Miłość na wieczność

Miłość aż po grób

Alicja wyszła ze sklepu, poprawiła siatkę z zakupami i ruszyła w stronę domu. Kupiła niewiele, a torba i tak ciążyła. Przed blokiem przystanęła. „W oknach ciemno. Znowu Kinga poszła się włóczyć” – pokiwała głową. – „Tylko niech wróci… Odkąd zadaje się z tym… Krzysiem, w szkole idzie jej gorzej, opuszcza lekcje. Nauczyciele skarżą. A przecież zbliża się matura, studia. Jak tylko wróci, zrobię jej…” – nakręcała się, wspinając się po schodach.

W domu postawiła siatkę na krześle przy stole. Spojrzała na kuchenkę. „Prosiłam, żeby ziemniaki obrała albo makaron ugotowała. Uciekła… Co ja mam z nią robić? Ach, ty…”

Zrzuciła kurtkę, powiesiła ją w przedpokoju i wróciła do kuchni. Trzaskała drzwiczkami lodówki, brzęczała naczyniami – tak Alicja w gniewie przygotowywała kolację, obiecując sobie, że tym razem poważnie porozmawia z córką.

Lecz Kinga nie kwapiła się do powrotu. Już była wpół do jedenastej, a jej wciąż nie było. Alicja nie mogła usiedzieć w miejscu. Chodziła po mieszkaniu, powtarzając jak mantrę:

„Tylko niech wróci… Jak przyjdzie, to jej pokażę, co to znaczy szacunek dla matki… Walczę jak osa w szklance, wszystko dla niej, żeby miała jak inni, a ona nawet makaronu nie ugotowała… Jak ja jestem zmęczona, wszystko sama, jedna… Myśli, że mi się nie chciało życia? Prawie tak samo było, gdy zostałam sama z dzieckiem. Niewdzięczna… Może chce powtórzyć mój los? Niech spróbuje, zobaczy, co to znaczy ciężka dola…”

Złość i irytacja sięgnęły zenitu. Alicja miała ochotę rzucać przedmiotami, by choć trochę uwolnić gniew.

Gdy w zamku zgrzytnął klucz, ucieszyła się, że Kinga wróciła, i gotowa była wybaczyć. Lecz gdy zobaczyła jej zawstydzoną twarz z błyszczącymi od szczęścia oczami, złość znów wezbrała.

– Gdzie ty byłaś? Wiesz, która godzina? A lekcje? Matura za pasem, a ty się włóczysz nie wiadomo gdzie – krzyczała, nie zważając na sąsiadów.

– Lekcje zrobiłam… – zaczęła Kinga.

– Cicho! Nie sprzeciwiaj się matce! Zupełnie rozum straciłaś? Wychowałam cię, myślałam, że skończysz szkołę, znajdziesz dobrą pracę, wtedy się poprawi. A ty powtarzasz moje błędy.

– Żadnych błędów nie powtarzam. Nie krzycz… – odcięła się Kinga.

Jej oczy zgasły, na policzkach pojawiły się wypieki.

– Ach, ty… – Alicja ledwo powstrzymała się przed obelgą.

Bezradnie rozejrzała się, szukając „miecza sprawiedliwości”. Kinga chciała wyminąć matkę, ale Alicja w końcu chwyciła składany parasol z półki i zamierzyła się na córkę.

– Mamo! – krzyknęła Kinga, chowając głowę w ramionach.

Od tego krzyku ręka Alicji opadła, parasol z hukiem upadł na podłogę. Kobieta przygarbiła się, jakby cała jej złość nagle wyparowała.

– Nie wiem, gdzie szukać, gdzie biegać, a ty… Co to na twoim palcu? Skąd to? – spytała słabo, nagle wyczerpana.

Oparła się o taboret w przedpokoju.

Kinga powoli odsłoniła twarz i spojrzała na skromny złoty pierścionek z małym białym kamykiem.

– To od Krzyśka – szepnęła, niepewnie patrząc na matkę.

– Jesteś jeszcze uczennicą. On tego nie rozumie? – Alicja wpatrywała się w pierścionek.

– Rozumie. Ale co z tego? Za dwa miesiące zdaję maturę i…

– I będziesz dorosła? Proszę bardzo. Póki mieszkasz ze mną, szanuj moje zasady. Myślisz, że dorosłość to robienie, co się chce? Włóczenie się po nocach? Może jeszcze rzucisz szkołę? A jeśli zajdziesz w ciążę? – Złość znów rosła.

Alicja wiedziała, że idzie za daleko, ale nie mogła się powstrzymać.

– Mamo, on mnie kocha. Ja też go kocham – powiedziała Kinga z desperacją.

– Gdyby cię kochał, dbałby o twoje dobro. Skąd on się wziął, nieszczęście… – Alicja pokręciła głową, a z jej piersi wyrwał się westchnięty jęk.

Nocą przewracała się z boku na bok. Nerwy rozbudzone kłótnią nie dawały spokoju. Myślała, jak wrócić do spokojnego życia. Jak to się stało, że jej córka, mądra i piękna, wzorowa uczennica, jej duma, tak się zmieniła? Wyobrażała sobie najgorsze scenariusze, aż w końcu zadzwoniła do jedynej przyjaciółki.

– Co się stało? – spytała przyjaciółka ochrypłym głosem. – Spojrzałaś na zegar?

– Przepraszam. Musiałam z kimś porozmawiać. Kinga…

– Mówiłam ci, żebyś jej tak nie pilnowała. Co znowu zrobiła?

– Ola, związała się z tym chłopakiem, starszym od niej, w szkole gorzej, opuszcza lekcje. Wstyd… – W słuchawce rozległo się ziewnięcie. – Poradź mi, co robić. – Alicja zamilkła, lecz nagle mówiła dalej, nim przyjaciółka całkiem się nie wyłączyła. – Dał jej pierścionek. Kinga mówi o miłości, a ma ledwie siedemnaście lat. Zrujnuje jej życie. Zasnęłaś? Dobrze, zadzwonię jutro. – Odłożyła telefon i położyła się.

Podzieliła się bólem, trochę jej ulżyło. Wreszcie zasnęła, choć niespokojnie. Rano świat wydał się mniej straszny. Postanowiła działać. Ale jak?

Myślała o tym, myjąc się i gotując wodę na herbatę. Jak dotrzeć do córki? Jak przekonać, że to nie miłość, a głupota? Zajrzała do pokoju Kingi. Leżała na boku, z dłonią pod policzkiem. Serce Alicji znów ścisnęło się z czułości i strachu. Westchnęła, zamknęła drzwi i poszła się ubierać do pracy.

Wychodząc, zdjęła ze strojnicy swoje klucze. Nagle wpadła na pomysł. Włożyła swoją wiązkę do kieszeni, przeszukała kurtkę Kingi, wyjęła jej klucze i po chwili wahania też schowała.

Potem otworzyła szufladę z drobiazgami, znalazła zapasowy komplet po mężu i zamknęła drzwi wejściowe. „Dobra, zostanie w domu. Jutro napisPo wielu latach, gdy Kinga i Paweł trzymali już na rękach własne dziecko, Alicja w końcu zrozumiała, że prawdziwa miłość nigdy nie jest łatwa, ale zawsze warto o nią walczyć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − trzy =

Miłość na wieczność