Miłość nie na pokaz Ania wyszła z chaty z pełnym wiadrem karmy dla świń i zirytowana minęła męża H…

Miłość nie na pokaz

Dziś z samego rana wyszłam z domu z pełnym wiadrem paszy dla świń, zła jak osa przeszłam obok mojego męża, Gienia, który już trzeci dzień grzebie się przy studni. Zachciało mu się rzeźbień, żeby było ładnie, jakby nic ważniejszego do roboty nie było! Ja latam po gospodarstwie, karmie zwierzynę, a on stoi, dłuto w ręce, cały w wiórach, patrzy się na mnie i uśmiecha. Cóż to za mąż, Panie Boże zesłał? Ani słowa czułego nie powie, ani pięścią w stół nie walnie, tylko po cichu robi swoje, czasem podejdzie, w oczy spojrzy i ręką po moim grubym, jasnym warkoczu przesunie to cała jego czułość. A mnie by się chciało, żeby i gwiazdeczko, i słoneczko…

Zamyśliłam się nad swoim kobiecym losem, aż się o mało co nie przewróciłam, potykając się o starego Burka. Gienek momentalnie podskoczył, chwycił mnie, a na psa spojrzał surowym wzrokiem:
No co ty, psie, pod nogi włażesz? Jeszcze gospodynię pokaleczysz.

Burek ze spuszczonymi uszami powlókł się do budy. A ja po raz kolejny się zdziwiłam, jak te zwierzęta rozumieją mojego męża. Zapytam go kiedyś, jak to robi, a on tylko machnął ręką:
Bo ja je kocham, a one to czują i oddają.

A mnie się marzyła miłość, żeby na rękach nosił, żeby szeptał gorące słówka do ucha, żeby każdego ranka kwiatek na poduszce… Ale Gienek nie szczędzi uczuć, już sama nie wiem czy on mnie w ogóle choć trochę kocha?

Szczęść Boże, sąsiadeczko zajrzał zza płotu Wiesiek Gienek, to ty dalej rzeźbisz? Komu te twoje bajery potrzebne?
Chcę, żeby moje dzieci na piękno patrzyły i tacy się stawali odparł mąż spokojnie.
Tylko te dzieci najpierw musisz sobie zrobić zaśmiał się Wiesiek, mrugając do mnie.

Gienek smutno na mnie spojrzał, a ja aż spłonęłam ze wstydu i szybko weszłam do domu. Do dzieci się nie spieszyłam, młoda jestem, ładna, jeszcze by się pożyć chciało dla siebie, a mąż ni ryba, ni mięso. Za to Wiesiek… wysoki, barczysty, Gienek też niczego, ale tamten prawdziwy przystojniak! Za każdym razem, jak się spotykamy koło płotu, mówi do mnie czule, jak letni deszcz szepce: Rosiczko, słoneczko moje jasne Dusza aż drży, nogi miękną, ale uciekam przed nim, nie daję się namówić. Wyszłam za mąż, obiecałam wierność, rodzice tyle lat razem, zawsze mnie uczyli dbać o rodzinę.

Ale dlaczego tak bardzo chcę wyjrzeć przez okno i rzucić choć szybki wzrok na sąsiada?

Następnego ranka wyganiałam krowę na pastwisko i akurat pod furtką wpadłam na Wieśka:
Anusia, gołąbeczko moja, czemu tak przede mną uciekasz? Boisz się? Na twoją urodę napatrzeć się nie mogę, w głowie mi się kręci!
Przyjdź do mnie nad ranem. Jak ten twój śpioch pójdzie na ryby, ty przyjdź. Ja cię obdaruję taką czułością, że będziesz najszczęśliwsza na świecie…

Spiekłam się jak burak, serce mocniej zabiło, ale nic nie odrzekłam Wiesiowi, tylko szybciutko przeszłam dalej.
Poczekam na ciebie zawołał za mną.

Przez cały dzień myślałam o nim. Bardzo chciałam miłości, czułości, a Wiesiek był taki ujmujący, patrzył na mnie tak gorąco Ale przełamać się, nie potrafiłam, przecież jeszcze do świtu trochę czasu, może

Wieczorem Gienek napalił w bani. Zaprosił Wieśka, żeby się wspólnie wykąpać. Ten chętnie skorzystał swojej nie musi rozpalać, drewna nie trzeba. Chłopaki chlupali się w tej bani, okładali się brzozowymi witkami, wzdychali z zadowolenia. Naparzeni wyszli do przedsionka, a ja już im postawiłam na stole karafkę samogonu i przekąski, i przypomniało mi się, że jeszcze w piwnicy mam ogórki małosolne. Schodzę po nie do piwnicy, nabrałam i już miałam stawiać na stół, gdy przez uchylone drzwi usłyszałam rozmowę i zastygłam w miejscu.

Czemu ty taki niezdecydowany, Gienek ściszonym głosem mówił Wiesiek chodź do nas, nie pożałujesz. Tam takie wdówki wycałują, wyprzytulają, aż miło popatrzeć! Twoja Anusia to taka szara myszka.

Nie, stary odpowiedział cicho, lecz stanowczo mój mąż nie potrzebuję żadnych wdówek, nawet mi to do głowy nie przychodzi. Moja żona nie jest szere myszką, dla mnie jest najpiękniejszą z wszystkich kobiet na polskiej ziemi. Nie ma takiego kwiatka, nie ma taka jagódki, co by ją przebiła. Gdy na nią patrzę, to słońca nie widzę, tylko jej oczy ukochane, jej smukłą sylwetkę. Miłości we mnie tyle, że jak wiosenna rzeka się przelewa, tylko szkoda, nie umiem czułych słów mówić, nie umiem wyjaśnić jak bardzo ją kocham. Wiem, że przez to się obraża, czuje niedoceniona. Wiem, że to moja wina. Ale boję się ją stracić, bo bez niej nie wytrzymam dnia, oddechu bym bez niej nie złapał.

Stałam w tej piwnicy i łza spłynęła mi po policzku, serce waliło mi jak oszalałe. Potem podniosłam głowę, weszłam do przedsionka i powiedziałam głośno:
Idźże ty, sąsiedzie… smutki wdów rozpraszać, bo my z mężem mamy ważniejsze sprawy. Nie ma jeszcze kto się gapić na tę piękność, co Gienek rzeźbił. Wybacz mi, kochany mężu, za głupie myśli, za ślepotę, przecież w rękach trzymałam szczęście, a nie widziałam. Chodź, za dużo już czasu straciliśmy

Rano, na świcie, Gienek zamiast na ryby, został w domu przy mnie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 3 =

Miłość nie na pokaz Ania wyszła z chaty z pełnym wiadrem karmy dla świń i zirytowana minęła męża H…