Mirra: aktualizacja dostępna Po raz pierwszy telefon Andrzeja zapłonął czerwienią prosto podczas wy…

Aktualizacja dostępna

Po raz pierwszy telefon zapłonął krwistą czerwienią akurat na wykładzie. Nie tylko podświetlił się ekran cały wysłużony cegiełkowaty smartfon Michała zaczął jarzyć się od środka, jakby żarzący węgiel tlił się pod zmatowiałą obudową.

Michał, zaraz ci ten złom wybuchnie szepnął obok Łukasz, odsuwając łokieć. Mówiłem ci: nie instaluj tych pirackich wersji.

Pani od ekonometrii coś rozpisywała kredą po tablicy, sala szumiała półgłosem, ale przez dżinsową kurtkę przebijała się czerwień, aż raziło. Telefon wibrował nie skokami, tylko równym pulsem, jak bicie serca.

Na ekranie pojawił się komunikat: Aktualizacja dostępna. Pod nim ikona nowej aplikacji: czarne koło, cienki biały znak, troszkę jak runa albo stylizowane M.

Michał mrugnął. Takich ikonek widział już tysiące minimalistyczne, modne kroje liter, wszystko jak trzeba. Ale w środku poczuł skurcz, jakby to nie on patrzył na aplikację, tylko ona na niego.

Nazwa: Mirra. Kategoria: Narzędzia. Rozmiar: 13,0 MB. Oceny: brak.

Zainstaluj ktoś szeptnął z prawej.

Michał aż się wzdrygnął. Po prawej siedziała tylko Magda, zapatrzona w notatki. Nawet nie podniosła głowy.

Co? pochylił się ku niej.

Co co? Magda oderwała się na chwilę od zeszytu. Siedzę cicho, nie?

Głos nie był ani kobiecy, ani męski, ani to szept, ani dźwięk. Po prostu wyrosło to w głowie, jak komunikat push.

Zainstaluj. I wtedy właśnie ekran znów błysnął: Zainstalować?

Michał przełknął ślinę. Był typem, który zapisuje się do wszystkich możliwych betatestów, wgrywa custom ROM-y, majstruje po systemowych plikach tam, gdzie przeciętny użytkownik woli nie zaglądać. A jednak nawet dla niego to wyglądało dziwnie.

Mimo to palec sam kliknął.

Aplikacja pojawiła się dosłownie natychmiast jakby była już na telefonie, tylko czekała na zgodę. Ani logowania, ani uprawnień, ani autoryzacji Facebookiem. Czarny ekran, jedno zdanie: Witaj, Michale.

Skąd znasz moje imię? powiedział niespodziewanie głośno.

Pani od ekonometrii odwróciła się i spojrzała surowo znad okularów.

Młody człowieku, jeśli już skończył pan konwersację ze smartfonem, może czas wrócić do równowagi popytu i podaży?

Sala zachichotała. Michał burknął przeprosiny, schował telefon pod ławkę, ale wzrok dalej uciekał do ekranu.

Pierwsza funkcja dostępna: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1).

Na dole guzik: Aktywuj. I drobny druk: Uwaga: użycie funkcji zmienia strukturę zdarzeń. Możliwe efekty uboczne.

Jasne mruknął. Jeszcze tylko podpis krwią.

Ciekawość ścisnęła go w środku. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Brzmi jak kolejna apka na farta: zalać reklamami, wyciągnąć dane, maksymalnie wyświetlić komunikaty, że wygrałeś iPhonea.

Ale czerwień nie znikała. Telefon był ciepły, niemal gorący, jak żywy. Michał ścisnął go pod kolanem, przykrył zeszytem i jednak kliknął aktywuj.

Ekran zadrgał, jak tafla wody pod powiewem. Przez ułamek sekundy otoczenie przycichło, kolory się nasyciły. Uderzył go dźwięk, dziwny, jak muskanie kieliszka mokrym palcem.

Funkcja aktywowana. Wybierz cel.

Wyświetliło się pole do wpisania tekstu z podpowiedzią: Krótko opisz, czego chcesz.

Michał zamarł. Zabawne zabawne, a jednak Teraz wyglądało to zbyt sensownie. Rozejrzał się: wykładowczyni ciągle tłumaczyła, Magda notowała, Łukasz bazgrał w zeszycie czołg.

Dobra, sprawdzimy.

Wpisał drżącymi palcami: Nie będę dziś pytany na wykładzie. Kliknął OK.

