Do mnie zapukała miłość…
Hanna wyjechała ze wsi do miasta i zaczęła studia. Po wiejskiej szkole nauka nie szła łatwo, ale całe dni spędzała nad książkami, żeby zdać sesję i nie stracić stypendium. Mama mogła pomóc jej tylko paczkami z żywnością.
Gdy zaczęła pracować, sama wysyłała mamie pieniądze. Każdy urlop spędzała na wsi. O morzu oczywiście marzyła, ale wszystkim mówiła, że tam, gdzie jest las, rzeka i czyste powietrze, żadne południe nie jest potrzebne.
— Haniu, a kiedy wyjdziesz za mąż? Nikogo ci się nie podoba? Chyba nie doczekam się wnuków — wzdychała mama.
— Nie martw się, mamo, wyjdę — machała ręką Hanna, ale rozmowy o zamążpójściu już ją męczyły. Każdy we wsi pytał o to jako pierwsze.
Chłopaków miała, i miłość też, ale nikt nie zaproponował jej ślubu.
Pracowała w redakcji gazety. Kończył się dzień pracy, a za oknem szalała ulewa. Właśnie zdawało się cichnąć. Hanna narzuciła płaszcz, przygotowała parasol i wybiegła na ulicę. Ale gdy tylko stanęła na chodniku, deszcz znów przybrał na sile. Stała pod daszkiem nad wejściem do budynku, patrząc, jak samochody pędzą, rozbryzgując kałuże.
Ciężkie krople rozbijały się o mokry asfalt, bryzgi sięgały jej butów. Przytuliła się do ściany, drżąc z zimna. SUV zwolnił przed dużą kałużą, żeby jej nie ochlapać, a potem zatrzymał się całkiem.
— Proszę wsiadać. Nawet jeśli ulewa skończy się teraz, na drogach jest takie błoto, że będzie pani musiała płynąć do domu — zawołał przez otwarte okno młody mężczyzna.
Hanna wsiadła. Pół roku później jej wybawca oświadczył się. Nie było to uczucie, które odbiera rozum, ale czas był odpowiedni, a z Jakubem czuła się bezpiecznie. Zamieszkali z jego matką w dużej mieszkaniu w centrum miasta.
Mama Kuby od razu ją znienawidziła.
— Nie licz, moja droga, że dostaniesz nasze mieszkanie. To ci się nie uda — ostrzegła od progu.
— Nie wypada chodzić cały dzień w szlafroku. To tylko do łazienki. Jeśli ktoś przyjdzie, natychmiast się przebierz! — rozkazywała teściowa.
I Hanna się przebierała. Sprzątać czy gotować w eleganckich sukienkach było niewygodnie. Sama Wanda Stanisławowa ubierała się, jakby codziennie oczekiwała oficjalnej wizyty.
W końcu nie zeszły się na charakterach. Pewnego dnia Hanna usłyszała, jak matka namawia syna do rozwodu, póki nie mają dzieci. Płacząc, powiedziała Jakubowi, że mama ma rację, lepiej się rozejść. Zaczęła pakować rzeczy.
Kuba nie pozwolił jej wyjść. Następnego dnia wynajął mieszkanie i wyprowadzili się od matki. Życie się ustabilizowało. Może Wanda nadal próbowała wpłynąć na syna, ale tylko przez telefon, nie przychodziła. A Jakub nic nie mówił żonie. Oszczędzali, marząc o własnym mieszkaniu.
Pewnej niedzieli pojechali z przyjaciółmi nad jezioro. Ryby, kiełbaski z ogniska… Wracali już w ciemnościach. Samochód znajomych odjechał szybciej, zostawiając Kubę i Hannę daleko z tyłu. Kuba przyspieszył, żeby ich dogonić.
Hanna nawet nie zrozumiała, co się stało. Nagle z przeciwka wyskoczył SUV. Kierowca stracił panowanie nad pojazdem — nie dało się uniknąć zderzenia.
Kuba zginął na miejscu, a Hanna doznała licznych obrażeń i złamań. Po czterech miesiącach wypisano ją ze szpitala. Blada, osłabiona, kulejąc, dotarła do wynajmowanego mieszkania, ale mieszkała tam już inna rodzina. Oddano jej małą torbę z rzeczami. Rzeczy Kuby zabrała teściowa, która zrezygnowała z wynajmu.
Hanna poszła do matki Kuby. Ta otworzyła drzwi, ale nie wpuściła jej do środka. Rozmawiały przez próg.
— Wandziu, mogłabym u was zostać, aż znajdę nowe mieszkanie?
— A to ci dopiero! Przez ciebie mój Kubuś nie żyje. Nawet na pogrzeb nie przyszłaś! Wynoś się! — Teściowa zatrzasnęła drzwi przed nosem Hanny.
— To nie moja wina… Byłam w szpitalu… — krzyczała Hanna, waląc w drzwi.
— Zabieraj się, albo wezwę policję! — warknęła teściowa, więc Hanna odeszła.
Nawet nie próbowała prosić o połowę oszczędności, które razem z Kubą odkładali na mieszkanie.
Wyszła na ulicę, ale gdzie miała iść? Przyjaciół nie miała. Ci, z którymi jechali nad jezioro, byli znajomymi Kuby. Nie wiadomo, co teściowa o niej naopowiadała.
Wróciła do matki na wieś, w czym stała. Czekała ją tam nowa tragedia — mama zmarła dwa miesiące wcześniej, gdy Hanna leżała w szpitalu. Telefon rozbił się podczas wypadku, nie mogli się z nią skontaktować.
W domu wszystko wyglądało tak, jakby mama wyszła i zaraz wróci, zakręci się przy kuchni… Łzy napłynęły Hannie do oczu.
— Mamo, jak mogłaś… Tak cię teraz potrzebuję… — Usiadła na łóżku, zdjęła z oparcia mamHanna przytuliła mamę swetr i zasnęła, a gdy obudził ją stukot w drzwi, zobaczyła przez mgłę łez Romana, który trzymał w rękach klucze do nowego życia.



