Mimo wszystko nie inny

— Córciu, po co ci ten urwis? Nic dobrego ci nie przyniesie! Tylko się naczytasz przez niego, zobaczysz! Na pewno w końcu wyląduje za kratkami, a ty będziesz na niego czekać jak żona zesłańca!

— Mamo, nie mów tak! Tomek nie jest żadnym urwisem. Jest dobry i troskliwy. I mnie kocha!

— Tacy kochają tylko do czasu! Zapomnij o nim. Zwróć uwagę na Jacka. To będzie dla ciebie wspaniały mąż. Z nim będziesz jak za kamiennym murem! Wierz mi, ja wiem, co mówię.

Kinga spojrzała na matkę z wyrzutem. Mama zupełnie jej nie rozumiała. I nie chciała zrozumieć.

— Mamo, Jacek mi się nie podoba. On jest za bardzo…

— Co za bardzo? Może nie wygląda na bohatera, ale cię kocha! Daj mu szansę! A swojego Tomka wywal za drzwi!

— Nie, mamo, wyjdę tylko za Tomka. Tak postanowiłam.

— Wojtku, powiedz jej coś, niech zrozumie, że się myli! — Anna Kowalska spojrzała na męża. — Czemu milczysz?

Wojtek wstał z kanapy i podszedł do kłócącej się żony i córki. Tomek nie był jego ulubieńcem, ale nie chciał ingerować w życie Kingi. Uważał, że jest już dorosła i sama wie, co robić. W końcu to ona musi żyć swoim życiem, nie oni.

— Dziewczyny, o co się kłócicie? Aniu, niech spotyka się, z kim chce. A ty, Kinga, bądź ostrożna i jeśli coś, mów mi. Pomogę i wesprę, gdy będzie trzeba. Rozumiesz?

Kobieta rozłożyła ręce, a Kinga z radością przytuliła ojca.

— Dziękuję, tato! Na razie tylko się spotykamy z Tomkiem. On jeszcze nie proponował mi ślubu.

— No to dobrze. Może i nie zaproponuje — mruknęła Anna.

Kinga nic nie odpowiedziała, by nie prowokować kolejnej tyrady.

W wieku dwudziestu lat uważała, że sama sobie poradzi, a mama i tak nic nie rozumie. Tomek był dla niej całym światem i byli w sobie zakochani od lat, co niezmiennie drażniło Annę. Za to Jacek, kolega Kingi z uczelni, podobał się jej mamie, ale dla samej dziewczyny nie miał żadnego uroku.

Gdy ojciec wyraził zgodę, Kinga przestała ukrywać spotkania z Tomkiem. Chłopak był tym zachwycony. Choć Tomek miał zadziorny charakter i podobnych sobie kolegów, Kingę kochał naprawdę i był gotów dla niej na wszystko. Nawet na zmianę.

— Tomku, będziemy wynajmować mieszkanie po ślubie? Dasz radę?

— Oczywiście, że tak. W ostateczności pomogą mi rodzice. Swoją drogą, bardzo się cieszą, że jesteśmy razem. Mówią, że dobrze na mnie wpływasz — uśmiechnął się ciepło.

— Naprawdę? — Kinga zaczerwieniła się ze wzruszenia.

Ta rozmowa odbyła się, gdy Kinga była na ostatnim roku studiów. Tomek już pracował i oboje oszczędzali na ślub. Anna wciąż była przeciwna ich związkowi i oznajmiła, że nie pomoże im finansowo. Wojtek nie sprzeciwił się żonie, choć po cichu wspierał córkę.

— Znajdź sobie porządnego chłopaka, wtedy pomożemy — mówiła Anna. — A jak się zwiążesz z tym nicponiem, radź sobie sama…

Kinga płakała z żalu, ale nie mogła zmienić decyzji matki.

Musieli radzić sobie sami. Na szczęście rodzice Tomka okazali się bardziej wyrozumiali i przyjęli Kingę z otwartymi ramionami.

— Szkoda, że moja mama tak źle cię traktuje. Tato przynajmniej powiedział, że mogę sama decydować. Nie wtrąca się, a nawet wspiera.

Tomek przytulił ją i zajrzał jej w oczy.

— Kinga, nie przejmuj się. Twoja mama po prostu się o ciebie martwi. A ja jakoś zniosę jej humory. W życiu nie raz spotkałem się z niechęcią, więc mnie to nie rusza.

— A kto cię tak nie lubił? — żartobliwie szturchnęła go w ramię.

— No… — pocałował ją i szepnął. — Ale ja kochałem tylko ciebie.

— Zawsze?

— Zawsze — potwierdził.

To była prawda. Kochał ją od dzieciństwa, od kiedy Kinga z rodzicami wprowadzili się do dzielnicy i poszła do szkoły. Na początku dokuczał jej, ale Kinga potrafiła się obronić. Tak zaczęła się ich przyjaźń, która przerodziła się w miłość.

Ich relacja nie powstrzymywała Tomka przed wybrykami i ciągłymi kłopotami. Czasem tego żałował, ale zwykle nawet się nad tym nie zastanawiał.

Teraz jednak wziął się w garść — skończył technikum i pracował w warsztacie samochodowym, dobrze zarabiając.

Ślub wyprawili bez pomocy rodziców Kingi. Tomek miał dobrą opinię w pracy i coraz mniej przypominał dawnego rozrabiakę. Kinga była z nim szczęśliwa, choć mama wciąż traktowała jej męża, delikatnie mówiąc, z rezerwą. Anna nie chciała zaakceptować jej wyboru i wciąż wierzyła, że córka źle skończy z tym gagatkiem.

— Tomku, może jutro wpadniemy do moich rodziców? — Kinga przytuliła się do męża.

Mężczyzna pogładził ją po zaokrąglonym brzuchu.

— Kinga, teraz ci niepotrzebne nerwy. Jak urodzi się Jasiek, wtedy ich odwiedzimy. Pokażemy wnuka babci i dziadkowi. Swoją drogą, moi rodzice chcieli wpaść w weekend.

— Dobrze — skinęła głową. — Poproś mamę, żeby upiekła ten swój wspaniały sernik, dobrze?

Tomek się uśmiechnął i spojrzał na żonę z czułością.

— Jasne, z przyjemnością to zrobi. Uwielbia cię rozpieszczać.

— Tak, twoja mama jest wspaniała — Kinga pogładziła brzuch. — Dla wnuka stara się jeszcze bardziej. Mówiła, że chce, żeby wyrósł na zdrowego chłopaka, więc muszę dobrze jeść.

— No to niech się stara — zaśmiał się Tomek.

Młodzi nie żyli w dostatku, czasem nawet wpadali w drobne długi. Kinga nie zdążyła jeszcze podjąć pracy po studiach, więc Tomek sam utrzymywał rodzinę. Ale dawny urwis nie narzekał — wciąż był gotów na wszystko dla ukochanej i wkładał całe serce w ich wspólne życie.

Czas mijał szybko i wreszcie przyszedł na świat długo wyczekiwany Jasiek. Szczęśliwi rodzice chcieli pokazać go całemu światu. Gdy Tomek miał wolne, wybrali się do rodziców Kingi. Choć byli na wypisie, Kinga tęskniła za nimi, a Jasiek skończył miesiąc od ich ostatniej wizyty. Wszyscy czekali na ten dzień.

Anna od rana przygotowała mnóstwo potraw, a WojAnna w końcu westchnęła, spojrzała na śpiącego wnuka i cicho szepnęła: „Może jednak się myliłam”.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiem − 2 =

Mimo wszystko nie inny