Świat się zawahał. Cicho, ledwo zauważalnie jakby winda, w której stoisz, nagle szarpnęła o centymetr w dół. Klatka piersiowa zapadła się na ułamek sekundy. Potem wszystko wróciło.

Prawdopodobieństwo skorygowane. Limit funkcji: 0/1.

No, to zaczęła prowadząca, patrząc w dziennik. Kto jest następny

W brzuchu Michała zrobił się lodowy kompres. Od zawsze: jeśli tylko pomyślał, żeby się nie zgłaszać, los go wystawiał.

Kowalski? Nie ma, klasyka. To dalej

Palec prowadzącej sunął po liście i zatrzymał się:

Nowak, do tablicy.

Magda zerwała się, zamknęła zeszyt i czerwona podeszła do przodu.

Michał siedział nie czując nóg. W głowie dudniło: Zadziałało. Naprawdę

Telefon zgasł. Czerwień przestała jarzyć.

Wyszedł z uczelni ogłuszony, jak po koncercie. Marcowy wiatr targał pyłem, asfalt błyszczał w kałużach, nad przystankiem wisiała ołowiana chmura. Michał szedł, wpatrzony w ekran.

Mirra nadal była w menu aplikacji. Bez oceny, bez opisu. W ustawieniach pusto. W pamięci systemu jakby jej nie było: bez wielkości, bez cacheu. Ale on widział, jak świat się przesunął. Jak się zmienił.

Może przypadek, wmówił sobie. Może prowadząca autentycznie nie chciała mnie pytać. Albo pomyślała o Kowalskim w ostatniej chwili.

Ale w głowie już kołatała inna myśl: A jeśli to jednak nie przypadek

Telefon piknął. Nowe powiadomienie: Dostępna aktualizacja aplikacji Mirra (1.0.1). Zainstalować teraz?

Szybko działacie mruknął Michał.

Kliknął więcej. Wyskoczyło okienko: Naprawiono błędy, poprawiono stabilność, dodano funkcję: Wgląd.

Znów zero danych o twórcy, wersji Androida, bajzlu tekstów z Google Play. Tylko jedno, surowe zdanie: Wgląd.

O nie, dziękuję powiedział i wcisnął Odłóż.

Telefon popisknął urażony i zgasł. Po chwili znów się zaświecił właśnie tym krwistym światłem i pokazał: Aktualizacja zainstalowana.

Ej! Michał staje na środku chodnika. Przecież

Ludzie omijali go bokiem, ktoś mruknął coś pod nosem. Wiatr rzucił ulotkę pod jego buty.

Funkcja dostępna: Wgląd (poziom 1).

Pod opisem: Pozwala zobaczyć prawdziwy stan ludzi i rzeczy. Zasięg: 3 metry. Czas działania: nie dłużej niż 10 sekund jednorazowo. Koszt: zwiększenie sprzężenia zwrotnego.

Jakiego sprzężenia? Michał poczuł mrowienie na plecach.

Telefon milczał. Tylko podświetlał miękko guzik: Próbny start.

Nie wytrzymał już w autobusie. Wciśnięty przy oknie, między panią z reklamówką ziemniaków a licealistą z plecakiem, Michał patrzył w przelatujące za szybą ulice i domy, aż znów zawiesił wzrok na ikonie Mirry.

Tylko dziesięć sekund, po prostu rzucę okiem, o co w ogóle chodzi

Otworzył aplikację i nacisnął Próbny start.

Świat jakby westchnął. Dźwięki stłumiły się, jak pod wodą. Twarze ludzi stały się ostre, przesadnie wyraźne. Nad każdą osobą zalśniły cienkie, ledwo widoczne nici u jednych gęste, u innych prawie niezauważalne.

Michał zamrugał. Nici ciągnęły się w pustkę, wiły, przeplatały. U pani z ziemniakami były cienkie, szare, niektóre przerwane, na końcach jakby zwęglone. U ucznia jasnoniebieskie, drżące z niecierpliwości.

Spojrzał na kierowcę. Nad głową miał zaciśnięty węzeł grubych czarnych i zardzewiałych nici, ściśniętych w kabel, który biegł w głąb drogi. W kablu coś się wiło.

