Miał dopiero 16 lat, gdy przyprowadził ją do domu… Dziewczynę, od dawna i solidnie w ciąży, starszą od niego o rok.
Alicja uczyła się w tym samym liceum, tylko w innej klasie. Przez kilka dni Jakub obserwował, jak obca dziewczyna, wtulona w kąt, cicho płacze. Nie umknęło jego uwadze również charakterystyczne, zaokrąglające się brzuszysko, ta sama (od dwóch tygodni) bluza oraz pusty, pozbawiony nadziei wzrok.
Jak się okazało, jej historię znał praktycznie każdy… Wnuk znanego w ich mieście biznesmena spotykał się z nią, a potem po prostu zniknął, wyjechał rzekomo w interesach do innego województwa. Jego rodzice nie chcieli nawet słyszeć o Alicji. Powiedzieli to wprost.
A jej własni, jakby żyli w średniowieczu, bojąc się „hańby”, wyrzucili ją za drzwi i sami wyjechali na działkę. Jedni współczuli Alicji, inni za plecami plotkowali.
– Sama sobie winna! Tym wyżej się mądrzy, im niżej głowę schyli!
Jakub nie mógł już dłużej patrzeć. Zastanowił się i podszedł.
– Łatwo nie będzie, dość już płakania. Chodź do mnie, ożenimy się. Ale od razu mówię – nie umiem kłamać ani udawać czułości. Nie będę ani z tobą, ani z dzieckiem robił „słodkich misiów”. Po prostu będę przy was i obiecuję, że damy radę.
Alicja otarła łzy i spojrzała na chłopaka. Cóż… Zwyczajny chłopak, bez poloru. A ona marzyła o zupełnie innym narzeczonym! Tylko że w jej sytuacji wyboru już nie było, więc poszła z nim.
Rodzice byli w szoku, matka błagała Jakuba, żeby się opamiętał, ale on był stanowczy i tłumaczył:
– Mamo, nie dramatyzuj, jakoś to będzie. Mam dwie stypendia – zwykłe i socjalne. Zacznę dorabiać, damy radę!
– Ale ty chciałeś iść na studia!
– No i co? Żyjemy przecież normalnie. Tata całe życie w fabryce, ty w sklepie. I jakoś bez „wyższej” dajecie radę. Mamo, to nie koniec świata!
Alicja zamieszkała w pokoju Jakuba. Oddał jej swoje łóżko, a sam „przeprowadził” się na niewygodną, rozkładaną kanapę. Przez kilka dni była cicha jak mysz. Chodziła z nim za rękę do szkoły i z powrotem, aż w końcu wybuchnęła.
– MAM DOŚĆ! Dlaczego twoi rodzice patrzą na mnie krzywo? Nie podobam im się! I dlaczego ty ze mną nie spędzasz czasu? Siedzisz w książkach albo wychodzisz?!
Jakub był zaskoczony.
– A niby dlaczego miałoby być inaczej? Tak, rodzice mają do ciebie zastrzeżenia, ale cię przyjęli i nie dręczą. Krzywo patrzą? Twoi nawet cię widzieć nie chcieli! A rodzice ojca twojego dziecka? Gdzie oni są? Siedzę w książkach, bo się uczę i nie chcę wylecieć po pierwszej klasie. I po co mam tracić stypendium? Wychodzę? No bo dorabiam i nie mam ochoty oglądać z tobą ckliwych seriali.
Alicja się rozpłakała.
– Dlaczego tak mówisz?
– Jak? Mówiłem, że nie umiem kłamać. A tak w ogóle, kiedy idziemy do urzędu stanu cywilnego?
– No ale ja nie mogę tak iść! Kup mi ładną sukienkę, z wysokim stanem, żeby brzucha nie było widać!
– Oszalałaś? Przecież przyniesiemy zaświadczenie o ciąży, po co ci sukienka? Muszę jeszcze oszczędzać na wózek i łóżeczko…
Matka łykała tabletki na uspokojenie, ale powoli zaczęła się oswajać z sytuacją i coraz częściej zerkała na dziecięce ubranka. W sumie… co w tym złego?
Niech żyją, niech się pobiorą, a oni z ojcem jakoś im pomogą. Tylko że ta dziewczyna jakaś niewdzięczna – Jakub jej nie podoba, oni też nie, i mieszkanie za ciasne. No cóż, urodzi, może się zmieni.
Ale Alicja nie miała zamiaru się zmieniać. I gdy Jakub, po pracy na myjni, brudny i spocony, wniósł do pokoju kotkę, zaczerwieniła się ze złości i wrzasnęła:
– TY DEBILU! Po co nam ta obdarta kocura? WYRUŃ JĄ! Powiedziałam – wynoś ją z domu!
Ale Jakub odparł spokojnie:
– Nie, ona jest w ciąży. Kotka zostaje, możesz sobie darować krzyki. Lepiej zamknij się i podgrzej mi obiad.
– A, TAK?! – Alicja prawie zapiła się.
– WYBAlicja wypakowała swoje rzeczy z szafy i trzaskając drzwiami, wyszła na zawsze, zostawiając Jakuba z jego kotką i czterema malutkimi kłębuszkami futra.



