o moich urodzinach i tego samego dnia wybrał się na ryby z kumplami. Podczas gdy łowił szczupaki (albo przynajmniej się starał), ja zorganizowałam operację pt. Nigdy nie zapomnij o żonie, nawet gdy szczupak bierze!.
Przed pięćdziesiątką Janek nabrał jednej niecodziennej umiejętności: doskonale pamięta, kiedy zmienić olej w aucie, kiedy jego kumple ruszają na jezioro, a nawet kiedy zaczyna się prawdziwe żerowanie okoni. Ale rodzinne daty? Cóż, te chyba wyparowują mu z głowy jak para znad wywaru na rosół.
Dotąd ratowałam sytuację: szeptałam, zostawiałam karteczki na lodówce, zadawałam bezpośrednie pytania przy śniadaniu. Ale czterdzieste piąte urodziny chciałam spędzić inaczej. Bez podpowiedzi, bez łapania go za rękę po prostu liczyłam na to, że ćwierć wieku małżeństwa nauczyło go czegoś poza robieniem pierogów z mięsem na ryby.
W piątkowy poranek Janek latał po mieszkaniu jak szalony, upychając wędki i kanapki do plecaka.
Basia, widziałaś mój termos? Chłopaki już w aucie, trzeba się zbierać na Mazury! Wracam dopiero w niedzielę, zasięgu na jeziorach raczej nie będzie!
Dał buziaka w policzek, nawet nie patrząc mi w oczy.
Nie smuć się, kup sobie coś dobrego.
Zatrzasnęły się drzwi. Podeszłam do kalendarza w kuchni. Data obramowana na czerwono moje urodziny. On nie tylko zapomniał. On wybrał TEN dzień na swoją męską eskapadę!
Najpierw bolało, potem w środku zrobiło się lodowato spokojnie. I wtedy przyszedł mi do głowy przebłysk jak dać Jankowi lekcję, która wryje mu się w pamięć bardziej niż najlepszy spinning.
Przystąpiłam do realizacji planu. A kiedy wrócił do mieszkania czekało go takie święto niespodzianka, że do grobowej deski nie zapomni o 27 lutego.
Bo, moi drodzy, Janek miał swoją tajną skrytkę święty zapas na nowy silnik do łódki. Pieniądze trzymał w sejfie. Hasło znałam, bo jego genialna pamięć nieraz zawodziła także przy przypominaniu mi, że złapiesz mnie na hasło, jak już będziesz miała coś do ukrycia.
Kwota nie byle jaka blisko trzysta tysięcy złotych! Otworzyłam sejf i decyzja zapadła robimy imprezę!
Weekend spędziłam tak, jak nigdy sobie dotąd nie pozwalałam. Zamówiłam catering, zaprosiłam przyjaciółki, mieszkanie tonęło w kwiatach. Muzyczka, śmiechy, prosecco. Kolejnego dnia wykwintna kolacja w restauracji z widokiem na Wawel, potem relaksujący wieczór w spa.
A wisienką na torcie została broszka, którą oglądałam już od pół roku, ale zawsze szkoda mi było pieniędzy bo plany wspólne, bo oszczędzanie, bo coś ważniejszego. W końcu postawiłam na siebie.
W niedzielę wieczorem Janek wrócił, cały w skowronkach, z wiadrem płotki.
Patrz, co złowiłem! Ale się relaksowałem!
Stanął w przedpokoju i zaniemówił. Na stole puste flaszki po winie, w kącie wielkie bukiety, na fotelu torby z najlepszych butików w Krakowie.
Co tu się działo? Kogo gościłaś?
Gościłam! odparłam spokojnie. To były moje urodziny. Czterdzieści pięć lat, przypominasz sobie?
Zbladł. Zawiesił wzrok.
O rany Basia, zapomniałem kompletnie. Praca, ryby, cały ten rozgardiasz Wiesz jak jest
Wiem przerwałam mu. I poznałam to do bólu, więc postanowiłam nie przejmować się. Załatwiłam wszystko sama nawet prezent sobie sprawiłam bez twojej pomocy.
Janek momentalnie skierował się do gabinetu. Drzwiczki sejfu były uchylone. Pobladł jeszcze bardziej, po chwili wrócił blady jak ściana.
Gdzie są pieniądze? Przecież nic nie zostało! Gdzie całe moje oszczędności?
Tutaj rozłożyłam ręce, pokazując mieszkanie.
Przepuściłaś wszystko?! Przecież to był silnik! Dwa lata zbierałem!
A ja znoszę te zapomniane daty od ćwierć wieku powiedziałam cicho, ale stanowczo. Zapomniałeś o moim jubileuszu. Upewniłam się, żebyś już nigdy go nie przegapił.
Usiadł na kanapie i wpatrywał się raz w wiadro z rybami, raz w pusty sejf, raz we mnie. Awantury nie zrobił, bo przecież oficjalnie kasa była wspólna.
Ryby czyścił w absolutnej ciszy. Minęło pół roku. Zbiera na nowy silnik od zera. Ale teraz jego telefon przypomina mu miesiąc, tydzień i dzień przed KAŻDĄ ważną datą.
Bywają lekcje, które kosztują majątek, ale przynajmniej zapamiętuje się je na całe życie.