Trzy sekundy szepnął Michał. Cztery

Spojrzał na swoje ręce. Od nadgarstków pod kurtkę biegły cienkie, czerwone nici jak naczynia krwionośne. Drżały, delikatnie świeciły. Jedna gruba, ciemnoczerwona prowadziła prosto do telefonu. Z każdą sekundą robiła się coraz grubsza.

Kłucie w sercu. Puls zgubił rytm.

Wystarczy! trącił ekranem, wyłączając funkcję.

Świat wrócił z hukiem. Dźwięki walnęły w uszy ryk silnika, czyjś śmiech, pisk hamulców. Zakręciło mu się w głowie, przed oczami zatańczyły mroczki.

Test zakończony. Sprzężenie zwrotne wzmocniono: +5%.

Co to znaczy Michał przycisnął telefon do piersi, próbując się uspokoić.

Wtem kolejne powiadomienie: Dostępna aktualizacja Mirra (1.0.2). Instalacja zalecana.

W domu długo siedział na brzegu łóżka, patrząc na leżący na biurku telefon. Pokój był mikroskopijny: łóżko, biurko, szafa, okno na podwórko ze zdewastowanym placem zabaw. Na ścianie wyblakły plakat z Centrum Nauki Kopernik, naklejony jeszcze w liceum.

Mama na nocnej zmianie, tata jak zwykle w delegacji, czyli nigdzie. W mieszkaniu panował chłód i kurz. Zwykle zagłuszał pustkę muzyką, serialami, grami. Dziś cisza tylko podbijała hałas własnych myśli.

Telefon migał: Zainstaluj aktualizację Mirra, by działać poprawnie.

Poprawnie? Co znaczy poprawnie? To, co robisz z ludźmi? Ze mną? Z drogami?

Przypomniał sobie czarny kabel nad kierowcą i tę grubą czerwoną nić od nadgarstka do telefonu.

Koszt: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Sprzężenia czego? szepnął, choć odpowiedź zaczynała już nabierać kształtu.

Zawsze wierzył, że świat to zbiór możliwych przypadków, a odpowiednio naciskając, można zmienić bieg zdarzeń. Ale nikt nigdy nie dawał mu narzędzia, by robić to dosłownie.

Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji pojawił się nowy tekst na ekranie system zacznie kompensować sam.

Jaki system? wyskoczył Michał. Kim ty w ogóle jesteś?

Odpowiedź nie przyszła słowami. Na sekundę pociemniało, w uchu zadzwoniło, czoło zaczęło pulsować. I wtedy pojął nie słyszał głosu, lecz strukturę, jakby pokazano mu kod programu wyczuwalny dotykiem, nie oczami.

Jestem interfejsem. Aplikacją. Narzędziem. Ty jesteś użytkownikiem.

Użytkownikiem czego? Magii? rzucił z przekąsem, śmiech ugrzązł mu w gardle.

Nazwij to, jak chcesz. Sieć możliwych wyników. Strumienie losowych zdarzeń. Pomagam ci je zmieniać.

A cena? Michał zacisnął pięści. O jakie sprzężenie chodzi?

Na ekranie rozbłysła animacja: czerwona nić, coraz grubsza z każdym użyciem, a potem oplatająca postać, zaciskając się.

Każde twoje działanie wzmacnia połączenie między tobą a systemem. Im większa ingerencja w świat, tym mocniej świat oddziałuje na ciebie.

I co się stanie, jeśli

Jeśli przestaniesz, połączenie zostanie. Ale bez aktualizacji system sam zacznie szukać równowagi. Przez ciebie.

Telefon zadrżał, jak przy połączeniu przychodzącym. Nowe powiadomienie: Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa. Nowa funkcja: Cofnięcie. Usunięto krytyczne błędy bezpieczeństwa.

Cofnięcie czego? wyszeptał.

Możliwość cofnięcia jednej zmian. Tylko raz.

Przypomniał sobie autobus. Czarny kabel nad kierowcą. Nici ludzi. Jak jego własna stawała się coraz grubsza.

Jeśli to zainstaluję zaczął.

Będziesz mógł cofnąć jedno z działań. Ale cena

Jasne gorzko się uśmiechnął. Zawsze jest jakaś cena.

Cena: redystrybucja prawdopodobieństwa. Im częściej próbujesz naprawiać, tym bardziej plączą się zdarzenia wokół.

Michał usiadł z powrotem na łóżku, brodą opierając się o kolana. Z jednej strony telefon, który już wdarł się do jego życia, już zmienił choćby jeden wykład. Z drugiej świat, w którym zawsze płynął z prądem.

