Kamil długo wpatrywał się w telefon. Odkładał tę chwilę, jak tylko mógł. W końcu, wziąwszy głęboki oddech, nacisnął przycisk wybierania. Jeden sygnał, drugi… „Nie, nie dam rady”, – zaklął w duchu na własną słabość, już chciał się rozłączyć, gdy nagle w słuchawce rozbrzmiał głos Wojtka:
– Hej, stary! Gdzie się podziewałeś?
– Cześć. Sprawy, zawróciło mi się w głowie…
– Wszystko gra? Pomóc ci w czymś? – natychmiast zareagował przyjaciel.
– Nie, wszystko w porządku. U was jak?
– U nas też git. Tylko Kasia ostatnio dziwna. Zakochała się, wyobrażasz? Raz płacze, raz tańczy. Raz nie wygonić jej z domu, raz znika do nocy. I najgorsze, że milczy jak zaklęta. A ty? Wciąż nie ożeniłeś się?
Kamil przełknął ślinę, jakby stał na dziesięciometrowej trampolinie. Oto i śliski temat.
– Nie, ale zamierzam – odpowiedział nagle ochrypłym głosem.
– Naprawdę znalazła się ta, która skruszyła serce wiecznego kawalera? Najwyższy czas, stary. Nie zapomnij nas zaprosić na wesele. Obrażę się, jeśli nas ociątniesz.
– Na pewno. Bez was ani rusz.
– Do nas nie wpadniesz?
Kamil czekał na to pytanie. Drogi powrotnej już nie było.
– A ja… właściwie już jestem, przyjechałem.
– Co? Czemu milczysz, stary? W hotelu się ulokowałeś? Ewa będzie wkurzona. Kiedy do nas zawitasz?
– Hej, zwolnij. Nie nadążam odpowiadać – zaśmiał się Kamil. – Wpadnę kiedyś.
Przyjechał dawno, pół roku temu. Ale przyjaciel nie musiał o tym wiedzieć. Kupował mieszkanie, urządzał, załatwiał pracę, a jeszcze ojciec chorował. A przede wszystkim – przez Kasię nie mógł się ujawnić za wcześnie.
– Żadne „kiedyś”. Słyszysz? Znam cię. Przyjeżdżaj teraz – zapalił się Wojtek.
– Dziś już późno. Jutro – obiecał Kamil.
– Pamiętaj, jutro czekamy. Idę uradować Ewę.
I tak oto pierwszy krok został zrobiony. Ech, gdyby przyjaciel wiedział, jakiego świniarstwa im z Ewą narobił, nie cieszyłby się tak. Kasia może być z nich dumna. A on zachowuje się jak tchórzliwy smarkacz, który boi się poznać rodziców dziewczyny. „A Kasia to dopiero dzielna, nie puściła pary z ust. Szaleństwo, trzymałem ją jako noworodka na rękach, a teraz chcę się z nią ożenić.”
Ale od początku…
***
Znali się od pierwszego roku studiów – Wojtek, Kamil i Ewa. Obaj zakochali się w pięknej i błyskotliwej dziewczynie. Wielu ją adorowało, ale nikt nie mógł konkurować z Wojtkiem i Kamilem. Kłócili się przez nią, nikt nie chciał ustąpić. Jeśli Ewa domyślała się burz w ich sercach, udawała, że nic nie widzi – traktowała obu jednakowo, nie wyróżniając nikogo, i, trzeba jej oddać sprawiedliwość, nie wykorzystywała swojej władzy.
Chłopaki wściekali się, niemal doszło do rękoczynów. W końcu umówili się, że jeśli wybierze któregoś z nich, albo zupełnie kogoś innego, nie będą przeszkadzać. Mimo to każdy ciągnął Ewę na swoją stronę. Ale ona trzymała dystans. Nie pozostawało im nic innego, jak czekać.
A pod koniec trzeciego roku Ewa nagle zaczęła okazywać zainteresowanie Kamilem. Ten rozdymała się z dumy. A Wojtek oszalał z rozpaczy i miłości, ale umowa to umowa. Wycofał się tak bardzo, że przestał chodzić na uczelnię, byle tylko nie widzieć ich razem.
Kamil kupił butelkę wódki i przyszedł do przyjaciela. Cały wieczór pili i gadali. Pod koniec Kamil zrozumiał, że nie kocha Ewy tak mocno, jak Wojtek. Tamten naprawdę nie mógł bez niej żyć.
Rozwiązał sprawę prosto – udawał, że zadurzył się w innej. Ewa, oczywiście, poNastępnego dnia, gdy Kamil stanął przed drzwiami Wojtka i Ewy, zrozumiał, że miłość, choć często przychodzi nieoczekiwanie, jest zawsze darem, który warto przyjąć z otwartym sercem.



