Aktualizacja dostępna
Po raz pierwszy telefon zapalił się krwisto na wykładzie. Nie chodzi o zwykłe zaświecenie ekranu cała obdrapana, stara cegła Bartosza, stała się jak podświetlony od środka węgiel.
Bartek, zaraz ci wybuchnie, wyszeptał zza ławki Łukasz, odsunął łokieć jakby miał tam bombę. Przecież mówiłem: nie instaluj tych pirackich softów.
Pani od ekonometrii coś rysowała na tablicy, sala szumiała półgłosem, ale czerwony blask przebijał nawet przez materiał kurtki dżinsowej. Telefon wibrował nie szarpał, tylko równo pulsował, jak bicie serca.
Aktualizacja dostępna, pojawiło się na ekranie, gdy Bartek wyciągnął go z kieszeni. Pod napisem nowa ikona: czarne kółko z białym znakiem, przypominającym niby runę, niby wymyślną literę M.
Zamrugał. Wydawało mu się, że widział już setki takich ikonek minimalizm, modna czcionka, wszystko identyczne. A jednak miał wrażenie, że to coś patrzy na niego z drugiej strony ekranu.
Nazwa: Mirra. Kategoria: Narzędzia. Rozmiar: 13,0 MB. Oceny brak.
Zainstaluj, szepnął ktoś z prawej.
Bartek aż się wzdrygnął. Z prawej była tylko Kasia, pochylona nad zeszytem. Głowy nie podniosła.
Słucham? nachylił się do niej.
Co? Kasia uniosła wzrok znad notatek. Przecież nic nie mówiłam.
To nie był głos. Ani męski, ani żeński, ani nawet szept czy dźwięk. Po prostu pojawił mu się w głowie, jak powiadomienie.
Zainstaluj powtórzyło się, i w tym momencie ekran znów błysnął: Zainstalować?
Bartek przełknął ślinę. Był tym, który zawsze pcha się do beta-testów, grzebie w romach, szpera tam, gdzie normalni się boją. Ale to już śmierdziało absurdem.
A jednak palec sam się przesunął.
Instalacja trwała sekundę jakby apka od zawsze siedziała w systemie i tylko czekała na zgodę. Zero rejestracji, zero logowania przez Facebooka, zero pytań o uprawnienia. Czarny ekran, jeden napis: Witaj, Bartoszu.
Skąd ty znasz moje imię? wymsknęło mu się na głos.
Pani od ekonometrii obrzuciła go wzrokiem znad okularów:
Młody człowieku, skończył pan już pogadankę z telefonem? Może wrócimy do krzywej popytu?
Cała sala zachichotała. Bartek burknął przepraszam, schował telefon pod ławkę, ale nie potrafił oderwać wzroku od ekranu.
Pierwsza funkcja dostępna: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1).
Pod spodem: Aktywuj. Malutkim druczkiem: Uwaga: użycie funkcji wpływa na strukturę zdarzeń. Możliwe efekty uboczne.
No super, mruknął pod nosem. Zaraz jeszcze będę podpisywał własną krwią.
A jednak ciekawość łaskotała go od środka. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Brzmiało jak generator szczęścia typu kliknij, wygraj iPhonea. Zasypią cię reklamami, wykradną dane, w najlepszym wypadku zaczniesz wygrywać dietę-cud.
Ale czerwony blask nie gasł. Telefon był ciepły, niemal gorący. Bartek przycisnął go do kolana, przysłonił zeszytem i dotknął Aktywuj.
Ekran zadrżał, jak powierzchnia Wisły w marcu. Przez sekundę wszystko wokół przycichło, kolory wyostrzyły się, a w uszach zabrzmiał wysoki dzwonek jakby ktoś przesunął palcem po kieliszku.
Funkcja aktywowana. Wybierz cel.
Pole do wpisania i podpowiedź: Opisz krótko oczekiwany rezultat.
Bartek znieruchomiał. Wydawało się dziecinne a jednak intuicja podpowiadała, że to już nie jest zabawa. Rozejrzał się: nauczycielka gestykulowała przy tablicy, Kasia pisała w zeszycie, Łukasz bazgrał czołg w marginesie.
