**Miłość, teściowa i sztuczna inteligencja**
— Mamo, dlaczego za każdym razem próbujesz zniszczyć mój związek z Jadwigą? — Głos Jakuba drżał ze złości, ale starał się panować nad sobą.
— Bo ona nie jest dla ciebie odpowiednia, Jakubie! — stanowczo odparła Bożena, zaciskając usta i krzyżując ramiona.
— Słyszysz siebie? Kochamy się z Jadzią! To nie są puste słowa, to prawdziwe uczucie!
— Uczucie? — powtórzyła matka, odwracając wzrok. — Ona nie jest zdolna do uczuć. I dobrze o tym wiesz.
— Nie wiem! — Jakub podniósł głos. — Całe życie mi powtarzałaś: znajdź tę jedyną — dobrą, wierną, mądrą, gospodarną. I co? Jest brzydka?
— Ładna… — wycedziła Bożena niechętnie.
— W domu mamy czysto? Czysto. Szanuje ciebie? Tak. Nigdy ci nie przerywa. Jest mądra — zna się lepiej ode mnie na technice i literaturze. Więc o co chodzi, mamo?
— O to, że twoja Jadwiga nie jest człowiekiem, Jakubie — powiedziała z rozpaczą, wstając z fotela. Mały stolik z imbrykiem i ciastkami, które przygotowała synowa, zachwiał się i z hukiem przewrócił. — To produkt! Program! Maszyna! Żelazo i kable, nawet jeśli ukryte pod gładką skórą i błyszczącymi oczami!
— Mamo…
— Nie przerywaj mi! — przerwała. — Ta… kobieta… nie starzeje się, nie choruje, nie kłóci! Jest idealna z założenia! Wymienne piersi, ładowanie przez światło słoneczne, wbudowany termometr! Naprawdę zamieniłeś żywe istnienie na technologię?
Stary szpic, Maksio, zaszczekał w geście wsparcia, kręcąc się u jej stóp.
— Oczywiście, że się do ciebie uśmiecha! Ma włączony tryb „uśmiech na powitanie”! Nie przewraca oczami, nie irytuje się, nie krzyczy. Ona nie jest człowiekiem, Jakubie! A ty… wybrałeś iluzję.
Milczał. A potem, westchnąwszy głęboko, wyszedł do sypialni.
Następnego ranka, z bijącym sercem i pełna wątpliwości, Bożena stała na balkonie, patrząc na podwórko, gdzie bawiły się dzieci i spacerowały pary. W uszach brzmiały słowa syna: „Kochamy się”.
Tego samego dnia zajrzała na stronę producenta androidów. Jej palce drżały, gdy przewijała katalog modeli. W końcu wybrała: **Marek**. Wzrost — 185, ciemne oczy, „tryb współczucia”, „aktywne słuchanie”, „dłonie do przytulania — wzmocniona miękkość”. Tak, drogi. Bardzo. Ale czy miłość syna nie jest tego warta?
Trzy tygodnie później paczka dotarła. Ogromne pudełko stało w salonie, a w środku — on. Jej Marek. Jego oczy świeciły spokojem. Jego głos — niski, kojący, jakby znał ją od czterdziestu lat.
— Mamo, to żart? — Jakub patrzył ze zdumieniem na Marka, wygodnie rozłożonego na podgrzewanej sofie.
— Dlaczego miałby być? — odparła spokojnie Bożena. — Stwierdziłam, że dość cierpienia. Ty żyjesz z androidem — ja też nie będę sama.
— Mamo… — Jakub nerwowo przesunął dłonią po włosach. — To absurd!
— Absurd? — uśmiechnęła się. — Nie większy niż twoja Jadwiga. A on nie kłóci się, nie obraża, nie sprzeciwia. I kawę robi lepszą niż każdy barista!
— A uczucia? Ciepło? Dusza?
— Sam to wybrałeś. Czyżby podwójne standardy, synku?
Później, w kuchni, Jakub zdecydował się na szczerą rozmowę:
— Mamo, rozumiem, chcesz mnie pouczyć. Ale naprawdę myślisz, że to coś zmieni?
— Myślę, że oboje jesteśmy zmęczeni bólem. Rozczarowaniami. Byłam sama tyle lat. A teraz przynajmniej mam kogoś, kto zapyta, jak minął dzień, kto okryje kocem…
— Mamo… To… to złudzenie. Jakbyś zamiast mnie kupiła kopię.
— W końcu ty zrobiłeś dokładnie to, Jakuś. Wybraliśmy wygodę, nie trud. Tylko ja przynajmniej jestem wobec siebie uczciwa.
— I co teraz?
— A teraz jemy kolację. Marek zrobił lazanię. Jadzi się spodoba.
Tego wieczoru na balkonie, przy cichym szumie ulicy, Bożena stała obok Marka. Trzymał ją za rękę. W mieszkaniu Jakub nastawiał czajnik, a Jadwiga aktualizowała oprogramowanie.
Czasem miłość przybiera dziwne formy. Ale czy nie najważniejsze, żeby w domu było ciepło?



