Drogi Dzienniku,
Od jakiegoś czasu zanurzam się w myślach o własnym życiu. Codzienność przygniata mnie każdy dzień przypomina poprzedni. Mam rodzinę: męża Jerzego i dwóch synów Michała i Szymona, którzy w szkole są najlepszymi uczniami.
Rankiem obudził mnie donośny stuk zegara w sypialni. Za oknem ledwie rozświetlało się poranne niebo. Nie mogłam zasnąć, leżałam i w głowie przewijały się plany na nadchodzący dzień.
Zaraz wstanę i kolejny dzień przetoczy się tak samo, pełen obowiązków i trosk pomyślałam. Najpierw wypiorę krowę Zosię, nakarmię ją i wypuszczę na pastwisko, potem zajmę się resztą bydła. Potem muszę przygotować śniadanie dla męża i dzieci, obudzić ich, zawieźć chłopców do szkoły, a Jerzego na pracę. Ach, dziś muszę jeszcze podgnoić ziemię pod ziemniaki, inaczej przerośnie, więc chwycę motykę i ruszam do ogrodu.
Wstałam i rzuciłam się w domowe obowiązki, w głowie krążyły kolejne zadania:
Dziś trzeba wyprać pościel, w podwórku posadzić kwiaty i zamiatać, dawno nie sprzątałam tam. Życie moje jest nudne, same prace i prace Dzień już się rozpoczął.
Jerzy, wstawaj, czas wstać lekko potrząsnęłam męża za ramię, ale on wciąż był w półśnie.
Tak, już wstaję odpowiedział, przewracając się na plecy.
Dzieci, wstawajcie, pora jeść śniadanie i iść do szkoły. Michał, nie zwlekaj, wstaniesz i pójdziesz. Kto cię zamiast mnie zaprowadzi? Nie zostawaj w łóżku! zareklamowałam, choć nie chciałam się gniewać. Młodszy Szymon już podskoczył, lekki jak piórko, a Michał przeciągał się leniwie.
W końcu rozesłałam wszystkich po ich sprawach, zająłam się praniem i rozwiesiłam wyprane rzeczy na podwórzu. Dziś miałam przygnębiony nastrój, choć nie potrafiłam wskazać przyczyny. Ostatnio coraz częściej czuję, że nie jestem zadowolona ze swojego życia.
Zaczęłam zajmować się kwiatami, gdy nagle podeszła do mnie sąsiadka Jagoda, energiczna i nieco porywcza. Zawsze krzyczy i narzeka na swoje domostwo, a jej głos rozbrzmiewa po całym podwórzu.
Jagodo, co wczoraj wieczorem znów się dzieje? zapytałam.
Ach mój syn Paweł przyszedł, właściwie to nie przyszedł, a raczej się wleczeł do domu. Cały wieczór czekałam, bo trzeba było przestawić szafę, a on był ciężki A rano już go ostrzegłam A on O matko, jak patrzeć na niego, kiedy znowu wpadł na Ignacego, a tam już wiesz, domowy alkohol i niekończące się towarzystwo Twojemu Jerzemu nie brakuje, nigdy nie widziałam go pijącego.
Jagoda zazdrościła mi spokoju w domu, braku krzyków i hałasu w podwórzu. Widząc jej smutek, zapytała:
Simo, czemu jesteś taka przygnębiona, nie uśmiechasz się, coś cię trapi?
Usiadłam na ławce, Jagoda usiadła obok.
Nie wiem, Jagodo, coś mnie przytłoczyło. Wydaje mi się, że ciekawsze życie dzieje się gdzie indziej, a ja stoję w miejscu. Chciałabym coś zmienić, choćby nie tak spektakularnie jak w kinie, ale przynajmniej tak jak niektórzy z sąsiadów.
Simo, nie narzekaj. U ciebie wszystko idzie jak po maśle, spokojnie i cicho odparła zaskoczona sąsiadka. Czego ci jeszcze brak?
Patrzę na Martynę, jej mąż Wiktor jest przystojny i widoczny, zawsze razem chodzą, przytulają się publicznie. Martyna pracuje jako główna księgowa, ubiera się elegancko. To nie życie, a bajka Wiktor jeździ samochodem, na urodziny przywozi czerwone róże z Warszawy. Często tam wyjeżdża. Życie Martyny nie jest nudne.
No właśnie, znalazłaś sobie kogoś do zazdrości przerwała Jagoda. Siedząc w domu nie widzisz tego wszystko. A Wiktor to prawdziwy uwodziciel, kusiciel, nie przepuszcza żadnej pięknej dziewczyny. Martyna o tym wie i kupuje nowe ubrania, by mu się podobać. A on jak wiosenny kot kocha Martynę, ale w domu potrafi zrobić, co chce. Jego życie jest pełne wrażeń, ciągle jeździ do miasta, tam ma kobiety, a nawet młode dziewczynki.
Jakim prawem wiesz o tym, Jagodo? Może to tylko praca? zapytałam niepewnie.
No tak, praca! A po co jeszcze? O północy odjeżdża, a rano wraca? Moja siostra przyjaciółka Martyny widzi wszystko. Martyna ukrywa siniaki pod podkładem, żyje w ciągłym strachu, że Wiktor ją opuści albo uderzy. A ty mówisz, że to bajka? Kto potrzebuje takiej bajki? odpowiedziała z zapałem, a ja patrzyłam na nią niepewnie, choć część prawdy się w tym kryła.
