Mój brat wyznał mi, że nasza mama spoliczkowała jego żonę, a ja od razu poczułam, że coś tutaj nie gra.

Kiedy leniuchowałam na urlopie w Międzyzdrojach, nagle dzwoni mama. No i zaczyna się: szloch, dramat i totalna rozpacz jakby świat się skończył razem z jej zapasami pierogów. Z trudem zrozumiałam, że coś ją bardzo poruszyło, ale przez łzy nie dało się nic wyciągnąć. Zrezygnowana rozłączyłam się i postanowiłam dowiedzieć się o co chodzi od brata, Zenka, bo przecież on zwykle wie wszystko o wszystkich (szczególnie wtedy, gdy nie powinien). Zenek też jadł gwoździe na śniadanie zażądał, żebym sama matkę zapytała, niby dobrze wie, czemu się rozkleiła, i że 'zasłużyła sobie baba’. No, typowa rodzinny czułość w polskim wydaniu.
Kręciłam się jak przysłowiowy kot przy pustej misce, w końcu stwierdziliśmy z mężem, że odpuszczamy tę całą zabawę nad Bałtykiem, choć bilety na pociąg do Warszawy kosztowały tyle, co pół wypłaty ale serce nie sługa.
Dojechaliśmy na miejsce, a tu mama dalej roztrzęsiona, waleriana lała się strumieniami, jak na imieninach u Grażyny po kłótni o sałatkę jarzynową. Kiedy w końcu trochę się uspokoiła, wydukała całą opowieść. Okazało się, że wróciła z pracy i zastała swoją synową, Martynę, całą w siniakach i z miną jak po spotkaniu z czołgiem. A że Martyna w ciąży, to mamę wzięła taka panika, że prawie dzwoniła po karetkę szybciej, niż zdążyła zdjąć buty. Podbiegła, zaczęła przytulać i pytać co się wydarzyło, a tu niespodzianka: do mieszkania wpada brat, Martyna wstaje i ryczy, że to właśnie mama ją skrzywdziła!
Mama stała oniemiała, jakby się dowiedziała, że bigos zabrali z restauracji z gwiazdką Michelin. Zenek, z wiecznie gotowym sarkazmem, natychmiast wyrzucił mamę z mieszkania, uwierzył swojej żonie w każde słowo. Zabiera Martynę do szpitala, tam niestety okazało się, że poroniła. Potem już tylko chłód i milczenie brat nie odbiera telefonów, nie daje dojść do słowa, obrażony na cały świat, a szczególnie na naszą mamę.
Ale mi instynkt podpowiadał, że coś tu śmierdzi, bardziej niż świąteczny śledź. I miałam rację na szczęście, jak to w polskich rodzinach bywa, prawda zawsze wychodzi na jaw, zwykle w najmniej oczekiwanym momencie i przez zupełnie kogo innego. W tym przypadku była to koleżanka Martyny, Monika ta, co zawsze pierwsza w kolejce po plotki, a jednak tym razem zachowała się jak trzeba. Opowiedziała mi, że Martyna wszystko zaplanowała: sama pozbyła się ciąży, a całą winę zwaliła na naszą mamę, by zmanipulować Zenka i wygonić teściową z mieszkania. Piękny scenariusz na polski serial o 17:00.
Gdy prawda dotarła do uszu Zenka, zrobił się czerwony jak barszcz na Wigilię i wywalił Martynę za drzwi. Natychmiast poleciał do mamy, przepraszając za wszystko, łamiąc głos i bijąc się w pierś, jakby to coś dało. Mama, wiadomo serce miękkie jak kopytka, wybaczyła od razu, przytuliła go jak chłopca z rozbitym kolanem i już po godzinie była gotowa kłócić się o schabowe na niedzielny obiad. Bo w polskiej rodzinie jak w barze mlecznym można się posprzeczać, można się popłakać, ale na końcu i tak każdy wróci po dokładkę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × dwa =

Mój brat wyznał mi, że nasza mama spoliczkowała jego żonę, a ja od razu poczułam, że coś tutaj nie gra.