Mieszkam we własnym domu wraz z moją rodziną. Dom jest duży, mamy ogród, a w nim drzewa, truskawki, kwiaty…. bardzo nam się podoba.
Kiedy pobraliśmy się z mężem, wzięliśmy jednopokojowe mieszkanie na kredyt hipoteczny. Urodził się syn, a więc kiedy dorósł, zaczęło brakować nam miejsca.
Postanowiliśmy znaleźć domek…. nieduży, stary, ale ze wszystkimi udogodnieniami, by móc w nim szybko zamieszkać i urządzić po swojemu.
Nie znaleźliśmy odpowiedniego lokum, więc zdecydowaliśmy się na budowę. Nie było odpoczynku, ciężko pracowaliśmy, a wszystkie pieniądze przeznaczaliśmy na budowę. Wtedy pomogła nam teściowa, która sprzedała dom po babci i część pieniędzy przekazała dla nas.
Moi rodzice również zaoferowali pomoc w ukończeniu domu. To była kusząca oferta, postanowiliśmy nie odmawiać pomocy. Zgodziliśmy się.
No i proszę….. dzięki nim udało się szybciej ukończyć budowę. Ale to nie oni zbudowali ten dom.
Niedługo po tym, zaczęli nas odwiedzać obcy ludzie. Moi rodzice zabierali do nas swoich znajomych. Pokazywali „ich” dom.
Wracaliśmy z pracy i znajdowaliśmy obcych na naszym podwórku. Piliśmy herbatę w kuchni i widzieliśmy jak swobodnie przechadzają się po naszej własności.
Moi rodzice uważali, że skoro nam pomogli, to jest to również ich dom i mogą zapraszać swoich przyjaciół. Chcieliśmy z mężem prywatności.
Generalnie wszystko skończyło się skandalem – kazali nam zwrócić pieniądze.
Zmieniliśmy zamek w bramie i nie daliśmy im klucza. Radykalnie, ale cóż mogliśmy zrobić? Chcieliśmy żyć swoim życiem. Czyż nie jest to nasze prawo? Teraz przyjeżdżają tylko w odwiedziny, wreszcie mamy prywatność.