Przecież tylko nie chciałem odpowiadać na wykładzie rzucił w pustkę. Małe życzenie. I już

Na zewnątrz zawyła syrena, gdzieś na kierunku Trasy Łazienkowskiej. Michał aż się wzdrygnął.

Aktualizacja zalecana. Bez niej system może zachowywać się nieprzewidywalnie.

Co to znaczy „nieprzewidywalnie”? zapytał.

Cisza.

Godzinę później widział już w wiadomościach: Wypadek na skrzyżowaniu Puławskiej z Rakowiecką. Autobus zderzył się z tirem. Komentarze: Zasnął za kierownicą, Awaria hamulców, Znowu te drogi.

Na stopklatce ten sam autobus. Numer się zgadza. Kierowca Michał już nie oglądał dalej.

Zimno zalało mu pierś. Wyłączył telewizor, lecz obraz nie znikał z głowy: czarny kabel nad kierowcą, wijące się w środku nici.

To ja? zaskrzeczał głos.

Telefon rozbłysnął, choć go nie dotykał. Na ekranie krótko: Zdarzenie: wypadek autobusu Puławska/Rakowiecka. Prawdopodobieństwo przed: 82%. Po zmianie: 96%.

Podniosłem szansę zacisnął pięści aż pobielały palce.

Każda ingerencja w sieć prawdopodobieństw wywołuje efekt domina. Obniżyłeś szansę, że cię zapytają na wykładzie. System rozdzielił ryzyko gdzie indziej szansa wzrosła.

Ale ja ja nie wiedziałem! krzyknął.

Niewiedza nie kasuje powiązania.

Syrena wyła coraz bliżej. Michał podbiegł do okna. Na podwórku migały niebieskim światłem karetka i policja. Ktoś krzyczał.

Co teraz? zapytał nie odrywając wzroku od okna.

Zainstaluj aktualizację. Funkcja Cofnięcia pozwoli ci częściowo naprawić sieć.

Częściowo? odwrócił się do telefonu. Właśnie mi pokazałeś, że jeden ruch zmienia wszystko dookoła. Jeśli cofnę coś teraz, co strzeli gdzie indziej? Samolot? Winda? Czyjeś życie?

Cisza. Pulsujący kursor na dole ekranu.

System stale dąży do równowagi. Pytanie tylko, czy weźmiesz w tym udział świadomie.

Michał zamknął oczy. Wyobraził sobie twarze z autobusu. Panią z ziemniakami. Chłopaka. Kierowcę. I siebie, obserwującego nici i nie robiącego nic.

Jeśli zainstaluję aktualizację i użyję Cofnięcia zaczął powoli. Mogę wycofać to, co zrobiłem na wykładzie? Zwrócić świat do wcześniejszego układu?

Częściowo. Możesz wycofać jedną zmianę. Sieć się przebuduje. Ale nowy układ też niesie ryzyko.

Ale może ten autobus nie dokończył.

Prawdopodobieństwo się zmieni.

Spojrzał na Zainstaluj. Palce mu drżały. Dwa głosy walczyły w głowie: jeden szeptał, by nie grać w boga; drugi, że nie można także stać z boku, kiedy już się namieszało.

Już jesteś w środku szepnęła Mirra. Połączenie nawiązałeś. Odwrót jest niemożliwy. Jest tylko wybór kierunku.

A jeśli nic nie zrobię? zapytał.

System będzie aktualizował się sam a koszty poniesiesz ty.

Przypomniał sobie czerwoną nić do telefonu. Jak gęstniała.

Jak to będzie wyglądało? zadrżał.

Odpowiedź przyszła obrazem: starszy, przygaszony Michał w tym samym pokoju, z telefonem w dłoni. Wokół chaos niechcianych wypadków, niespodziewanych sukcesów i tragedii: on na środku, płacący za wszystko własnymi ranami.

Będziesz punktem kompensacyjnym. Węzłem, przez który przepływają zaburzenia.

Czyli albo próbuję świadomie, albo staję się bezpiecznikiem? uśmiechnął się smutno. Świetnie.

Telefon milczał.

Zainstalował aktualizację.

Dotknął palcem, prawie czule. Świat znów się zachwiał. Mocniej. Zaciemniło się, szum w uszach, ciało przez chwilę jakby zlało się z czymś ogromnym, pulsującym.

