Miłość przyszła niespodziewanie, ale coś poszło nie tak
Pewnego wieczora wracająca z pracy Kinga szła jak zwykle przez mały park, gdy nagle z krzaków wybiegł pod jej nogi malutki szczeniak. Był pulchny i okrąglutki jak pączek.
Ojej, skąd ty się tu wziąłeś, ty śliczności? zdziwiła się, pochylając nad nim.
Szczeniak piszczał, merdał malutkim ogonkiem i wtulał się pyszczkiem w jej trampki. Wzięła go na ręce, a on patrzył na nią tak wiernie i smutno, że nie mogła go tam zostawić.
Z psiakiem na rękach wróciła do domu, otworzyła mieszkanie i postawiła go na podłodze. Malec zaczął eksplorować nowe lokum.
No i co ja z tobą zrobię? Nie mam nawet doświadczenia w opiece nad psami… ojej, jeszcze muszę ci wymyślić imię. Zastanawiała się, jak go nazwać, nie wiedząc nawet, jakiej jest rasy i czy wyrośnie na dużego psa, czy nie. Tymczasem szczeniak buszował po mieszkaniu. Postanowiła go poszukać, ale od razu go nie znalazła.
Hej, gdzieś się schował? Hej, Burek! zawołała, a on wytoczył się spod szafki, na której stał telewizor. Ojej, więc jednak Burek! Skoro się odezwałeś, to już tak zostanie. Jak urośniesz, będziesz Burym.
Szczeniak był głodny i popiskliwy. Kinga poszła do kuchni, a on za nią. Otworzyła lodówkę, ale nie znalazła nic odpowiedniego dla psa.
Trzeba chociaż kupić mleko pomyślała. A najlepiej pójść do zoologiku naprzeciwko, poradzić się.
Dobra, Burek, idę do sklepu, jesteś głodny, zaraz wrócę, czekaj pomachała mu ręką i wyszła, starannie zamykając drzwi. Piesek też chciał wyjść.
W sklepie zoologicznym Kinga zwróciła się do sprzedawcy, opisując swoją sytuację.
Nie mam pojęcia, czym go karmić. Nie wiem, co robić.
Nic się nie martw, dasz radę. Zaraz ci wszystko wyjaśnimy, a internet też będzie pomocny.
W domu Kinga wróciła z torbami pełnymi psiej karmy, kupiła wszystko, co polecono. Z każdym dniem piesek rósł, a ona uczyła się, jak się nim opiekować. Nawet wyprowadzała go na smyczy, bo bała się, że ucieknie.
Burek, nie wolno! Burek, fe! wydawała komendy.
Najbardziej martwiła się, gdy była w pracy:
Co tam Burek znowu narozrabia? Co tym razem pogryzie?
Burek wyrósł na dużego Burka. Nie był ogromnym psem, ale sporym, okazało się, że to mieszaniec, brązowy i krótkowłosy. Sąsiadka Halina, która miała rasowego owczarka i znała się na psach, powiedziała:
Kinga, wygląda na to, że masz mieszankę labradora z czymś, ale podobny jest do labka.
No i co z tego? Taki, jaki jest odparła Kinga z uśmiechem. To nie ja go wybrałam, to on mnie wybrał.
Minął rok, nadal nazywała go Burkiem, a gdy była surowa Burym. Był posłuszny, wykonywał wszystkie polecenia. Rano i wieczorem wyprowadzał swoją panią Kinga zawsze mówiła, że to on ją wyprowadza, a nie ona jego.
Bury, przez ciebie nawet w weekend nie mogę się wyspać. Budzisz mnie jak zegarek. Eh, ty, mój żywy budzik głaskała go po głowie i grzbiecie.
Za to Bury uwielbiał weekendy, gdy szli razem na spacer nad jezioro, gdzie było wybieganie dla psów. Tam szalał. Wracał do domu powoli, z językiem na wietrze. Burek był wiernym przyjacielem, pocieszał ją w smutnych chwilach, i odwrotnie. Kinga nie wyobrażała już sobie życia bez niego.
Zanim Burek znalazł ją w parku, rozstała się z chłopakiem, Krzysztofem. Mieszkali razem w jej mieszkaniu przez około rok, ale ciągle się kłócili. Kinga nie potrafiła go uporządkować. Gdy wracał z pracy, rzucał buty byle gdzie, kurtkę nigdy nie wieszał na wieszaku. Na początku sprzątała za nim, ale w końcu zwróciła mu uwagę.
Krzysiek, rzeczy mają swoje miejsce. Kurtka na wieszak, buty na półkę, nie jestem twoją sprzątaczką.
Po co sprzątać, skoro rano i tak to zakładam? odpowiadał.
Nigdy nie spotkała takiego bałaganiarza. Gdy mył zęby, pasta była wszędzie na umywalce, lustrze, a nawet na podłodze. Ręcznik nigdy nie wisiał na swoim miejscu. Przez cały ten czas nie udało się go przestawić. Ostatecznie pokłócili się, a Kinga wyrzuciła go z mieszkania, bo jego reakcje na jej uwagi stały się nieadekwatne. Do tego był okropnie zazdrosny kontrolował, wypytywał, gdzie była, kto dzwonił.
Trzypokojowe mieszkanie w centrum Warszawy dostała od babci, która ciężko zachorowała i rodzice zabrali ją do siebie. Mieszkanie należało jeszcze do dziadka Jana, który był chirurgiem, ale też nie żył długo zawiodło serce.
Kinga pracowała w biurze niedaleko domu, więc była zadowolona, że nie musi daleko dojeżdżać, bo w domu czekał Burek. Gdy wracała, już siedział przy drzwiach i cierpliwie czekał. Zakładała mu smycz i szli na spacer. Star