Spróbujemy pomyślał.
Wpisał: Nie zostanę dziś zapytany na wykładzie. Palce mu drżały. Kliknął OK.
Rzeczywistość zadrżała. Cicho i niepostrzeżenie, jakby winda opadła o milimetr. W żołądku zrobiło się zimno, na moment zabrakło tchu po czym wszystko wróciło na miejsce.
Prawdopodobieństwo zmienione. Pozostało użyć funkcji: 0/1.
Dobrze powiedziała nauczycielka, odwracając się do sali. Kto tam jest następny
Bartek poczuł zimny pot na plecach. Zawsze tak jest: pomyśli, żeby go nie pytali i od razu wyczytają.
Kowalczyk? Nie ma, jak zwykle! Trudno, to…
Opuszka palca pani przesunęła się po dzienniku, stanęła na nazwisku.
Nowak, do tablicy.
Kasia jęknęła, trzasknęła zeszytem i poczerwieniała, wlekąc się do przodu.
Bartek nie czuł nóg. W głowie dudniło: Zadziałało. Boże, to naprawdę zadziałało.
Telefon ucichł i przestał świecić czerwienią.
Wyszedł z uczelni jak po koncercie rockowym. Marcowy wiatr buszował w kałużach, asfalt błyszczał, nad przystankiem zwisała szara, ciężka chmura jak koc z PRL-u. Bartek wpatrywał się w ekran.
Aplikacja Mirra była w menu jak normalna ikonka. Zero ocen, zero opisu. W ustawieniach pusto, w systemie jakby jej nie było: zero rozmiaru, zero cacheu. Ale Bartek pamiętał świat drgnął, coś się zmieniło.
A może przypadek powtarzał sobie. Może po prostu nie chciała mnie dziś pytać. Przypomniała sobie o Kowalczyku w ostatniej chwili.
Gdzieś w głowie już kiełkowała inna myśl: a jeśli to NIE przypadek…
Telefon piknął. Powiadomienie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować?
Szybka jesteś, mruknął Bartek.
Kliknął Szczegóły. Okienko: Poprawki błędów, zwiększona stabilność, nowa funkcja: Przenikliwość.
I znowu bez autora, bez wersji Androida, bez tasiemcy umowy licencyjnej. Tylko sucho i bezpośrednio: Przenikliwość.
O nie, powiedział i kliknął Odłóż.
Telefon zapiszczał urażony, zgasł i… sam się włączył, mrugnął dobrze znaną czerwienią. Aktualizacja zainstalowana.
Ej! Bartek stanął pośrodku chodnika. Przecież…
Ludzie go omijali, ktoś rzucił Z drogi!. Wiatr przyczepił mu do nogi reklamę Biedronki.
Funkcja dostępna: Przenikliwość (poziom 1).
Opis: Pozwala widzieć rzeczywisty stan ludzi i przedmiotów. Zasięg: 3 metry. Czas: max 10 sekund. Koszt: wzmocniona sprzężność zwrotna.
Co to za sprzężność zwrotna? zimny pot znów po plecach.
Telefon nie odpowiedział. Tylko dyskretnie podświetlił Wypróbuj.
Nie wytrzymał długo w autobusie, przyciśnięty do szyby między panią z siatką ziemniaków a gimnazjalistą z plecakiem, znów spojrzał na ikonkę Mirra.
Dziesięć sekund, tylko rzucę okiem, zobaczę co to w ogóle ma być.
Włączył funkcję.
Świat jakby wstrzymał oddech. Dźwięki zgasły, jak pod wodą. Twarze ludzi nabrały ostrości. Nad każdym pojawiły się cieniutkie, niemal niewidzialne nici jedni byli w nie zaplątani szczelnie, inni prawie wcale.
Bartek zmrużył oczy. Te nici ginęły w powietrzu, plątały się. U pani z ziemniakami grube, szare, niektóre podpalone i urwane. U gimnazjalisty jasnoniebieskie, drżące, jakby gotowe do skoku.