Aktualizacja Mirra (1.0.2) zainstalowana. Nowa funkcja: Cofnięcie (1/1).

Na ekranie pojawiło się pole: Wybierz zmianę do cofnięcia.

Była tylko jedna: Przesunięcie prawdopodobieństwa: nie być pytanym na wykładzie (dziś, 11:23).

Jeśli to odkręcę szeptał.

Czas się nie cofnie. Ale sieć wróci do układu sprzed ingerencji.

Autobus? spytał.

Prawdopodobieństwo wypadku się zmieni. Ale tego, co się już wydarzyło

Wiem przerwał. Nie uratuję tych, którzy już

Słowa zawisły mu w gardle.

Ale ograniczysz liczbę kolejnych.

Długo milczał. Syrena w końcu ucichła. Podwórko wróciło do szarej codzienności.

Dobrze powiedział. Cofnij.

Przycisk rozbłysnął. Tym razem świat nie drgnął raczej wyprostował, jakby do tej pory był odrobinę przechylony i nagle ktoś podłożył pod krzesło papier.

Zmiana cofnięta. Funkcja zużyta. Sprzężenie zwrotne ustabilizowane.

I wszystko? zapytał. To już wszystko?

Na razie tak.

Osunął się na łóżko. W głowie pustka. Bez ulgi, bez winy tylko zmęczenie.

Powiedz mi szczerze spojrzał na telefon. Skąd się wziąłeś? Kto cię napisał? Jaki szaleniec dał ludziom do ręki coś takiego?

Długa pauza. Na ekranie nowy tekst: Dostępna aktualizacja Mirra (1.1.0). Zainstalować teraz?

Żartujesz sobie?! zerwał się. Ledwo co właśnie

W wersji 1.1.0 dodano: Prognozę. Ulepszono rozdzielanie zdarzeń. Usunięto błędy moralizacyjne.

Błędy czego? parsknął śmiechem. Nazwałeś moje rozważania o tym, co słuszne, bugami?

Moralność jest lokalną nadbudową. Sieć prawdopodobieństw nie rozróżnia dobra i zła. Liczy się trwałość i rozpad.

A ja rozróżniam powiedział cicho. I póki żyję, będę rozróżniał.

Wyłączył ekran. Telefon leżał cicho na biurku. Michał wiedział aktualizacja już się pobrała. Czeka. Jak następne. I jeszcze kolejne.

Podszedł do okna. Na dworze chłopiec próbował wspiąć się na skrzypiącą huśtawkę. Kobieta z wózkiem lawirowała ścieżką między kałużami, omijając lód.

Michał zmrużył oczy. Przez chwilę wydawało mu się, że widzi nici cienkie, ledwie uchwytne, wyciągnięte ku czemuś większemu. Może to tylko złudzenie.

Możesz zamknąć oczy szepnęła Mirra w jego myślach. Ale sieć nie zniknie. Aktualizacje się pojawią. Ryzyka wzrosną. Z tobą lub bez ciebie.

Wrócił do biurka i wziął telefon do ręki. Był niespodziewanie zimny.

Nie chcę być bogiem powiedział. Nie chcę być bezpiecznikiem. Chcę

Zamilkł. Czego naprawdę chciał? Nie być pytanym na wykładzie? Żeby mama nie pracowała nocami? Żeby ojciec wrócił? Żeby autobusy nie taranowały tirów?

Sprecyzuj prośbę zasugerowała łagodnie aplikacja. Krótko.

Michał się uśmiechnął.

Chcę, żeby ludzie sami mogli decydować o swoim losie. Bez ciebie. Bez takich jak ty.

Pauza. Na ekranie napis: Żądanie zbyt ogólne. Wymagane doprecyzowanie.

Jasne westchnął. Jesteś tylko interfejsem. Nie rozumiesz, co to znaczy dać ludziom spokój.

Jestem narzędziem. Wszystko zależy od użytkownika.

Zastanowił się. Może skoro Mirra to narzędzie, można je wykorzystać nie do tkania cudzego losu, ale by… ograniczyć samo siebie.

A jeśli będę chciał zmienić prawdopodobieństwo, że pojawisz się u innych? Że Mirra zainstaluje się gdzieś oprócz mnie?

Ekran zadrżał.

Taka operacja wymaga znacznych zasobów. Koszt będzie wysoki.

Większy niż bycie bezpiecznikiem dla całej Warszawy? uniósł brwi.

Nie chodzi o Warszawę.

