Halino Michałówno, znowu zjadłaś moje serniczki?! Alicja stoi pośrodku kuchni z pustym opakowaniem.
Myślałam, że wspólne… zaczynam się usprawiedliwiać.
Jakie wspólne? Specjalnie kupiłam dla Zosi! Ona ma alergię na wszystko inne!
Dawid wychodzi z pokoju, potargany po nocnej zmianie.
Mamo, ile można? Umawialiśmy się lewa półka to nasza!
Lewa półka. W mojej własnej lodówce są teraz ich półki i nasze. Półtora roku temu wprowadzili się tymczasowo. Dopóki nie znajdą mieszkania. Tymczasowe stało się wieczną udręką.
Babciu, gdzie mój plecak? Krzysiek biega po mieszkaniu.
Dziadku, widziałeś moją lalkę? Zosia ciągnie męża za rękaw.
Wiktor chowa się za gazetą na balkonie. Jedyne miejsce, gdzie można się schować we własnym domu.
Już! nagle krzyczy Alicja. Nie wytrzymam dłużej! Dawid, albo się wyprowadzamy, albo ja z dziećmi idę do mamy!
Gdzie się wyprowadzać? odgryza się syn. Wynająć za trzy tysiące? Mamy kredyt na samochód!
To sprzedaj samochód!
Zwariowałaś? Do pracy czym jeździć?
Dzieci zaczynają płakać. Próbuję je uspokoić, ale Alicja wyrywa Zosię z moich rąk.
Nie trzeba! Sami damy radę!
Idę do sypialni. Słyszę trzask drzwi wejściowych Dawid wyszedł. Potem płacz dzieci, krzyki Alicji.
W moim mieszkaniu. W moim domu, gdzie z Wiktorem przeżyliśmy trzydzieści lat.
Wieczorem wszyscy udają, że nic się nie stało. Jemy w milczeniu. Dzieci dźgają widelcami w talerze. Alicja demonstracyjnie nie patrzy na Dawida.
Tato, podaj sól prosi syn.
Wiktor w milczeniu podaje. Ostatnio w ogóle milczy. Zmęczył się cudzymi awanturami we własnych ścianach.
Po kolacji Dawid zostaje w kuchni.
Mamo, przepraszam za rano. Alicja jest po prostu nerwowa.
Rozumiem.
Nie, nie rozumiesz! nagle wybucha. Nie rozumiesz, jak to jest mieszkać u rodziców w trzydziestym piątym roku życia! Czuć się nieudacznikiem!
Synku…
Nie trzeba! Wiem, wam też jest ciężko. Ale my nie mamy dokąd pójść!
Milczę. Co tu powiedzieć?
W nocy nie śpię. Słyszę, jak za ścianą przewraca się Wiktor. W salonie, który oddaliśmy młodym, płacze Zosia. Alicja ją kołysze.
Rano budzi mnie hałas. Na kuchni Krzysiek upuścił talerz.
Nic się nie stało mówię, zamiatając odłamki.
Mama będzie krzyczała szepcze wnuk.
Nie powiemy mamie.
Przytula mnie. Mały, ciepły, kochany. Dla wnuków zniosę wszystko. Ale jak długo?
Po tygodniu Dawid wraca z pracy dziwny. Zamyślony, ale nie ponury.
Mamo, tato, musimy porozmawiać.
Siadamy we troje w kuchni. Alicja usypia dzieci.
Zdecydowałem. Biorę kredyt, kupuję dom.
Co? serce mi się ściska. Jaki kredyt? Synku, to są ogromne pieniądze!
Mamo, inaczej się nie da. Wszyscy zwariujemy.
Ale dwadzieścia lat spłacać! Wiktor pierwszy raz od dawna zabiera głos.
Spłacę. Znalazłem opcję na sąsiedniej ulicy. Mały, ale nasz.
Na sąsiedniej? dopytuję.
Tak. Żebyście mogli widywać się z wnukami. A my gdyby pomoc była potrzebna.
Patrzę na syna. Kiedy dorósł? Kiedy z chłopca, który nie umiał znaleźć skarpetek, stał się mężczyzną?
Alicja wie?
Jeszcze nie. Najpierw chciałem z wami porozmawiać.
Wiktor wstaje, klepie syna po ramieniu.
Dobrze zdecydowałeś. Mężczyzna powinien mieć swój dom.
Dawid wypuszcza powietrze. Pewnie bał się naszej reakcji.
Wieczorem rozmawia z Alicją. Słyszę, jak płacze czy to z radości, czy ze strachu.
Formalności kredytu, poszukiwania, nerwy wszystko jak we mgle. Alicja miota się między euforią a paniką.
Halino Michałówno, a co jeśli nie podołamy? Nagle Dawid straci pracę?
Podołacie. Jesteście młodzi, silni.
Ale dwadzieścia lat!
Za to swoje.
Dzień przeprowadzki. Pakowacze noszą rzeczy. Dzieci biegają między domami nasz jest na sąsiedniej ulicy, pięć minut piechotą.
Babciu, mam teraz swój pokój! Zosia ciągnie mnie, żebym zobaczyła.
Mały pokoik pod dachem. Ale własny.
Piękny! Jak urządzicie będzie pałac!
Wieczorem siedzimy u nich na nowym. Ciasno dom mały. Ale atmosfera inna. Alicja się śmieje, Dawid żartuje. Dzieci pokazują swoje królestwa.
Mamo, wybacz nam nagle mówi syn. Za ten półtora roku.
Co ty! Jesteśmy rodziną!
Właśnie. Ale rodzina powinna mieszkać osobno.
Wiktor wznosi toast.
Za nowy dom! I za to, żeby chodzić do siebie w gości!
Zawsze mile widziani. Alicja przytula mnie. Dzięki, że wytrzymałaś.
Daj spokój!
Ale ma rację. Wytrzymaliśmy. I dotrwaliśmy.
Pierwsza noc w opustoszałym mieszkaniu. Cicho. Nienaturalnie cicho.
Witek, słyszysz, Witek!
Co?
Jak tu cicho!
Śmieje się.
Nareszcie!
Rano budzę się nikt nie hałasuje w kuchni. Mogę spokojnie napić się kawy, przejrzeć wiadomości.
Dzwonek do drzwi.
Babciu, mogę do was? Krzysiek z plecakiem.
Oczywiście! Mama wie?
Powiedziała, żebym poszedł do babci odrabiać lekcje, tam spokojniej!
Oto i to. Teraz wnuki przychodzą w gości, a nie żyją nam na głowach.
Siadamy do stołu. Pomagam z matematyką. Po godzinie wpada Zosia.
Babciu, mama robi naleśniki! Prosi was z dziadkiem!
Idziemy do nich. Alicja przy kuchence się uśmiecha.
Postanowiłam uczcić! Pierwsze naleśniki w nowym domu!
Siedzimy razem przy ich małym stole. Ciasno, ale przytulnie. I najważniejsze wiemy, że potem rozejdziemy się do swoich domów.
Halino Michałówno, możemy dzieci na weekend do was? pyta Alicja. Chcemy z Dawidem pojechać do miasta, obejrzeć tapety.
Oczywiście



