Miłość czy magia: Odkryj tajemnice serca i zaklęć

25 października, sobota

Dziś w końcu przypomniałam sobie słowa babci Bronisławy, które wciąż brzmią w mojej głowie jak zaklęcie: Będziesz mieć wielką moc, ale pamiętaj za wszystko trzeba zapłacić. Dlatego czarownicom nie sprzyja miłość. Babcia przekazała mi swoje czary, a ja zachowałam te lekcje na całe życie. I naprawdę, z mężczyznami zawsze coś nie grało. Gdy pojawił się potencjalny partner, po krótkim krążeniu wystrzelił on z mojej orbity prosto w kosmos. Jedni pili, drudzy się wynosili, jeszcze inni doprowadzali mnie do takiej skrajności, że chciałam ich przemienić w zwierzęta. Niektórzy po prostu byli zwykłymi kozakami, bez żadnej magii.

W końcu, po latach niepowodzeń, rzuciłam rękawicę losowi: Miłość mnie nie łapie, więc niech tak będzie! Niech diabli wzięli romantyzm! Zamiast mężczyzny przygarnęłam czarnego, bezczelnego kota i nazwałam go Puszek.

Niespodziewanie dotarło do mnie listowate zaproszenie od starej przyjaciółki z Akademii Czarnej Magii w Krakowie Elwiry. Przyniesiony przez kruka pergamin w czerwonych, wijących się literach głosił:

Cześć, Bronisława! Z dziewczynami postanowiłyśmy zrobić rodzinny obiad w najbliższy piątek trzynastego. Szamańskie rytuały są w porządku, ale jesteśmy nie tylko współpracowniczkami, ale i przyjaciółkami, a nasze rodziny ledwo się znają. Musimy się więc spotkać razem z naszymi drugą połówką. Ja i Łukasz zapraszamy wszystkich do naszego domu. Łukasz i ja jesteśmy razem od pięciu lat…

Kto to jest Łukasz? myślałam, przeglądając wiedzę o życiu Elwiry. Okazało się, że wiem o nim zaledwie garstkę słów. Reszta gości: Diana przyjdzie ze swoim Franekiem, Eryk przywiezie Ernesta, a Małgorzata (nazywana przez siebie czasem Markiem, a czasem Maksem) będzie z… kimś, nie pamiętam już dokładnie. Zaproszenie brzmiało: przyjdź z ukochanym, a jeśli wciąż jesteś sama, przyjdź i tak będziemy szczęśliwe.

Żadna sprawa! krzyknęłam, a w głowie szło: Oczywiście, że będziecie szczęśliwe, że ja, głupia, jestem sama!. Jakim cudem moje przyjaciółki omijały starą klątwę czarownic wieczną niepowodzenie w miłości? Elwira, przecież miała swojego Łukasza! A one wszystkie mają facetów. Czy ja jestem najgorsza? Czy może najzdolniejsza? Czy mój dar jest tak potężny, że miłość po prostu nie istnieje?

Myślałam o tym, skąd te dziewczyny wzięły swoich chłopaków, i czy kiedykolwiek znajdę własnego. Odrzuciłam pomysł użycia zaklęcia miłosnego w naszej szkole uważało się to za podły i nieprofesjonalny ruch, niczym leczenie choroby oczami przy użyciu medycznej igły. My, pięć dumnych czarownic, przysięgłyśmy nigdy nie posługiwać się zaklęciami miłosnymi, choćby pod groźbą wyroczni Niech mój los będzie pełen pryszczy.

Czas do spotkania kurczył się, a kolej mężczyzn gotowało się w kolejce, jakby nie było już miejsca przy drzwiach. Im więcej rozmyślałam o przyjęciu, tym bardziej czułam, że muszę pójść i z kimś przy boku. Mogłabym przyjść samotna, udając, że jestem silniejsza niż ktokolwiek, ale przytulenie męskiego ramienia byłoby przyjemniejsze niż jedynie płacenie ceną za moc.

Trzy dni przed spotkaniem zaczęłam się denerwować. Dzień poprzedni panikowałam. A kiedy zostało jeszcze pół dnia do wyjścia, straciłam zdolność jasnego myślenia, ale zyskałam zdolność szybkiego działania.

Spojrzałam na pokój, a mój wzrok spoczął na Puszku, który właśnie lizał łapę.

Nie! szepnęła w sobie, a potem dodała: Tak!. Wspominając stare zaklęcie, wypowiedziałam słowa i zamieniłam kota w człowieka.

