13 czerwca
Mój brat Michał zadzwonił do mnie nagle, informując, że wybierają się z rodziną na Mazury na tydzień wakacji. Zapytał, czy mogłabym wziąć naszą mamę, ponieważ nie chciał zostawiać jej samotnie w domu. Zgodziłam się bez namysłu w końcu to on i jego żona od dłuższego czasu zajmują się mamą, odkąd przeprowadziła się do nich po sprzedaży swojego starego mieszkania na Żoliborzu. Uznałam, że powinnam mu się odwdzięczyć.
Od zawsze wiedziałam, że mama ma trudny charakter. Potrafi rozpętać burzę z byle powodu, a jej humor zmienia się jak pogoda nad Bałtykiem. Niestety w moim mieszkaniu w Warszawie mam tylko jedno łóżko. Zaproponowałam więc, że oddam jej łóżko, a sama prześpię się na karimacie. Początkowo wydawało się, że wszystko jest w porządku. Jednak gdy nadszedł wieczór i szykowałyśmy się do spania, mama zaczęła narzekać najpierw, że łóżko jest za twarde, później, że coś ją gniecie w plecy.
Co ciekawe, to łóżko kupiłam zaledwie dwa miesiące temu w Ikei. Powinno być wygodne! Przyniosłam jej dodatkową kołdrę z pierzem, mając nadzieję, że będzie lepiej, ale cały czas słyszałam tylko westchnienia i pomruki niezadowolenia.
Kolejny poranek zaczął się od biegu do kuchni, żeby szybko zrobić kawę i złapać coś do bułki przed wyjściem do pracy. Ledwo skończyłam ubierać się do wyjścia, kiedy z pokoju dobiegł mnie głos mamy:
Ola, a kto mi zrobi zastrzyk?
Stanęłam jak wryta o żadnych zastrzykach nie wiedziałam nikt mi o tym nie wspominał, ani mama, ani brat. Szybko zadzwoniłam do Michała, a on, jakby nigdy nic, powiedział, że mama sama umie sobie podać lek. Była lekko urażona, że nie zostałam, ale tłumaczyłam, że muszę już wychodzić byłam spóźniona do biura już grubo ponad godzinę.
Po powrocie do domu zobaczyłam mamę leżącą na sofie, ciężko dyszącą. Z trudem pomogłam jej się podnieść. Okazało się, że zjadła pół lodówki, w tym rzeczy, które są jej całkowicie zakazane: kabanosy, serki pleśniowe, a nawet kawałek tortu, który dostałam od koleżanki. Nic dziwnego, że poczuła się źle…
Nie obchodzisz się mną, dlatego tak się dzieje! Może chcesz, żebym tu zeszła! powiedziała teatralnie, z fochem godnym gwiazdy polskich seriali.
Mamo, nie mogę rzucić pracy i siedzieć z tobą cały dzień próbowałam tłumaczyć.
Ta sytuacja wyczerpuje mnie psychicznie. Mama teoretycznie jest jeszcze samodzielna potrafi o siebie zadbać, zrobić sobie śniadanie, podać leki. Trudniej jednak znieść te nieustanne narzekania i awantury. Czasem czuję się tak, jakby mieszkało ze mną nie dziecko, ale kapryśna starsza pani, której nie dogodzi niczym. Zaczęłam zastanawiać się, czy te nasze polskie powiedzenia o matczynej trosce nie powinny mieć czasem wersji odwrotnej… Bardzo ją kocham, ale czasem mam jej serdecznie dość.