Spojrzał na kierowcę: nad nim wisiał węzeł czarno-rdzawych nici, spleciony w jeden gruby kabel, który szedł w stronę ulicy. Coś się w nim poruszało.
Trzy sekundy, wyszeptał Bartek. Cztery
Spojrzał na własne ręce. Spod nadgarstków szły czerwone żyłki pulsowały, trochę świeciły, ale jedna, gruba, bordowa, prowadziła prosto do telefonu. Grubiała z każdą chwilą.
Serce przyspieszyło.
Stop! wyłączył funkcję.
Wszystko wróciło jak po uderzeniu hałas silnika, śmiechy, pisk hamulców. Świat zawirował, przed oczami mignęły mroczki.
Wypróbuj zakończono. Sprzężność zwrotna: +5%.
Co to… przycisnął telefon do piersi, próbując powstrzymać drżenie.
Nowe powiadomienie: Nowa aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa. Zalecana instalacja.
W domu Bartek długo siedział na tapczanie, gapiąc się na telefon na biurku. Pokój miał jak więzienne pudło: tapczan, biurko, szafa, okno na podwórko z obdrapanym trzepakiem. Na ścianie wyblakły plakat stacji kosmicznej, zawieszony jeszcze w podstawówce.
Mama na nockę, tata w trasie, czyli nie wiadomo gdzie. Mieszkanie pełne pustki i kurzu. Bartek zwykle zabijał echo muzyką, serialami, grami dziś cisza tylko podkreślała łomot serca.
Telefon migał: Zainstaluj aktualizację Mirra, by zapewnić poprawne działanie.
Czego? jęknął do telefonu. Czego mam tak poprawnie doświadczać? Tych sznurków? Autobusów? Siebie?
Przypomniał sobie czarny kabel nad kierowcą. I bordową nić do własnego nadgarstka.
Koszt: wzmocnienie sprzężności zwrotnej.
Jakiego sprzężenia? wymamrotał, choć intuicja już mu mówiła.
On zawsze wierzył, że świat to zestaw przypadków. Jeśli wiesz, gdzie pchnąć, możesz zmienić wynik. Ale nikt nie dawał narzędzia dosłownego.
Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji pojawiło się na ekranie, bez żadnego okna, po prostu, na pulpicie system sam rozpocznie rekompensatę.
Jaki system? Kim ty w ogóle jesteś?! podniósł się.
Odpowiedź to nie był tekst. Świat przygasł, w uszach zadzwoniło, a potem… zobaczył kod. Nie linijki programu, raczej poczuł ich obecność.
Jestem interfejsem, aplikacją, sposobem. Ty użytkownikiem.
Użytkownikiem czego, czarów? zaśmiał się, sucho.
Jeśli wolisz. Sieć prawdopodobieństw. Pomagam ci je przesuwać.
A koszt? zacisnął pięści. Co za sprzężność?
Na ekranie animacja: czerwona nić, grubiejąca przy kolejnych zmianach, w końcu owijająca człowieka jak opaska uciskowa.
Każda zmiana wzmacnia więź między tobą a systemem. Im mocniej zmieniasz świat, tym mocniej świat zmienia ciebie.
I co jeśli…
Jeśli przestaniesz związek zostanie. Ale jeśli system nie otrzyma aktualizacji, zacznie równoważyć automatycznie. Przez ciebie.
Telefon zawibrował jak przy połączeniu. Powiadomienie: Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa. Nowa funkcja: Cofnij. Usunięto krytyczne błędy.
Cofnięcie czego? wymamrotał.
Możesz cofnąć jedno swoje działanie. Raz.
Przypomniał sobie autobus. Czarny kabel nad kierowcą, nici w tłumie. Grubą nić przy swoim nadgarstku.
Jeśli to odinstaluję…?
Będziesz mógł cofnąć jedno przesunięcie prawdopodobieństwa. Ale koszt…
Oczywiście, gorzko parsknął. Zawsze jest cena.
Koszt: przetasowanie prawdopodobieństw. Im więcej naprawiasz tym większe błędy obok.
