Mój brat sprzeciwia się umieszczeniu mamy w domu opieki, lecz nie chce jej również zabrać do siebie …

Mój brat, Bartosz, nie chce umieścić naszej mamy w domu seniora i nie chce jej nawet zabrać do siebie bo przecież w jego kawalerce w Warszawie nawet dla kanarka by miejsca nie było!

Od trzech miesięcy toczymy z Bartoszem rodzinne dyplomatyczne batalie o mamę. Po udarze nie jest w pełni sprawna bardziej przypomina niewidoczną sztachetkę niż dawną wojowniczkę rodzinnych obiadów. Zapomina się na każdym kroku, musi być pod ciągłą opieką. Wszystko, jak zwykle, spadło na mnie. Czuję się, jakbym znów była opiekunką roku tylko że zamiast lalki, mam do ogarnięcia dorosłą kobietę. Sęk w tym, że ja mam już własną rodzinę, dzieci (co prawda też czasem zapominają, jak się nazywają, więc łączy ich coś z babcią) i jeszcze etat w Krakowie do ogarnięcia. Rozdwojenie jaźni w gratisie.

Zapytuję Bartosza: może dom opieki? Od razu focha przyjął, zaraz mnie o brak serca i wyrodność matki oskarża. Ale gdzie jest jego własne rodzinne ciepło, skoro nie przygarnie jej do siebie? Przecież chaos to jego drugie imię. Ma mieszkanie swojej żony, Martyny, w stolicy.

Kiedyś to my naprawdę byliśmy typową polską rodziną jak z serialu Rodzinka.pl: mama, tata, Bartosz i ja, Krystyna tylko rok różnicy. Rodzice postarali się z nami, wiem, bo mama 72 lata ostatnio już ma, a tata niestety dwa lata temu odszedł. Wtedy wszystko się rozpadło.

Bartosz wyleciał na studia do Gdańska, tam się zadomowił, ożenił, a ja zostałam tu, gdzie Bóg dał. Tylko przez moment żyłam z rodzicami, potem z Michałem, moim mężem. Wynajęliśmy mieszkanie docelowo mieliśmy kupić coś własnego i rozmnożyć nasz klan. Miało być pięknie.

Po śmierci taty mama zamieniła się w smutną wersję samej siebie; zdrowie nie dopisało, pół roku temu przyszedł ten feralny udar. Na początku nie mówiła, jedna ręka robiła za dwie nogi, druga noga udawała rękę. Potem trochę lepiej, ale psychika siadła. Mówią lekarze, że szkód się nie naprawi to i ja naprawiać nie mogę, tylko opiekować się muszę.

Z Michałem wróciliśmy do mieszkania mamy, zmieniłam pracę, by być pod ręką. Freelanserka, czyli specjalistka od jak tu pogodzić pracę z pilnowaniem, żeby mama nie gubiła butów. Nie da się jej zostawić samej nawet na chwilę. Jak tylko zaczęła chodzić, tylko więcej kłopotów gubienie się, ucieczki do parku, bo tam podobno czeka na nią zmarły mąż. Szukanie nóg, szukanie łez nie śpię, bo czuwam. Praca i skupienie to pojęcia z bajki.

Michał powiedział: dom opieki. Drogie, jak dobry oscypek w Zakopanem, ale da się uzbierać złotówki, jakby się z bratem podzielić rachunkami wszak sprawiedliwość to polska specjalność.

Po długim wahaniu decyduję: nie dam rady sama dźwigać tego krzyża. Tam miałaby przecież całodobową opiekę i medyków na zawołanie. Pojechałam, obejrzałam, wyliczyłam: kosztuje tyle, że można by kupić nowe opony do Skody. Ale co poradzić?

Telefony do Bartosza przypominały teleturniej rodzinnych wyrzutów. Zamiast spokoju wrzask:
Krystyna, czyś ty powariowała? Dom opieki? Nasza mama? Z obcymi? Co ty sobie wyobrażasz? Bez serca jesteś! Chcesz się jej pozbyć? wrzeszczy do słuchawki.

Próbuję wyjaśniać, ale on mnie nie słucha, tylko powtarza stare bajki o poświęceniu. Wciąż mam ją na głowie aż czuję, że za chwilę będę na urlopie zdrowotnym. Znów gadka szmatka:
Mama dwójkę dzieci wychowała powiada Bartosz. Nie narzekała, że jej ciężko. Ty też możesz się poświęcić.

A ja mu na to: To przyjedź, zabierz ją do siebie i okazuj empatię! Martyna z pewnością się ucieszy!

Przecież mieszkam z Martyną w jej kawalerce. Gdzie ja tam mamę wsadzę? Przekonam ją do cotygodniowych serażów z teściową? Wolne żarty!

To mój Michał może, a twoja żona nie? Słusznie, sprawiedliwość selektywna!

Bartosz jęczy, że intensywnie pracuje i nie może się rozpraszać. Wiadomo, w Warszawie czas płynie szybciej.

No i zostałam w tym polskim matriksie. Z jednej strony zebrało się we mnie tyle żalu, że chyba rzeczywiście powinnam zawieźć mamę do ośrodka. Będzie jej lepiej. Ale i tak boję się, że obudzę się w środku nocy jako ta wyrodna córka, którą będą pokazywać palcem na ulicy. Michał przekonuje, że wszystko dobrze będzie przecież ona nie będzie sama, a my w końcu odzyskamy swoje życie.

Stawiam sprawę jasno: daję Bartoszowi tydzień. Jeśli nie wpadnie z walizkami, robimy jazdę do domu opieki i tyle. Każdy może doradzać, ale tylko ten, kto sam przesiedział całą noc na fotelu obok matki, wie, jak to jest. Bartosz niech tłumaczy kolegom na piwie, że on by się zaopiekował, ale warunki mieszkalne. Ja mam już dość tych wymówek.

Tak to wygląda w polskiej rodzinie. Każdy wie najlepiej. Poza tym, kto faktycznie do wszystkiego ręce przykłada.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − trzynaście =

Mój brat sprzeciwia się umieszczeniu mamy w domu opieki, lecz nie chce jej również zabrać do siebie …