Mój Anioł Stróż

**Mój Anioł**

Ewa uparcie odrzucała połączenie, a Kacper dzwonił wciąż od nowa.

— Ewa, odbierz. Ile można? — W drzwiach stanęła Jolanta. — Albo wyłącz telefon, jeśli nie chcesz rozmawiać. — Z trzaskiem zamknęła za sobą drzwi.

Ewa wyłączyła telefon i cisnęła go na drugi koniec kanapy. Zrobiłaby to dawno temu, ale czekała na telefon od Jakuba. Obiecał zadzwonić, a tymczasem minął już drugi dzień, a on milczał. Za to z Kacprem nie miała zamiaru więcej rozmawiać, tym bardziej go widywać. Dla niego wyszła ze swojej skorupy, w której schowała się po śmierci rodziców. A on zdradził ją tak cynicznie…

***

Na ulicy panował silny ślizg. Rodzice wracali od babci. Nagle z bocznej ulicy wyłonił się terenowy samochód. Pijany kierowca na oblodzonej jezdni stracił panowanie nad pojazdem, auto wpadło w poślizg i uderzyło w samochód rodziców. Mama zginęła na miejscu, a tata zmarł w szpitalu.

Minął dokładnie rok. Kiedyś Ewa uwielbiała Sylwestra, wyczekiwała go z niecierpliwością. Teraz myślała o nim z drżeniem. Stał się symbolem śmierci rodziców, przypominał o stracie i nieustającym bólu.

Nie pamiętała, jak zdołała skończyć pierwszy rok studiów, jak w ogóle przeżyła stratę mamy i taty. Do niej wprowadziła się ciocia Jolanta, siostra ojca. Rozwiodła się z mężem, bo nie mogła mieć dzieci — w młodości przeszła nieudaną aborcję.

— Mów mi po imieniu. Inaczej czuję się jak stara ciotka — poprosiła od razu.

Ale Jolanta nie zastąpiła rodziców. Nie zostały też przyjaciółkami. Jolanta szukała swojego miejsca, chciała ułożyć sobie życie osobiste, poznawała mężczyzn, chodziła na randki.

Ewa nie zamierzała świętować Sylwestra. Po prostu położyłaby się spać i nigdzie nie wyszła. Ale Kacper przekonał ją, by poszła na urodziny jego kolegi dwa dni przed końcem roku.

— Mam dziewczynę, a nigdzie z nią nie wychodzę. Co ja tam będę robił sam? Wszyscy przyjdą w parach. To przecież nie Sylwester, tylko urodziny. Proszę, chodźmy. Trzeba wrócić do życia. Myślę, że twojej mamie też by się nie podobało, że siedzisz w domu — namawiał.

Ostatni argument przełamał opór Ewy, więc się zgodziła. Założyła tę samą sukienkę, którą z mamą kupiły specjalnie na ubiegłoroczny Sylwester, ale Ewa nie zdążyła jej wtedy założyć.

— Będziesz najpiękniejsza — powiedziała wtedy mama.

Sukienka naprawdę jej pasowała.

Jolanta obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem.

— Dopóki mieszkamy razem, nie wyjdę za mąż. Kto na mnie spojrzy, jak obok jest taka młoda piękność? — Westchnęła. — To nie za bardzo odkryte? Poczekaj chwilę. — Jolanta wyszła do drugiego pokoju i wróciła z cienkim szalem. Był odrobinę ciemniejszy niż sukienka, dopełniał całości.

*Mama by to polubiła* — pomyślała Ewa.

— Tak lepiej — stwierdziła z satysfakcją Jolanta. — Możesz narzucić na ramiona, jeśli zrobi się chłodniej.

Z Kacprem jechali długo taksówką. Gdy dotarli na miejsce, impreza już się rozkręciła. Jubilat gwizdnął na widok Ewy.

— Teraz rozumiem, czemu tak długo ukrywałeś przed nami swoją dziewczynę. Choć jesteś moim kumplem, to ci ją odbiję — żartował, grożąc Kacprowi palcem.

Poza Kacprem Ewa nie znała nikogo na przyjęciu. Dopóki był obok, czuła się spokojnie. Ale potem zaczęli tańczyć. Zaprosił ją jakiś chłopak. Gdy muzyka ucichła, Kacpra w pokoju nie było.

Ewa od razu poczuła się nieswojo wśród obcych ludzi. Ruszyła przez mieszkanie, szukając przyjaciela. Przechodząc obok przedpokoju, zauważyła, że drzwi wejściowe są uchylone. Wyszła na klatkę schodową i zobaczyła Kacpra schodkę niżej. Z zapałem całował się z jakąś dziewczyną, jakby spotkali się po długiej rozłące. Byli tak zajęci, że niczego nie widzieli.

Ewie zrobiło się niedobrze. Co teraz? Nie mogła tu zostać. Wróciła do mieszkania, włożyła buty i płaszcz, znów wyszła na klatkę.

Boleśnie nieprzyjemnie było patrzeć na całującą się parę. Ewa zrozumiała, że nie przejdzie obok nich. Nie miała wyjścia — musiała wejść wyżej i przeczekać. W końcu skończą się całować albo ktoś ich zawoła. Weszła o piętro wyżej. Ale i tam słychać było szepty i odgłosy pocałunków.

Postanowiła wspiąć się jeszcze wyżej. Między piętrami trzeba było przejść przez otwartą loggię. Ewa przystanęła i spojrzała w dół, wystawiając rozgrzaną twarz na lekki wiatr. Zaparkowane na podwórku samochody wyglądały jak zaspy śnieżne.

*Jakby skoczyć w śnieg, to by bolało?* — przemknęła jej przez myśl dziwna myśl. *Nawet o tym nie myśl!* — jakby sama sobie rozkazała, jakby ktoś jej to podsunął, odskoczyła od barierki. Potem znów się zbliżyła, wychyliła i spojrzała w dół.

— Ani mi się waż! Odejdź od barierki! — usłyszała za sobą stanowczy głos.

W tej samej chwili czyjeś mocne ręce chwyciły ją i odciągnęły od krawędzi.

Lekki szal zahaczył o coś, zsunął się z szyi i, porwany przez wiatr, zawisł na krawędzi loggii. Ewa krzyknęła i sięgnęła, by go złapać, ale nagle się oderwał i poleciał jak ptak w dół.

— Puść mnie! — warknęła Ewa na chłopaka, który wciąż ją trzymał. — Tam jest mój szal! Jolanta mnie zabije! — zawołała z rozpaczą.

— Przepraszam, myślałem, że chcesz skoczyć — powiedział przepraszająco.

— Z czegoś takiego wnioskujesz? Tylko spojrzałam w dół. Nie chciałam skakać. — Ewa była coraz bardziej zirytowana.

— Chodź, znajdziemy twój szal. — Chłopak pociągnął ją z loggii. Zeszli na piętro, gdzie trwała impreza. Kacpra z tamtą dziewczyną już nie było. Zabolało, że nawet po nią nie szukał.

Szal zaczepił się o gałąź drzewa i trzepotałSzal wisiał na drzewie, rozdarty na pół, ale gdy Ewa spojrzała na Jakuba, który wciąż trzymał jej rękę, zrozumiała, że niektóre straty prowadzą do nowych początków.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście − cztery =

Mój Anioł Stróż