Mężczyzna wstał, wysoki, umięśniony… i czarny!

Jesteś Afrykaninem? zapytałam zdumiona.

Poproszę o tolerancję. Masz coś przeciwko, że jestem czarny? odpowiedział, oblizując rękę i patrząc na mnie z typowo kocim wyniosłością.

Nic nie mam A co z twoim głosem? przerwałam. Jego wysokie falsetowe brzmienie nie pasowało do wizerunku alfasamca, którego planowałam przedstawić znajomym.

Pamiętasz tamten straszny dzień? mruknął. Iniekcje, białe ściany, lekarz w białym kitlu

Dzięki temu już nie biegam po zaułkach, wymamrotałam.

Wszystko dla twojej wygody. Powiedz, czego ode mnie chcesz? Czy testujesz nowe zaklęcie?

Muszę iść na obiad rodzinny, zachichotałam, próbując wyjaśnić, a twój głos musimy jakoś zmienić. Powiedzmy, że jesteś przeziębiony i straciłeś głos. Będziesz milczał, ja będę mówiła. Będziesz zwany Aleksanderem. Twoim zadaniem będzie zrobić wrażenie zakochanego kawalera.

Aleksander tylko zamruczał i dalej lizał łapę. Dopytałam, co zamierza zrobić, gdy przyjdziemy.

Nie lubię cudzych mieszkań, odpowiedział, bawiąc się zawieszonym amuletem, przebiegnę do najdalszego pokoju, znajdę łóżko i wślizgnę się pod nie. Będę syczał na każdego, kto mnie wyciągnie, a w razie potrzeby użyję pazurów

Nie, nie, nie! Zero ukrywania! Zero pazurów!

Co to za gadanie? spytał z pogardą, a ja poczułam, że drwi ze mnie.

Inaczej, warknęłam, patrząc mu w oczy. Jeśli spełnisz moje życzenia, nakarmię cię wyłącznie wykwintną wątróbką i łososiem, aż do końca życia.

A czy nie pęknie mi mordka? zapytał.

Jeśli nie znajdę toalety, znajdę czyjeś buty, odparłem z ironicznym uśmiechem.

Dobrze, i łosoś, i wątróbka, i w końcu valeriankę.

Śmierdzi mi to, mruknął, zbliżając się do mnie.

Wiesz, co to jest szantaż? odparłam. Wyciągasz kota za fajkę i podajesz jako chłopaka.

Przy drzwiach Elwiry szeptałam do Aleksandra: Zachowuj się, ale milcz.

Mogę mruczeć, to zawsze działa, odparł, a ja ostrzegłam: Spróbuj, a obetnę ci ogon!

Otworzyłam dzwonek. Za drzwiami stała Elwira, obok wysokiego blondyna, który wydawał się być jej partnerem. W rogu stał Alek wciąż mruczący. Dziewczyny już się zebrały: Diana ze swoim Franekiem, przystojny, choć blady brunet; Eryk z Ernesteem, mocny jak kamień; Małgorzata z nie do końca pewnym Maksem. Aleksander zachowywał się przyzwoicie, chwytając jedynie sznurek pasa Berta, gdy ta odwróciła się plecami. Złapałam go za rękę, grożąc mu brakiem łososia.

Wieczór płynął spokojnie, choć ja wciąż walczyłam z myślą, jak opowiedzieć przyjaciołom o czarnym chłopaku przybywającym na brzeg. Po połowie nocy Aleksander wstał z miejsca.

Dokąd? syknęłam w jego ucho.

Muszę iść, odpowiedział ostry głosem.

Gdzie jest toaleta? Czy wiesz, gdzie jest pokój? krzyczałam.

Oczywiście, brzmiał spokojnie, po czym zniknął.

Siedziałam jak na kolcach, obawiając się, że pomyli toaletę z garderobą. Dzieje się to w tym samym momencie, gdy Diana poprawiała krawat Franekowi, Eryk namawiał Ernesta na mniej kamienny wyraz twarzy, a Małgorzata słuchała kolejnych wyznań Marcina.

Elwira tylko patrzyła na swojego Luki, który chrupał kość z kurczaka, nie zwracając uwagi na zamieszanie. Wstałam i podeszłam do kuchni, gdzie Aleksander zeskoczył z blatu, by sięgnąć po kiełbasę.

Spadnij! krzyknęłam, starając się go powstrzymać. Próbowałam wyciągnąć go z blatu, ale on przewrócił się, upadając na podłogę z tacą pełną naczyń. W ostatniej chwili wpadła Elwira z butelką ziołowego płynu i łyżeczką.