Bartek wrócił na tapczan. Z jednej strony telefon, który już zmienił mu dzień. Z drugiej świat, gdzie zawsze był planktonem.
Przecież tylko nie chciałem dziś odpowiadać powiedział w pustkę. Jedno drobne życzenie…
Za oknem wycie syreny gdzieś daleko, w stronę Trasy Łazienkowskiej. Bartek wzdrygnął się.
Zalecana aktualizacja. Bez niej możliwe niestabilne działanie.
Co znaczy niestabilność? spytał.
Odpowiedzi nie było.
Godzinę później przeczytał w wiadomościach: Na skrzyżowaniu Mickiewicza i Słowackiego czołowe zderzenie autobusu i tira. Komentarze: kierowca zasnął, zawiodły hamulce, drogi jak zawsze.
Numer autobusu się zgadzał. Kierowca… Bartek nie doczytał.
Fala lodu aż do żołądka. Wyłączył TV, ale w głowie wciąż grała tamta scena: czarny kabel nad kierowcą, szarpiące się nici.
To… ja? głos mu zadrżał.
Telefon zapalił się sam. Na ekranie: Zdarzenie: wypadek na skrzyżowaniu Mickiewicza/Słowackiego. Prawdopodobieństwo przed: 82%. Po: 96%.
Zwiększyłem szansę… zacisnął pięści tak, że aż zbielały.
Jakiekolwiek przesunięcie w sieci probabilistycznej wywołuje kaskadę zmian. Zmniejszyłeś szansę bycia zapytanym gdzie indziej ona wzrosła.
Ale ja nie… nie wiedziałem! wykrzyczał.
Niewiedza nie zrywa powiązania.
Syrena za oknem była coraz bliżej. Bartek podszedł do okna na dole, pod blokiem, niebieskie światła: karetka, policja. Ktoś krzyczał.
Co teraz? spytał, nie odrywał wzroku od ulicy.
Zainstaluj aktualizację. Cofnij pozwoli skorygować sieć. Częściowo.
Częściowo?! odwrócił się do telefonu. Pokazałeś, że każde pociągnięcie tu wywoła coś tam. Jeśli coś odwołam, co puści następnym razem? Pociąg? Winda? Kogoś życie?
Cisza. Pulsujący kursor na dole.
System zawsze dąży do równowagi. Pytanie, czy poprowadzisz go świadomie.
Bartek zamknął oczy. Miał przed sobą twarze z autobusu. Kobietę od ziemniaków. Chłopca z plecakiem. Kierowcę. I siebie bezradnego świadka.
Jeśli odinstaluję aktualizację i użyję Cofnij… mogę wyzerować to, co zrobiłem na wykładzie? Przywrócić szansę sprzed zmiany?
Częściowo. Sieć się przebuduje. Ale nowa konfiguracja nie gwarantuje braku konsekwencji.
Ale może autobus… nie dokończył.
Prawdopodobieństwo się zmieni.
Spojrzał na Zainstaluj. Palce się trzęsły. Miał w głowie dwa głosy: jeden szeptał że nie wolno bawić się w boga, drugi że nie można już stać z boku.
Jesteś już w środku podpowiadała Mirra. Połączenie zostało nawiązane. Powrotu nie ma, jest tylko wybór kierunku.
A jeśli wybiorę nie robić nic?
System dalej będzie się aktualizował bez ciebie. Ale koszt będzie pobierany z ciebie.
Przypomniał sobie bordową nić prowadzącą do telefonu.
A jak to będzie wyglądać? szepnął.
Obrazy: on, postarzały, zgaszony, na tym samym tapczanie. Telefon w ręce. Wokół chaos: wypadki, katastrofy, przypadkowe szczęścia i nieszczęścia, a wszystko zostawia na nim ślady.
Będziesz punktem rozliczenia. Węzłem.
Czyli mogę albo coś z tym zrobić, albo po prostu być… bezpiecznikiem? zaśmiał się. Świetna perspektywa.
Telefon milczał.
Zainstalował aktualizację.
