Mój brat był pięć lat żonaty, lecz nikt z nas nigdy nie widział jego żony. W końcu zapowiedział wizytę razem z nią na dwa dni — kiedy przyjechali, okazało się, że jej obecności nie da się wytrzymać.

Mój brat, Adam, po zakończeniu studiów wyjechał do Wrocławia, żeby podjąć tam pracę. Planował zostać tylko rok, trochę odłożyć i wrócić do rodzinnego Lublina, by kupić swoje własne mieszkanie. Życie jednak potrafi zaskoczyć poznał tam dziewczynę o imieniu Bożena, zakochali się w sobie, zaręczyli, a potem postanowili się pobrać. Adam został na Dolnym Śląsku. My nie mieliśmy okazji poznać Bożeny przed ślubem. Akurat w dniu ich wesela byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, lada dzień miałam rodzić, więc postanowiłam, że zostanę w domu. Mój tata też nie mógł wziąć urlopu w pracy, więc na weselu pojawiła się tylko nasza mama. Mama nie zdążyła zacieśnić więzi z synową po prostu poznała ją podczas ślubu, porozmawiały pokrótce, potem młodzi wyjechali w podróż poślubną, a mama wróciła do Lublina.
Mama wspominała potem, że Bożena wydała jej się sympatyczna, życzliwa i śliczna. Jednak przez kolejne lata nie miałyśmy okazji, żeby spotkać moją bratową. Aż do tego roku, kiedy Adam oznajmił, że w końcu przyjedzie do nas z żoną na kilka dni. Potem mieli jechać na wesele znajomej Adama, wybrać się na zjazd swojej klasy, zobaczyć się z rodzicami nad Bałtykiem, potem wracać do Wrocławia. Spędziliby u nas dwa dni. Ucieszyłam się na ich wizytę, choć nasze mieszkanie nie było duże. Na szczęście teściowa pozwoliła nam przenocować ich w swoim domku letniskowym pod Lublinem. Od lat nie był remontowany, ale był zadbany i przytulny.
Tego dnia miałam bardzo dobry humor i niecierpliwie wypatrywałam gości. Kiedy dotarli na miejsce, Adam przedstawił mnie Bożenie. I już od pierwszej chwili usłyszałam narzekania że było jej gorąco podczas podróży, że pociąg był głośny i tłoczny, a fotel niewygodny.
Zaprowadziłam ich więc do domku letniskowego, aby oprowadzić po całym gospodarstwie. Bożena obejrzała łazienkę i prysznic z takim wyrazem twarzy, jakby właśnie zobaczyła ogromnego pająka. Zaraz wzięła Adama na bok, porozmawiali, po czym poprosił mojego męża Krzysztofa, aby odwieźć ich z powrotem do miasta. Bożena stwierdziła, że na pewno nie będzie się kąpać w takim prysznicu. Pojechali do naszego mieszkania, Bożena się umyła, zrobiła makijaż i dopiero wtedy wrócili.
Reszta pobytu też nie przebiegała łatwo. Okazało się, że nie zje prawie nic z tego, co przygotowaliśmy mieliśmy żurek, pierogi, rolady, a ona wybrzydzała, bo tu gluten, tam tłuszcz, a w innych daniach nie wiadomo co. Finalnie zdecydowała się jedynie na warzywa, ale nawet sałatce przyglądała się nieufnie. Pokój, który przygotowaliśmy na ich pobyt, też jej nie odpowiadał, więc koniec końców zabraliśmy ich do siebie z powrotem na noc.
Następnego dnia, podczas spaceru po Lublinie, Bożena okazała się bardziej marudna niż mój trzyletni Michaś a to za gorąco, a to bolała ją noga, a innym razem nudziła się i wzdychała. Odetchnęłam z ulgą, kiedy od nas wyjechali.
Od tamtej pory zastanawiam się, jak Adam radził sobie przez te lata. Dwa dni, a miałam serdecznie dość tej kapryśnej osoby. Czasem trzeba po prostu zaakceptować, że rodzina bywa różna, ale warto mieć cierpliwość i otwartość bo nie zawsze dogadamy się z każdym, kogo życie nam postawi na drodze. Najważniejsze jednak to nie tracić pogody ducha i znajdować radość w tym, co mamy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście + 18 =

Mój brat był pięć lat żonaty, lecz nikt z nas nigdy nie widział jego żony. W końcu zapowiedział wizytę razem z nią na dwa dni — kiedy przyjechali, okazało się, że jej obecności nie da się wytrzymać.