Miłość, której nie widać na pokaz Ania wyszła z wiejskiego domu z pełnym wiadrem paszy dla świń i …

Miłość nie dla poklasku

Dziś wyszłam z domku z pełnym wiadrem paszy dla świń, a złość aż mnie rozsadzała, gdy przechodziłam koło męża, Henka, który już trzeci dzień grzebał przy studni. Zachciało mu się żłobienia żeby ładnie było, jakby nie miał nic bardziej pożytecznego do roboty! Ja się krzątam po gospodarstwie, karmię zwierzynę, a on stoi z dłutem, cały w trocinach, patrzy na mnie i się uśmiecha. Jakiż to mąż mi się trafił? Ani czułego słowa nie powie, ani nawet pięścią w stół nie walnie. Pracuje w ciszy, czasem tylko podejdzie, spojrzy mi w oczy i pogładzi moją grubą, jasną warkocz to cała jego czułość. A mnie się marzy, żeby powiedział do mnie moja jutrzenko, łabędzico Zamyśliłam się o swoim kobiecym losie i o mało co nie potknęłam się o starego Burka. Heniek natychmiast podskoczył, złapał mnie, a na psa rzucił karcące spojrzenie:

Burek, co ty znów pod nogami się plączesz, jeszcze panią skrzywdzisz!

Burek zawstydzony spuścił łeb i powlókł się do budy. A ja znów się zdziwiłam, jak zwierzęta potrafią męża rozumieć. Pytałam go kiedyś, jak to robi, a on tylko powiedział:

Ja po prostu kocham zwierzęta, a one to czują.

Też marzyłam o miłości, żeby na rękach mnie nosił, szeptał do ucha miłe słowa, codziennie na poduszkę zostawiał polny kwiatuszek Ale Heniek skąpy na czułość. Zaczęłam się nawet zastanawiać kocha mnie naprawdę choć troszkę?

Szczęść Boże, sąsiadeczko zajrzał przez płot Wacek. Heniek, ty znowu się wygłupiasz przy tej studni? Komu te twoje wzorki potrzebne?

Chcę, żeby nasze dzieci rosły na ludzi, patrząc na piękno odpowiedział Heniek spokojnie.

To najpierw dzieci by się przydało, a potem im śliczności wyprawiać! roześmiał się Wacek, puszczając mi oko.

Heniek spojrzał na mnie smutno, a ja, zawstydzona, pospieszyłam do domu. Nie paliło mi się jeszcze do dzieci młoda jestem, ładna, chciałabym jeszcze dla siebie pożyć, a Heniek taki… nijaki. Wacek za to wysoki, szeroki w barach, przystojny! Jak mnie spotka koło płotu, to mówi do mnie, jakby letni deszcz szeptał: Rosiczko, słoneczko moje jasne Serce aż się trzepoce, nogi miękną, ale zawsze uciekam przed nim, nie daję się zwieść. Wychodząc za mąż, przyrzekałam być wierną, rodzice tyle lat przeżyli razem i mnie wychowali, żebym domu pilnowała.

Ale dlaczego tak ciągnie mnie, żeby przez okno spojrzeć i złapać spojrzenie sąsiada?

Nazajutrz wyganiałam krowę na pastwisko i natknęłam się przy furtce na Wacka.

Aniu, moja gołąbko, czemu mnie tak omijasz? Boisz się? Oczy mi się świecą, gdy cię widzę.

Przyjdź do mnie na świcie. Jak twój chłop na ryby czmychnie, to do mnie zajrzyj. Będę cię tak pieścił, że najszczęśliwsza będziesz.

Zarumieniłam się cała, serce mi dziwnie zabiło, ale nie odpowiedziałam nic i szybko przeszłam obok.

Ja będę czekał! zawołał jeszcze za mną.

Myślałam o nim cały dzień. Bardzo mi się chciało czułości i miłości. Wacek taki przystojny, patrzy na mnie takim gorącym wzrokiem Ale przecież nie mogłam się odważyć. Do świtu jeszcze było trochę czasu może

Wieczorem Heniek napalił w bani. Sąsiada zaprosił na parówkę. Ten się ucieszył swojej nie musi grzać, drzewa oszczędzi. Jak to chłopy, okładali się brzozowymi witkami, sapali z radości. Poparzyli się i wyszli do przedsionka, żeby odsapnąć. Przyniosłam im karafkę samogonu i przekąski, ale przypomniałam sobie jeszcze o kiszonych ogórkach w piwniczce. Zeszłam, nabrałam ogórków i kiedy już miałam wstąpić do nich, usłyszałam z uchylonych drzwi rozmowę, więc stanęłam i nasłuchiwałam.

Czemu ty taki nieśmiały, Heniek? szeptał Wacek. Chodź ze mną, nie pożałujesz. Tam takie wdówki, obsypią cię czułością, takie śliczne są! Nie to, co twoja Ania, szara myszka.

Nie, stary odpowiedział cicho, ale stanowczo Heniek. Mi żadna wdówka niepotrzebna, nawet myśleć o tym nie chcę. Moja żona nie jest szarą myszką. Jest najpiękniejsza ze wszystkich kobiet na tym świecie. Nie ma takiego kwiatuszka, nie ma jagódki piękniejszej. Gdy na nią patrzę, słońca nie widzę, tylko jej ukochane oczy, zgrabną sylwetkę. Tak kocham, że aż mnie zalewa, jak Wisłę na wiosnę rozlewa. Ale nie umiem czułych słów powiedzieć, nie umiem jej pokazać, jak bardzo ją kocham Wiem, że jej przykro, widzę to. Boję się, że ją stracę, bez niej dnia nie przeżyję, oddechu nie złapię.

Stałam jak wryta, serce waliło jak młot, łza potoczyła się po policzku. Podniosłam głowę, weszłam śmiało do przedsionka i powiedziałam głośno:

Idź ty, sąsiadku, do tych swoich wdówek po czułości, a my tu mamy ważniejsze sprawy. Jeszcze nasze dzieci nie mają na co patrzeć na te Heniowe dzieła! Wybacz mi, kochany, głupie myśli, ślepa byłam, trzymałam szczęście w rękach i nie rozpoznałam. Chodź, za dużo już czasu zmarnowaliśmy

Nazajutrz, o świcie, Heniek nie poszedł na ryby.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa + siedemnaście =

Miłość, której nie widać na pokaz Ania wyszła z wiejskiego domu z pełnym wiadrem paszy dla świń i …