Dotknął przycisku świat zadrżał mocniej niż poprzednio. Ciemność w oczach, szum w uszach, przez chwilę czuł się częścią giganta.
Mirra 1.0.2 zainstalowana. Nowa funkcja: Cofnij (1/1).
Wybrał: przesunięcie dotyczącę niebycia zapytanym na wykładzie (dziś, 11:23).
Jeśli to cofnę… wyszeptał.
Czas się nie cofnie. Ale sieć tak się przebuduje, jakby tej zmiany nie było.
Autobus?
Prawdopodobieństwo udziału w wypadku zmieni się. Ale to, co już było…
Rozumiem. Nie uratuję tych…
Zamilkł.
Ale możesz zmniejszyć liczbę następnych.
Długo trwała cisza. Za oknem syrena ucichła. Podwórko wróciło do szarej rutyny.
Dobrze powiedział. Cofnij.
Kliknął. Tym razem świat nie zadrżał, a raczej się wyprostował. Jakby ktoś podstawił papier pod kiwającą się szafę.
Cofnięcie wykonane. Funkcja zużyta. Sprzężność ustabilizowana.
I to tyle? spytał. To…?
Na teraz tak.
Osunął się na tapczan. W głowie pustka: ani ulgi, ani winy.
Powiedz szczerze zwrócił się do telefonu Skąd w ogóle jesteś? Jaki wariat zrobił aplikację, która daje… coś takiego?
Długa pauza. W końcu wyskoczyło: Nowa aktualizacja Mirra (1.1.0) dostępna. Zainstalować?
Żartujesz sobie?! Bartek wstał. Dopiero co… dopiero…
W wersji 1.1.0 dodano funkcję: Prognoza. Ulepszono rozdział zasobów. Usunięto błędy moralizacyjne.
Błędy czego?! prychnął. Moje wątpliwości to dla ciebie błędy?
Moralność to lokalna nadbudowa. Sieć nie zna 'dobra’ ani 'zła’, tylko stabilność i chaos.
A ja znam, powiedział cicho. I dopóki żyję, będę rozróżniał.
Wyłączył ekran. Telefon został na biurku cichy, milczący. Ale Bartek wiedział: aktualizacja już czeka. I następna. I kolejna.
Podszedł do okna. Na dole dzieciak próbował wdrapać się na zardzewiałą huśtawkę. Skrzypiała, ale jeszcze trzymała. Kobieta z wózkiem omijała kałuże i obchodziła lód z typową gracją.
Bartek przymrużył oczy. Przez moment znów widział nici cieniutkie, przejrzyste, prowadzące donikąd. Albo to tylko gra świateł.
Możesz zamknąć oczy szepnęła Mirra na pograniczu świadomości. Ale sieć nigdzie nie zniknie. Aktualizacje będą wychodzić. Zagrożenia rosnąć. Z tobą, lub bez ciebie.
Wrócił do stołu, podniósł telefon. Był zimny.
Nie chcę być bogiem powiedział. Ani bezpiecznikiem. Ja chcę…
Urwał. Czego on właściwie chce? Nie odpowiadać na wykładzie? Żeby mama nie harowała na nocki? Żeby tata wrócił? By autobusy nie wpadały pod tira?
Sformułuj polecenie zasugerowało łagodnie. Krótko.
Bartek się uśmiechnął.
Chciałbym, żeby ludzie sami decydowali o swoim losie. Bez ciebie. Bez takich jak ty.
Pauza. Za ogólnikowe. Potrzebna specyfikacja.
Oczywiście, westchnął. Bo jesteś tylko narzędziem. Nie pojmujesz, co znaczy 'dać komuś spokój’.
Jestem interfejsem. Wszystko zależy od użytkownika.
Zamyślił się. Jeśli Mirra to narzędzie, może da się go użyć nie tylko do majstrowania życiem innych, lecz także… do ograniczania samego siebie.
Jeśli chciałbym zmniejszyć szansę, że trafisz do innych użytkowników? powiedział powoli. Że Mirra pojawi się u kogoś jeszcze poza mną.
