Mój brat z żoną oraz dziećmi, przyjechali w odwiedziny w okresie kwarantanny. Przypomnieli mi, dlaczego nie chcę mieć rodziny i dzieci

Nigdy nie zamierzałam wyjść za mąż i mieć tuzina dzieci, siedzieć wokół nich i na zmianę próbować je pocieszać, rozumieć i kołysać. Nie wydaje mi się, żebym w ogóle była osobą rodzinną, nie wiem, jak wcześniej dogadywałam się z rodziną. Dzielenie mieszkania z kimś innym jest teraz dla mnie absolutnie nie do przyjęcia.

Nie da się więc opisać mojego szoku, kiedy brat zadzwonił do mnie i poprosił, żebym przyjeła jego rodzinę. Z powodu kwarantanny, on i jego żona, tymczasowo zawiesili pracę, nie mają pieniędzy na opłacenie czynszu, więc muszą się wyprowadzić.

Mój brat prawie płakał przez telefon, mówiąc, że nie ma się do kogo zwrócić, bo czeka ich jak najszybsze pójście do pracy, a wyjazd do matki i ojca do innego miasta, nie wchodzi w ogóle w grę.

Nie mogłam odmówić własnemu bratu, prawda? Udawałam, że chętnie bym ich przygarnęła, ale jakoś nie widziałam możliwości posiadania dzieci. Kiedy ostatni raz spotkałam się z rodziną Damiana, jego najstarszy syn miał cztery lata i był bardzo zabawnym dzieckiem, które wygłaszało tak śmieszne przemówienia, że śmiałam się do łez. Mała miała około czterech miesięcy, trzymała już główkę, ale nie umiała jeszcze raczkować.

Teraz starszy Krzyś był niegrzeczny. Może był taki już wcześniej, ale nie wiedziałam, bo odwiedzałam go raz na pół roku. Kiedy krzyczał, że nie chce omletu, a potem rzucał jajkami w moją kuchnię, chciałam go wyrzucić i w ogóle nie dopuszczać do stołu, dopóki nie zmieni swojego zachowania. A mała Tosia tupała już nóżkami po całym mieszkaniu i wykazywała żywe zainteresowanie wszystkimi kruchymi, szklanymi przedmiotami na moich szafkach nocnych i komodach.

Żona mojego brata, zupełnie nie umiała poradzic sobie z dziećmi. Była jeszcze bardziej przerażona niż ja, nie potrafiła nic powiedzieć starszemu i nie zawsze udawało jej się ogarnąć młodszą, zanim ta zrobiła swoje małe i nie tylko, psoty. Natomiast mój brat udawał, że jest głuchy i niewidomy, jakby to nie były jego dzieci.

W ciągu dwóch tygodni, kiedy mieszkali ze mną, zanim poszli do pracy, chyba pojawiły się u mnie pierwsze siwe włosy. Po raz kolejny, utwierdziłam się w przekonaniu, że nie jestem gotowa na rodzinę i dzieci. Nie da się z nimi wytrzymać, są tacy niemili, w ogóle nie słuchają.

Byłam bardzo niemile zaskoczona, kiedy po ich wyjściu znalazłam za rogiem w kuchni makaron! Krzysiu nie chciał go zjeść i wyrzucił go tam zamiast do kosza, „żeby mama go nie zbeształa”. To była dla mnie katastrofa, a żona mojego brata tylko śmiała się do telefonu, nazywając swojego syna zabawnym człowiekiem.

Czy jest w tym coś zabawnego?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − trzy =

Mój brat z żoną oraz dziećmi, przyjechali w odwiedziny w okresie kwarantanny. Przypomnieli mi, dlaczego nie chcę mieć rodziny i dzieci