Pewnego listopadowego dnia 2021 roku wyszłam do pracy przed mężem. W ciągu dnia nieraz próbowałam się do niego dodzwonić, aby poprosić go, by zrobił zakupy w drodze do domu, ale w ogóle nie odbierał.
Wieczorem gdy wróciłam do domu, na stole znalazłam kartkę z informację, że odchodzi, bo mnie już nie kocha. Część jego rzeczy zniknęła. Nie było pieniędzy w domu, zabrał wszystko, co razem zdołaliśmy odłożyć. Miałam tylko kilkaset złotych w portfelu i puste, wspólne konto, bo te także zdążył już wyczyścić.
Nie potrafię wyrazić słowami tego, co wówczas czułam. Była we mnie głęboka uraza oraz cierpienie, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Jakoś zebrałam się w sobie i pojechałam do przyjaciółki, od której pożyczyłam pieniądze. Następnego dnia zmieniłam także zamek w drzwiach.
Jakoś dalej starałam się żyć, ale coraz częściej zaglądałam do kieliszka, w którym topiłam smutki. Dopiero w lutym doszłam do siebie i postanowiłam, że nie zniszczę sobie życia przez faceta. Wszystkie butelki wina, których jeszcze nie wypiłam, otworzyłam i wylałam do zlewu. Postanowiłam także uporać się z kwestiami prawnymi i wybrałam się do kancelarii po poradę, jak wziąć rozwód z osobą, która zniknęła z dnia na dzień. Aby czymś zająć głowę, zaczęłam regularnie trenować na siłoni, a wieczorami biegałam w pobliskim parku. Później założyłam konto w aplikacji randkowej i zaczęłam spotykać się z mężczyznami, ale nie poznałam tam nikogo interesującego.
Kiedy któregoś wieczoru znowu biegałam po parku, zaczął za mną biec jakiś wysoki facet. Miałam słuchawki w uszachh i owszem, widziałam, że za mną biegnie, ale nie wiedziałam, że krzyczy i próbuje mnie zatrzymać. Szczerze mówiąc wystraszyłam się, że ktoś za mną biegnie. Kiedy wybiegłam z parku, dogonił mnie. Zdyszany facet podał mi moją kartę do bankomatu, którą zawsze brałam ze sobą, bo później po bieganiu miałam w zwyczaju chodzić na małe zakupy do osiedlowego sklepu.
Czułem się bardzo nieswojo, że tak długo uciekałam przed nim i biegałam ze słuchawkami w uszach, a on ze mną pędził, żeby oddać mi moją własność. Aby się mu to zrekompensować, zaprosiłam go do kawiarni na filiżankę herbaty. Ta znajomość z czasem przerodziła się w prawdziwe uczucia.
Teraz wszystko układałoby się cudownie, gdyby nie mój były mąż, który właśnie wrócił i zatruwa mi życie. Podobno kiedy dowiedział się, że się z nim rozwiodłam, miał łzy w oczach. Teraz chodzi za mną od kilku tygodni z kwiatami i prezentami. Mówi, że żałuje, że się mylił i wciąż mnie kocha. Ja jednak nie wybaczę mu tego, co mi zrobił.
Zapomniałam o nim dopiero niedawno, a teraz znów się pojawił w moim życiu. Chcę się go z niego pozbyć, ale nie wiem jak. Czuję, że moje życie znów zamienia się w koszmar.