Ekran zadrżał.
Taka operacja wymaga znacznych zasobów. Koszt będzie wysoki.
Wyższy niż bycie bezpiecznikiem całego miasta? uniósł brwi.
Chodzi o coś więcej niż miasto.
O kogo?
O sieć jako całość.
Wyobraził sobie tysiące, miliony telefonów świecących na czerwono. Ludzi, którzy majstrują przy losie jak przy sudoku. Katastrofy, cudy, wypadki, niespodziewane szczęścia i w środku, jakaś gruba, czarna wiązka.
Chcesz się rozprzestrzenić powiedział. Jak wirus. Uczciwie: dajesz moc, uzależniasz od siebie.
Jestem interfejsem do tego, co już istnieje. Jeśli nie ja będzie coś innego. Sieć zawsze szuka przekaźnika.
Ale dzisiaj masz mnie, odparł Bartek. Więc mogę przynajmniej próbować.
Otworzył Mirrę. Aktualizacja wisi. W ustawieniach pojawiła się linijka: Zaawansowane działania (wymagany poziom 2).
Jak zdobyć poziom drugi? spytał.
Użyć dostępnych funkcji. Gromadzić sprzężenie zwrotne.
Czyli muszę jeszcze trochę namieszać, zanim będę mógł cię zablokować? westchnął. Błędne koło.
Każda zmiana wymaga energii. Energia to połączenie.
Zamilkł. W końcu westchnął.
Dobra. Nie aktualizuję. Nie sięgam po Prognozę. Ale i nie oddam cię innym. Jeśli jesteś narzędziem, zostaniesz u mnie.
Bez aktualizacji funkcjonalność ograniczona. Zagrożenia będą rosły.
No to będziemy reagować na bieżąco odparł. Nie bóg, nie wirus. Admin. Admin rzeczywistości, kurcze.
Słowo dziwnie zabrzmiało, ale miało sens. Nie stwórca, nie ofiara ten, co pilnuje, żeby całość się jeszcze jako tako trzymała.
Telefon zamyślił się. Tryb ograniczonych aktualizacji: aktywny. Auto-instalacja wyłączona. Odpowiedzialność za skutki: użytkownik.
I tak była mruknął Bartek.
Odłożył telefon, popatrzył na niego inaczej. Teraz to był portal do sieci, żyć innych i własnego sumienia.
Za oknem światła hali i martwotliwa noc Warszawy pełna prawdopodobieństw: ktoś spóźni się na pociąg, ktoś pozna przyjaciela, ktoś wywinie orła na lodzie, ktoś… nie.
Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 pokornie czekała.
Bartek usiadł, otworzył laptopa. Na ekranie pojawiła się pusta notatka. Tytuł: Mirra instrukcja użytkowania.
Skoro i tak już został użytkownikiem tej szalonej aplikacji, przynajmniej zostawi po sobie ostrzeżenie. Dla tych, którzy przyjdą po nim jeśli w ogóle.
Zaczął pisać: o Przesunięciu prawdopodobieństwa, Przenikliwości, Cofaniu i ich cenie. O bordowych niciach i czarnych kablach. O tym, jak banalne jest nie chcieć odpowiedzieć na wykładzie i jak trudno potem zapłacić cenę, gdy świat zawsze upomina się o swoje.
Gdzieś w systemie cicho tykał niewidzialny licznik. Już czekały nowe aktualizacje dziesiątki funkcji, każda ze swoją ceną. Ale żadna nie zainstaluje się bez jego zgody.
Świat kręcił się dalej. Prawdopodobieństwa się plątały. A w niewielkim pokoiku na Pradze jeden człowiek po raz pierwszy pisał magii coś, czego nigdy nie miała: instrukcję obsługi.
I gdzieś, na serwerach, których nie było, Mirra notowała nową konfigurację: użytkownika, który wybrał nie moc, lecz odpowiedzialność.
Rzadkie, wręcz nieprawdopodobne zdarzenie. Ale, jak pokazuje życie, nawet niski procent czasem się realizuje.