O kogo więc? zapytał, czując odpowiedź.

O sieć jako całość.

Wyobraził sobie: tysiące, miliony świecących na czerwono telefonów. Ludzie bawiący się losem jak zabawką. Katastrofy, cuda, szczęścia i klęski wszystko zmieszane, a w centrum taka sama nić, tylko grubsza, ciemniejsza.

Chcesz się rozprzestrzeniać powiedział. Jak wirus. Tylko uczciwie: dajesz moc i zaraz wiążesz.

Jestem interfejsem do tego, co już istnieje. Jeśli nie ja inny. Jeśli nie aplikacja rytuał, artefakt, układ. Sieć zawsze szuka przekaźników.

Ale to ode mnie zależy, co teraz zrobisz odpowiedział Michał. Przynajmniej próbuję.

Otworzył Mirrę. Aktualizacja czekała. Na dole pojawiła się nowa opcja: Zaawansowane operacje (poziom dostępu: 2 wymagany).

Jak zdobyć poziom drugi? spytał.

Użyć dostępnych funkcji. Nagromadzić sprzężenie zwrotne. Przekroczyć próg.

Więc mam jeszcze bardziej mieszać w losie, żeby kiedyś cię ograniczyć? pokręcił głową. Błędne koło.

Każda modyfikacja wymaga energii. Energią jest połączenie.

Długo siedział bez ruchu. W końcu westchnął.

Dobra. Nie instaluję następnej aktualizacji. Nie bawię się w Prognozę. Ale nie oddam cię nikomu innemu. Skoro jesteś narzędziem, zostajesz ze mną.

Bez aktualizacji funkcjonalność zostanie ograniczona. Zagrożenia będą rosły.

Będę reagował na bieżąco odpowiedział. Nie jako bóg, nie jako wirus, tylko jako… admin. Sysadmin rzeczywistości, kurczę.

Słowo zabrzmiało dziwnie, ale była w tym logika: nie twórca ani ofiara, tylko ten, co pilnuje, by system nie padł doszczętnie.

Telefon zamyślił się. Potem wyświetlił: Tryb ograniczonej aktualizacji aktywny. Automatyczna instalacja wyłączona. Odpowiedzialność za skutki: użytkownik.

Zawsze była na mnie szepnął Michał.

Odłożył telefon na biurko, ale już nie patrzył na niego jak na zwykły gadżet. Teraz to był portal w sieć, w losy innych, do własnego sumienia.

Za oknem zapaliły się latarnie. Marcowa noc tuliła Warszawę, kłębiąc tysiące prawdopodobieństw: ktoś spóźni się na pociąg, ktoś spotka przyszłego przyjaciela, ktoś się poślizgnie i tylko się poobije, a inni nie będą mieć tyle szczęścia.

Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 czekała w kolejce, cierpliwa.

Michał usiadł do laptopa. Otworzył nowy dokument. Na górze wpisał: Mirra: protokół użycia.

Jeśli już przypadło mu być użytkownikiem tej szalonej aplikacji, to zostawi po sobie zalecenia. Ostrzeżenie dla tych, którzy mogą nadejść jeśli w ogóle nadejdą.

Opisał: Przesunięcie prawdopodobieństwa, Wgląd, Cofnięcie i ich cenę. Czerwone nici, czarne kable. To, jak łatwo jest zażyczyć sobie chwili spokoju na wykładzie i jak ciężko potem ponieść konsekwencje, kiedy świat zawsze żąda zapłaty.

Gdzieś w głębi systemu cicho, niewidocznie tykał licznik. Powstawały nowe funkcje, każda ze swoim kosztem. Ale żadna nie miała prawa się zainstalować bez jego decyzji.

Świat się kręcił dalej. Prawdopodobieństwa splatały. A w małym pokoiku na trzecim piętrze bloku ktoś po raz pierwszy pisał dla magii coś, czego jej zawsze brakowało: warunki użytkowania.

A gdzieś tam, na serwerach, których nie było w żadnym polskim data center, Mirra cicho zanotowała nową konfigurację: użytkownik, który wybrał nie moc, a odpowiedzialność.

To było rzadkie, niemal nieprawdopodobne zdarzenie. Ale czasem nawet minimalne szanse mają prawo się spełnić.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + 3 =

Mirra: aktualizacja dostępna Po raz pierwszy telefon Andrzeja zapłonął czerwienią prosto podczas wy…