Wiesz, Adamie, taka mądrość ludowa: „Międli słomkę, a ciągnie drewienko”. Naprawdę trafia w sedno moich uczuć, gdy odwiedzam Twoją mamę.
No, tym razem mam nadzieję, nie tylko na trzy dni przyjedziecie? Pobędziecie u nas dłużej? Ewuniu! Czemu tak cicho siedzisz?
Zosiu Moja Droga, jeszcze raz z okazji Twego Jubileuszu! Trzymaj się zdrowo, dbaj o siebie! Jak tylko z Adamem na pewno wszystko ustalimy, natychmiast do Ciebie zadzwonimy.
Ewa szybko odłożyła słuchawkę.
„Brr, Matko Boska, pomyślała, odsuwając telefon, niby rozmowa miła, teściowa dziś uprzejma jak nigdy, powód do rozmowy radosny jej osiemdziesięciolecie, ale od pierwszej sekundy do ostatniego słowa wciąż pragnęłam tylko jak najszybciej skończyć.”
Ewie zupełnie nie chciało się jechać w gości do teściowej na swój wyczekiwany urlop, który wreszcie zbiegł się z wolnym męża. Sincerze wierzyła, że jest na świecie milion innych miejsc, gdzie z Adamem i dziećmi mogliby świetnie spędzić czas. Próbowała oczywiście delikatnie zasugerować mężowi, że może przynajmniej tego lata na wakacje wybrać coś innego, niż dom letniskowy Zofii Nowakowej, ale Adam był nieugięty. Tak już go wychowano. Starszych trzeba kochać i szanować. Nie można rodziców nie ucieszyć swoim przyjazdem. Nie wypada.
* * *
Ewuś, ja przecież rodziców widzę, z Bożą pomocą, raz do roku. Chcesz, żebyśmy w urlopie też przestali do nich jeździć? To dzieci całkiem zapomną, że mają drugą babcię i dziadka mieszkających w Lublinie.
Kochanie, jakby ci to delikatnie powiedzieć Ale czy nigdy ci się nie wydawało, że te przyjazdy są potrzebne tylko tobie?
O co ci chodzi? Adam zmarszczył brwi ze zdziwieniem.
No o to, że twoi rodzice przyzwyczaili się żyć daleko od ciebie, od twojej rodziny, im z tym dobrze. Nie cierpią z tego powodu, że nie widzą wnuków, nie spędzają z nimi czasu. Bez tego mają się świetnie.
Ewka, co ty wygadujesz? Skąd nagle takie myśli?
Stąd, że twoja mama w wiadomościach prosi mnie zawsze tylko o jedno przesłać zdjęcia starszaków albo filmik Jaśka, i tyle. Przecież nigdy nie pyta, jak im w ogóle idzie, jak się uczą, czy są zdrowi. Wnuki potrzebuje jej tylko po to, żeby pokazać ich ładne zdjęcia koleżankom albo sąsiadce z klatki. Ładny obrazek, nic więcej. Co stoi za tym wszystkim to już nie jej zmartwienie. Zupełnie jej nasze problemy i kłopoty nie interesują.
Tu się z tobą nie zgodzę. Po prostu mieszkamy daleko. Nie mają możliwości posiedzieć z Jaśkiem, odprowadzić go do przedszkola albo odebrać starszaków ze szkoły. Gdyby mieszkali blisko, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.
Wiesz, Adam Moja mama też mieszka w Gdyni, ale to jej zupełnie nie przeszkadza przyjechać do nas w każdej trudnej sytuacji. Ona jak Chip i Dale, zawsze gotowa ruszyć na pomoc. Pamiętasz chociażby, ile razy w zeszłym roku brała urlop albo zwolnienie na pracy, kupowała bilet na pociąg i pędziła do nas na pierwszą prośbę? Ciekawe, czemu u twoich rodziców takiej ruchliwości nie widziałam.
Tak, Ewuś, teściowa to złoty człowiek. Nigdy nie przeczę. Jestem Marzenie Stefania bardzo wdzięczny. Mówiłem jej to nie raz. Zawsze nasza wybawicielka.
Właśnie. A gdy przyjeżdżamy do niej, stara się spędzić z chłopakami jak najwięcej czasu. Chodzi na spacery, jeździ na rowerach, pluska się w jeziorze, bawi w chowanego, berek, kopie piłkę. Bardzo kocha nasze dzieci, a one ją odwzajemniają. Tak właśnie powinno być w rodzinie. Ciepło, troska, miłość.
Ewuniu, no czego ty ode mnie chcesz? Ludzie są różni. Twoja mama to wulkan energii. Wiecznie młoda dusza, organizatorka, złota kobieta. Moi rodzice starsi, inni, innego pokroju. Mamy im nie odwiedzać, czy co?
Tu Ewa na moment zamilkła, zacięła usta, jakby powstrzymując się przed zbytnią szczerością. Ale uznała, że nie tym razem.
Źle mi tam, i dzieciom też. Nieswojo, niewygodnie. Nawet nie wiem, jak to dobrze ująć.
Jak to? Dlaczego? Rodzice mają super domek letniskowy, dla wszystkich osobne pokoje, czysto, wygodnie, komfortowo. Czego jeszcze do szczęścia potrzeba?
Wiesz, Adam, jest takie przysłowie: „Międli słomkę, a ciągnie drewienko”. Ono właśnie idealnie opisuje mój stan, gdy odwiedzam twoją mamę.
Przykre, oczywiście. Czemu wcześniej milczałaś? Zawsze myśla
Agnieszka siedziała w aucie, przytulając chłopców i uśmiechała się, gdy Włodzimierz skręcał w kierunku gór, gdzie czekał na nich domek z prawdziwie gościnnymi gospodarzami i perspektywą wypoczynku bez krytycznych spojrzeń i ukrytych waz, a Sławomir z Iloną zostali sami w swoim wymuskany, cichym domu z mnóstwem zasad i pustką, której wreszcie nie zakłócał śmiech wnuków.



