Miłość nie dla pokazówki Ania wyszła ze swojej chaty z pełnym wiadrem karmy dla świń i zła przeszł…

Miłość nie na pokaz

Jadwiga wyszła ze swojego wiejskiego domu, niosąc ciężkie wiadro paszy dla świń. Mijając męża, Zbyszka, który już trzeci dzień dłubał coś przy studni, syknęła w złości on teraz zachciał sobie rzeźbioną studnię robić, jakby innych zajęć nie było! Ona gospodaruje, karmi zwierzęta, a on stoi cały w trocinach z dłutem w ręku i spogląda na nią z łagodnym uśmiechem. Co to za mąż? Słowa czułego nie powie, ani porządnie pięścią w stół nie uderzy pracuje po cichu, czasem tylko podejdzie, spojrzy głęboko w oczy i gładzi jej grubego blond warkocza. To cała jego czułość. A Jadwiga tak bardzo marzy, żeby ją nazywał gwiazdeczką, łabędziem

Zamyśliła się nad swoją kobiecą dolą i omal się nie przewróciła, potykając się o starego psa Miska. Zbyszek natychmiast podbiegł, chwycił żonę za ramię, a na psa rzucił surowe spojrzenie:
Co się pod nogi pchasz, Misku? Jeszcze gospodynię zranisz!
Pies opuścił łeb i schował się do swojej budy. Jadwiga kolejny raz zadziwiła się, jak zwierzęta rozumieją jej męża. Kiedyś zapytała o to Zbyszka, a on tylko mruknął:
Kocham zwierzęta, a one odwzajemniają się tym samym.

Jadwiga również marzyła o miłości żeby ją na rękach nosił, szeptał czułe słówka, kwiatki rano na poduszkę kładł Ale Zbyszek był nieco skąpy w okazywaniu uczuć, więc już się zastanawiała, czy w ogóle ją kocha choć trochę.

Szczęść Boże, sąsiadeczko! przez płot zaglądnął Staszek. Zbyszek, znowu te rzeźbienia? A komu te twoje wzorki są potrzebne?
Chcę, żeby moje dzieci z człowieczeństwa i z piękna czerpały wzory.
Najpierw to trzeba dzieci mieć! zaśmiał się Staszek, puszczając oczko do Jadwigi.

Zbyszek spojrzał na żonę z lekkim smutkiem w oczach. Jadwiga zaczerwieniła się, odwróciła i prędko wróciła do domu. Z dziećmi się nie śpieszyła młoda, ładna, chciałaby jeszcze trochę dla siebie pożyć A i mąż jakiś nijaki. Za to sąsiad! Wysoki, szerokie barki! Zbyszek też niebrzydki, ale przy Staszku wypada blado. Ten potrafi przemówić, jak na drodze się spotkają Rosiczka, jasne słoneczko Aż się dusza zatrzymuje, nogi miękną, ale Jadwiga za każdym razem ucieka, nie poddaje się jego namowom. Wychodząc za mąż, przysięgała wierność. Rodzice całe życie przeżyli razem i ją też tego nauczyli.

A jednak dlaczego tak bardzo chce wyjrzeć przez okno i spotkać spojrzenie sąsiada?

Następnego ranka Jadwiga wyganiała krowę na pastwisko i przy furtce natknęła się na Staszka:
Jadwisiu, moja kochana duszyczko, czemu tak unikasz mnie? Boisz się? Jak cię widzę, to rozum mi się miesza
Przyjdź do mnie z rana. Jak twój mąż na ryby pójdzie, przyjdź, pokażę ci, czym jest prawdziwa czułość. Najszczęśliwsza będziesz.

Jadwiga poczerwieniała, policzki płonęły, serce tętniło, ale nie odpowiedziała nic, tylko przeszła pospiesznie obok niego.
Będę czekał rzucił za nią.

Cały dzień myślała o Staszku. Pragnęła miłości, czułości i był bardzo przystojny, patrzył na nią tym gorącym spojrzeniem, ale nie potrafiła się zdecydować. Jednak do świtu czasu jeszcze trochę może

Wieczorem Zbyszek rozpalił wiejską saunę banię. Sąsiada także zaprosił. Staszek się ucieszył własnej nie musiał grzać i oszczędzał drewno. Klapali się więc nawzajem brzózkami, aż przyjemność rozszczepiała się w chichocie. Naparzyli się i wyszli do przedsionka odpocząć. Jadwiga już postawiła przed nimi karafkę własnej śliwowicy i smaczne zakąski, ale przypomniała sobie, że w piwniczce zostały jeszcze małosolne ogórki. Zeszła więc po nie, wracając usłyszała przez uchyloną drzwi rozmowę i stanęła cichutko, nasłuchując.

Czemuś taki nieśmiały, Zbyszek? szeptał Staszek. Chodź, nie pożałujesz. Tam takie wdówki, że zapomnisz o całym świecie, jak cię obłaskawią! Nie to, co twoja Jadwiga, taka sobie pelengra
Nie chcę żadnych piękności odezwał się cicho, ale stanowczo Zbyszek. Nawet myśleć o tym nie chcę. Moja żona nie jest byle kim jest najpiękniejsza ze wszystkich kobiet na świecie. Żaden kwiat nie równa się jej urodzie, żadna jagoda nie jest słodsza. Kiedy na nią spojrzę, nic poza nią nie widzę Tyle w sobie miłości noszę, jak wezbrana Wisła na wiosnę, że słów mi brakuje. Nie umiem wyznać jej tego, wiem, że ją tym ranię Boję się, że ją stracę. Bez niej nawet jednego oddechu nie potrafiłbym zaczerpnąć

Jadwiga stała bez ruchu, łzy płynęły jej po policzku. Uniosła głowę odważnie, weszła do przedsionka i głośno powiedziała:
Idź, sąsiedzie rozweselić wdówki, my tu mamy ważniejsze sprawy! Jeszcze nie ma komu podziwiać tych piękności, co Zbyszek wyrzeźbił. Wybacz mi, mój ukochany mężu, za głupie myśli i ślepotę szczęście miałam w rękach, a nie dostrzegałam go. Chodź, za dużo czasu już zmarnowaliśmy

Następnego poranka Zbyszek nie poszedł na ryby.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 − pięć =

Miłość nie dla pokazówki Ania wyszła ze swojej chaty z pełnym wiadrem karmy dla świń i zła przeszł…