To, że poślubiłam totalnego łajdaka uświadomiłam sobie dopiero wtedy, kiedy przestałam go kochać, chociaż gdybym nie miała klapek na oczach, może uświadomiłabym sobie to znacznie wcześniej. Kiedy umawiałam się z z nim i byliśmy dopiero na etapie chodzenia ze sobą, miałam wrażenie, że on jest po prostu niesamowity, no chłopak nie z tej ziemi. Później jednak gdy czas mijał i coraz mniej go kochałam widziałam, jaki jest naprawdę i miałam do niego inne podejście. Też go gorzej traktowałam, ale mąż sam sobie jest w tym przypadku winien.
Mój mąż to cham, który każdego obraża. Czasami robi to celowo, czasami nawet nie widzi, że kogoś krzywdzi swoimi słowami. Jestem pewna, że w większości sytuacji on nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo krzywdzi innych. Obraża każdego: sśsiadów, członków rodziny, sprzedawców w sklepach, przypadkowych rozmówców i oczywiście też mnie. Oczywiście mnie zaczął obrażać dopiero po ślubie, bo kiedy się o mnie starał i mnie adorował, to złego słowa mi nie powiedział, a nawet wciąż mnie tylko wychwalał.
Najwyraźniej u niego ładunek pozytywnych uczuć także się skończył, zresztą osiągnął to, czego chciał – zostałam jego żoną, więc już nie musiał się starać. Teraz też już widzę, jaki jest dwulicowy. Nienawidzi wszystkiego i wszystkich, ale stara się ukryć swoją niechęć do kogoś jeśli tylko wietrzy jaki zysk i wie, że ten ktoś po prostu mu się przyda. Kiedy tylko osiągnie swój cel, to zrzuca maskę i pokazuje, jakim jest chamem. Właśnie dokładnie tak postąpił ze mną – kiedy już mnie wykorzystał i mu się znudziłam, ten po prostu zaczął mnie okropnie traktować.
Teraz ma nową ukochaną, przed którą się popisuje i pokazuje jej, jakim to nie jest cudownym i szarmanckim mężczyzną. Oczywiście złożyłam wniosek o rozwód, ale ten na koniec stara się robić wszystko, aby odebrać mi ostatnią złotówkę. W końcu musi mieć pieniądze na swoją nową miłość.
Dziewczyny, naprawdę sprawdzajcie, z kim się zadajecie i miejsce szeroko otwarte oczy, bo serce jednak często się myli.