Pij, uspokoić ci to pomoże, rzekła, podając mu miksturę.

Zanim zdążyłam zrozumieć, co podaje, Aleksander wciągnął cały płyn, po czym wypchał całą butelkę.

Nie może pić valeriany! wykrzyknęłam z przerażeniem.

Może! wydał się rozbrzmieć w jego głosie, gdy wstał, trzymając w ręku jedną z butelek piwa.

Co się z nim dzieje? zapytała Elwira.

Alergia alergia na walerianę, mruknęłam, ruszając za rozszalałym kotem, który biegł po domu, rozbijając półki i przewracając śmietniki. Wpadł do sypialni, wspiął się na zasłonę, zerwał ciężki karnisz i spadł, tocząc się po dywanie. Gdy próbowałam go złapać, skoczył na podłogę, a potem wpadł do szafy, wołając: KOROBA!!!.

Wszyscy zebrali się wokół, patrząc, jak kot w ludzkim ciele próbuje się zmieścić w kartonie po mikrofalówce. Kiedy w końcu się w nim zmieścił, karton pękał pod jego wagą.

Jest mój kot! zachichotała Diana.

Zostało mi tylko zrobić słynny gest kapitana Picarda wbić dłoń w czoło.

To naprawdę alergia? zmarszczyła brwi Elwira.

Rzuć to, zawołał Aleksander, nie odrywając się od swojego zajęcia. Jestem kotem!

Kurczę! wpadłam w pamięć, szukając zaklęcia, które pozwoliłoby mu zniknąć pod ziemią.

Jak mogłaś? krzyknęła Diana.

Kastrowany kot, dodał złośliwie Aleksander, rozrywając się w roztrzaskanym kartonie.

Bronisława wyszeptała z goryczą Berta, a cisza wypełniła pokój, przerywana jedynie śmiechem Daniela z Diany, który tak bardzo się roześmiał, że jego twarz przybrała niebieski odcień.

Ups zbladła Diana.

Co to jest? zapytała drżąc Elwira.

Franek ożywiłam go, wymamrotała Diana, Z zombie nigdy nie ma pewności Głowa jest na ciele, a ciało po prostu nie pasuje.

Elwira, tonem surowej nauczycielki, wytknęła: Zdradziłyście naszą przyjaźń! Jak mogłyśmy ufać sobie, będąc razem w Akademii?.

Ernest jest golemem, szepnęła Berta.

Coś jasnego co?! czarne oczy Elwiry przeskoczyły po jej czole. I ty, Berta?!

Spokojnie, spokojnie, krzyknęła Małgorzata. Ja też muszę przyznać! Marek czyli Maks

Wszyscy spojrzeli na nią, oczekując dalszej części.

Właściwie, go… przyciągnęłam.

W pokoju rozległo się donośne Ach!.

Tak, złamałam naszą przysięgę! Co innego miałam zrobić? Myślałam, że wszystkie macie szczęśliwe życie rodzinne. Ty, Elwira, opowiadałaś o Luku. Było mi po prostu bardzo przykro!

No właśnie, wszyscy wpadliśmy w to, skinęła Bronisława.

Nieszczęśnicy! poddała zły ton Elwira, odwracając się. Idziemy, Łukasz.

Łukasz stał i ryczał na kręcącego się w kartonie afrykańskiego kota.

Łukasz! krzyknęła właścicielka domu.

Ryk się wzmocnił.

Postanowiłam, że ludzka postać Aleksandra nie pasuje już do sytuacji, i szeptem wypowiedziałam zaklęcie przywracające prawdziwą naturę. Kot znowu stał się czarnym, puszystym Puszkiem. Nie tylko on, ale i Łukasz zaczął się kurczyć, a na jego skórze wyrosła sierść. Na koniec mały, rudawy chihuahua wydał donośny szczek.

Biedny Łukasz! wybuchła śmiechem Małgorzata, a wszyscy przyłączyli się do jej chichotu, oprócz Elwiry, której policzki przybrały intensywny róż.

Po godzinie, po zostawieniu nieudanych kawalerów, udaliśmy się do najbliższego knajpki na piwo i rozmowy przy barze z pięcioma magikami absolwentami Akademii Czarnej Magii. Według starej tradycji, każdy piątek trzynastego wypijemy za naszą niepowodzenia na miłosnym froncie, licząc w złotych, że los kiedyś się odmieni.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × pięć =

Miłość czy magia: Odkryj tajemnice serca i zaklęć