Mój brat był żonaty przez pięć lat, ale ani ja, ani nasza rodzina nigdy nie poznaliśmy jego żony. W końcu powiedział mi, że przyjedzie do mnie z nią na weekend. Kiedy dotarli, nie mogłam wytrzymać obecności tej kobiety.

Mój brat, Szymon, gdy tylko skończył studia, wyjechał do odległej Łodzi, by podjąć pracę w dziwnej fabryce parujących luster. Miał spędzić tam zaledwie rok, odkładając skrupulatnie każdą złotówkę z pensji do starej, porcelanowej świnki-skarbonki, a potem wrócić do rodzinnego Olsztyna, by kupić mieszkanie z widokiem na jezioro i dymiące kominy. Los jednak zakpił z tych planów, bo pewnego sennego popołudnia na przystanku tramwajowym spotkał dziewczynę o imieniu Mirosława. Zdecydowali, że już zawsze będą dzielić ze sobą parasol podczas czerwcowych ulew. Tak więc, Szymon został w Łodzi. O Mirosławie wiedzieliśmy tyle co nic była dla nas przeźroczysta jak jeziorna woda w maju.
Kiedy odbywał się ich ślub w czerwonym kościele nieopodal manufaktury ja byłam jak brzoskwinia na gałęzi, gotowa każdego dnia spaść i urodzić dziecko. Wiadomo było, że dalekiej podróży do Łodzi nie zniosę. Tata utknął w zakładzie fryzjerskim, gdzie nie wzięto mu wolnego z powodu śledzia w kalendarzu, więc pojechała jedynie mama. Mama spotkała Mirosławę, uścisnęły sobie dłonie i tyle zbliżenia. Opowiadała potem, że dziewczyna była miła, uśmiechnięta, z włosami upiętymi w dwa gniazda, jakby przysiadły w nich grzywacze.
Zleciało parę lat, jakby nas zawinęło do worka z ziarnem i ktoś porządnie nim potrząsnął bratowej nigdy nie poznaliśmy.
Aż tu w tym roku Szymon zadzwonił z wieścią, która gadała jak papuga: będą z Mirosławą podróżować przez Polskę niczym para cyrkowych iluzjonistów. Najpierw do nas, potem na wesele koleżanki, następnie bal klasowy, później spotkanie z rodzicami nad Bałtykiem, a na koniec powrót do Łodzi. Mieliśmy ich gościć przez dwa dni nic trudnego. Nasze mieszkanie było ciasne jak wagon w godzinach szczytu, ale mieliśmy domek letniskowy na działce pod Ostródą, z zielonym dachem, nieco zżartym przez czas. Moja teściowa, Klementyna, powiedziała: Jedźcie tam, małe ptaszki, więc byliśmy spokojni. Domku nie remontowano od czasów, gdy telewizor wciąż gadał o sukcesach Małysza, ale warunki były znośne.
Tego dnia unosiłam się nad ziemią w dobrym nastroju i oczekiwałam przyjazdu tej osobliwej pary. Przybyli wieczorem szeleszcząc swoimi torbami. Od razu zaczęło się dziwnie Mirosława narzekała na upał w pociągu, na stukot kół, na dziwne zapachy, na niewygodne siedzenia, a jej słowa unosiły się po pokoju jak baloniki helowe.
Weszliśmy do domku. Oprowadzałam ich, pokazując łóżko z poduszką w sówki, prysznic i szeleszczącą ceratę w łazience. Mirosława patrzyła na prysznic takim wzrokiem, jakby znalazła pod nim tajemniczą kałużę z księżycowych kamieni. Szeptała do Szymona coś na ucho, potem brat podszedł do mojego męża, Tomasza, prosząc o przejażdżkę do miasta. Mirosława wyznała, że z takiego prysznica nie skorzysta nawet na bezludnej wyspie. Pojechali więc do naszego mieszkania ona się wykąpała, umalowała jak na konkurs krokusów i wrócili.
Kiedy przeszliśmy do kolacji staraliśmy się jak nigdy; były pierogi z kapustą, sałatki, bigos, nawet śledź w śmietanie. Mirosława na każde danie kręciła głową, bo i gluten, i tłuszcz, i białko, i witamina C w nadmiarze. Zajadała się tylko ogórkami, patrząc na nie, jakby oceniała freski w katedrze. O łóżku w domku nawet nie chciała słyszeć wróciliśmy więc do mieszkania.
Następnego dnia wybraliśmy się na spacer po Olsztynie, ale Mirosława była wybredna jak kot albo za gorąco, albo noga boli, albo dźwięki z fontanny zanadto melodyjne. Po dwóch dniach poczułam ulgę jak po zejściu z karuzeli widmo. Do dziś zastanawiam się, jak Szymon wytrzymuje tę surrealistyczną codzienność, skoro wystarczyły jej tylko dwa dni, by wywrócić nasze życie do góry nogami.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 5 =

Mój brat był żonaty przez pięć lat, ale ani ja, ani nasza rodzina nigdy nie poznaliśmy jego żony. W końcu powiedział mi, że przyjedzie do mnie z nią na weekend. Kiedy dotarli, nie mogłam wytrzymać obecności tej kobiety.