Miłość z goryczą piołunu

MIŁOŚĆ Z GORYCZĄ BYLICY
Ich miłość nie pachniała różami ani miodem, lecz suchym kurzem polnych dróg i rozgniecionym łodygą bylicy. W okolicznych wsiach szeptano: jeśli się połączą świat się zatrzęsie; jeśli rozejdą las stanie w ogniu.
Jadwiga była zielarką z trzeciego pokolenia. Znała szept każdej trawki i potrafiła leczyć rany, których nie dało się zagoić. Jej dłonie były ciepłe i zawsze pachniały tymiankiem.
Wojmir natomiast był obcy. Czarnoksiężnik, którego moc brała się nie z szeptów ziemi, lecz z rozkazów wydawanych żywiołom. Jego czary były ostre jak nóż i zimne jak woda w Warcie w grudniu.
Spotkali się w mglisty wieczór, oboje szukając tego samego: korzenia wiedźmiego, kwitnącego raz na dziesięć lat.
Nie ruszaj głos Jadwigi przeciął ciszę. To nie dla twoich chciwych rąk, czarnoksiężniku. Ziemia dała go dla leczenia, nie dla twoich czarów.
Leczenie to tylko odwlekanie, zielarko rzucił Wojmir z kpiącym uśmiechem, nie patrząc na nią. Ja chcę zobaczyć istotę rzeczy.
Nie stali się sobie wrogami, ale przyjaciółmi również być nie mogli. Przyciągało ich do siebie wbrew logice i rozumowi. Ich uczucie było jak pojedynek, wieczna walka między tworzyć a rządzić.
Jadwiga przynosiła mu dziki miód i nalewki na bezsenność, kiedy jego magia zaczynała go trawić od środka.
Wojmir zostawiał przed jej drzwiami rzadkie kamienie, w których skrzyło się zamknięte światło gwiazd, aby nie było jej ciemno podczas długich zimowych nocy.
Ale gorycz bylicy zawsze czaiła się w pobliżu. Jadwiga widziała, jak Wojmir czerpie moc z pustki, i to ją przerażało. Wojmir irytował się jej łagodnością, uznając, że marnuje swój dar na niewdzięcznych ludzi.
Pewnego dnia do wsi przyszła zaraza. Nie wybierała między dobrymi a złymi.
Jadwiga oddawała ostatnie siły, wyciągając gorączkę z chorych i biorąc ją na siebie, a Wojmir po raz pierwszy w życiu się przeraził. Nie o świat, lecz o nią.
By ją uratować, musiał zrobić coś, czym gardził najbardziej przekazać swoją moc ziemi, aby nakarmiła wyczerpaną zielarkę.
Gdy Jadwiga otworzyła oczy, Wojmir stał przy oknie. W jego włosach pojawiły się pierwsze siwe pasma, a w dłoniach nie połyskiwał już ogień.
Dlaczego? wyszeptała.
Bylica jest gorzka, Jadwiga odpowiedział cicho. Ale bez tej goryczy każda słodycz to tylko pył. Wybrałem ciebie, nie wieczność.
Oboje zamieszkali na skraju lasu. Ona wciąż leczyła ludzi, a on uczył się słuchać szeptów traw, które kiedyś zagłuszał własną wolą. Ich miłość pozostała trudna, szorstka i cierpka jak zapach bylicy o zachodzie słońca. Ale żadne z nich nie zamieniłoby tej goryczy na najczystszy miód świata.
Zamieszkali w starej chacie na samych obrzeżach Zmurszałego uroczyska miejsca, do którego nie zapuszczali się ani drwale, ani wiejskie plotkarki.
Wojmir, tracąc możliwość przyzywania błyskawic, odkrył dar czucia metalu. Został kowalem nie zwykłym, lecz takim, który kuł noże nigdy się nie tępiące i podkowy przynoszące szczęście. W każdym uderzeniu młota słyszało się echo dawnej wściekłości, która teraz przetwarzała się w tworzenie. To stało się jego losem.
Jadwiga założyła mały ogród, w którym obok siebie rosły trujący tojad i leczniczy szałwia. Nie obawiała się już ciemności Wojmira, wiedząc, że najżyźniejsza gleba jest czarna.
Ich miłość nie stała się cukrowa. To była codzienność dwóch silnych ludzi, którzy docierali się do siebie jak dwa granitowe żarna.
Czasem Wojmir próbował złamać rzeczywistość swoją wolą. Gdy susza groziła zniszczeniem ogrodu, godzinami siedział na progu, zaciskał pięści aż do białych kostek, próbując wymusić choć kroplę deszczu z pustki.
Przestań mówiła cicho Jadwiga, kładąc mu dłoń na ramieniu. Ziemia nie jest niewolnicą. Poproś ją, nie rozkazuj.
Nie umiem prosić warczał.
Ale wieczorem razem nosili wodę z odległego źródła, a w tym było więcej magii niż w jakimkolwiek zaklęciu.
Do ich chaty często przychodziły cienie. Raz byli to dawni uczniowie Wojmira, chcący sprowadzić mistrza z powrotem do kręgu czarnoksiężników, raz chorzy, których Jadwiga sama nie mogła uleczyć.
Pewnego razu przyszedł dawny wróg Wojmira czarnoksiężnik w czarnym płaszczu.
Przyszedł nie zabijać, lecz odebrać to, co Wojmir zalegał magii. Zażądał głosu Jadwigi w zamian za przywrócenie mocy Wojmirowi.
Wojmir spojrzał na swoje zniszczone dłonie kowala, potem na Jadwigę, która właśnie gotowała wywar z bylicy. Nie prosiła o obronę tylko patrzyła z nieskończonym zaufaniem.
Moc kupiona milczeniem ukochanej osoby to nie moc, lecz niewola odpowiedział Wojmir.
Nie sięgnął po czary. Wziął po prostu ciężki kowalski młot i wyszedł za próg. Mówiono potem, że tej nocy las zatrząsł się nie od zaklęć, tylko od ludzkiego gniewu mężczyzny broniącego swojego domu. Cień odszedł.
Pięknie się zestarzeli. Włosy Jadwigi pobielały jak kwiaty czarnego bzu, a broda Wojmira stała się szara jak wygasły popiół.
Podobno gdy nastał ich czas, nie umierali osobno. Po prostu odeszli w głąb lasu podczas okresu kwitnienia bylicy. W tym miejscu dziś stoją dwa drzewa: potężny dąb, którego korzenie sięgają w głębiny rudnych żył, i giętka wierzba oplatająca jego pień.
A jeśli przypadkowy wędrowiec zerwie liść z tej wierzby, poczuje na ustach gorycz gorycz prawdziwej, nieudawanej miłości, mocniejszej niż jakakolwiek magiaKażdy, kto przechodzi obok tych drzew o zmierzchu, czuje na skórze lekki dreszcz i słyszy szept wiatru, który niesie zapach bylicy. Mówią, że to Jadwiga i Wojmir wciąż pilnują ziemi, aby nie zaznała pustki i nie zapomniała słodkiej goryczy prawdziwej miłości. Czasem wśród traw pojawia się nowa roślina, niespotykana wcześniej kwitnąca tylko wtedy, gdy niosąc jej garść, nie oczekujesz niczego poza tym, że razem stworzysz z kimś dom. I tak historia tej miłości, gorzkiej jak bylica, lecz silniejszej niż czary i wieczność, żyje dalej w każdym, kto potrafi wybrać drugiego człowieka ponad własną moc.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

10 − trzy =

Miłość z goryczą piołunu