Po chwili ciszy kontynuowałam:
Dobrze, jeśli tak jest, nie będę zazdrościć Martynie. Weźmy teraz Tamarę. Tamara ma męża Andrzeja, który jej naprawdę kocha. Nie pozwala jej pracować, sam wszystko robi w domu. Czasem zabiera ją na kurort, to prawdziwa miłość. Szczęśliwa Tamara… a ja mam życie nijakie i nudne.
Simo, i tu nie masz racji przeciął Jagoda.
Dlaczego? Andrzej nie pije, jest gospodarzem.
A wiesz, że ich najstarszy syn jest chory? Przynajmniej młodszy Antoś jest zdrowy i chodzi do szkoły, to dobry chłopiec.
Wiem przyznałam. Nie znam jego choroby, ale mieszkają na dolnej ulicy pod koniec wsi. Andrzej jest znany, a Jerzy go chwali. Znam Tamarę, chodziliśmy razem do szkoły, od razu po szkole poślubiła Andrzeja. Między nimi była miłość w szkole.
Starszy syn Wankiewicz jest bardzo słaby, jego rówieśnicy już w ósmej klasie. On wciąż zachowuje się jak siedmiolatek. Nie wiem, co go choruje, ale Tamarą i Andrzejem odwożą go do sanatorium, wyjazd kosztują z państwowego funduszu. Nie przyjeżdżają na kurort Niech Bóg nie pozwoli takim ludziom mieć przyjemności.
Rzeczywiście, Jagodo, niech Bóg nie pozwoli Skąd wiesz tyle o wsi, kto i gdzie jedzie?
Pracuję na farmie, tam wszystko się słyszy plotki od rana. Gdzie babek dużo, tam plotek pełno. Oksana, nasza pracownica, siostra Andrzeja, wie wszystko i ma język jak szpikulce.
Tak, nie warto zazdrościć. Jak mówią: w każdej chacie swoje zmartwienia, a ja o nich nic nie wiem rzekłam.
Nie wiesz, bo cały czas w domu, do sklepu chodzisz i tyle. Nie ma cię przy studniach, nie rozmawiasz z sąsiadami. Skąd wziąć wodę, skoro Jerzy już postawił studnię i zatankował? Jerzy to prawdziwy gospodarz, dobry mąż. Och, Simko, może po prostu nudzi cię własny los, nie widzisz innego życia, więc myślisz, że wszyscy żyją w raju podsumowała Jagoda.
Zgodziłam się, że życie Martyny i Tamary nie jest słodkie, ale Katarzyna kąpie się w miłości i czułości. Piękna Katarzyna, nie da się ukryć, wszyscy panowie zerkają, gdy przechodzi obok. Nawet z sąsiedniej wsi przyjeżdżają na motocyklach, przynoszą prezenty. W niedzielę wracałam ze sklepu, a ona szła rozebrana, trzymała bukiet kwiatów i dużą pudełko czekolad, uśmiechała się i mówiła, że podarował jej Ilya z sąsiedniej wsi.
Tak, Katarzyna piękność, nie da się zaprzeczyć dodała Jagoda. Plotkują, że nawet nasz wójt potajemnie ją odwiedza, gdy żona nie patrzy. Niech Bóg nie pozwoli, żeby żona go zdemaskowała, bo Katarzyna skończy bez włosów, a żona go zniszczy zaśmiała się.
Mówię, Katarzyna żyje wesoło odparłam.
Wesoło? A ile jej lat? Trzydzieści pięć Pojawiają się zalotnicy na motocyklach i samochodach, ona z kimś przesiaduje, rozdaje prezenty. Czas mija, nie przychodzi jej zamążpójście. Młodość odchodzi, a ona wciąż sama.
Myślę, że Katarzyna też rozmyśla o tym, płacze pod poduszką, choć nikt tego nie widzi.
Jagodo, to prawda. Jeśli tak spojrzeć, nie są takie szczęśliwe, a ja im naprawdę zazdroszczę. Chyba mgła zasłoniła mi oczy
Rozmawiałyśmy jeszcze długo, potem Jagoda pobiegła do domu, a ja wzięłam motykę i ruszyłam do ogródka przykopując ziemię pod ziemniaki. Przyszli synowie ze szkoły, nakarmiłam ich, przywitałam krowę ze pastwiska i dojenie. Jerzy wrócił z pracy, pożywiłam go, i tak minął kolejny dzień spokojnie, cicho, jak zawsze.
Tej nocy nie mogłam zasnąć, zasnęłam dopiero z trudem, a w śnie zjawiła się zmarła babcia Jadwiga. Pojawiła się nagle i powiedziała:
Serafino, nie gniewaj się na Boga, nie narzekaj na los. Próby przychodzą nam w miarę sił, a nie miałeś ich w życiu naprawdę. Żyj więc swoim życiem
Obraz babci rozwiał się w mgle, a ja obudziłam się. Zabrzmiało mi w sercu wyrzuty sumienia za to, że narzekałam, żałowałam i zazdrościłam innym.
Świtało. Leżałam w łóżku, obok mruczał mąż, tykały zegary. Wstałam, wrzuciłam na ramiona chustę i wyszłam na werandę. Mgła rozpraszała się, na trawie błyszczała rosa, dzień zapowiadał się pięknie.
Jak pięknie żyć pomyślałam radośnie wszystko jest w porządku Aż do tej pory żyłam jak w mgle, patrząc na innych z zazdrością i wyobrażając sobie ich życie. Nie miałam pojęcia, jak naprawdę żyją ludzie. Marząc o szczęściu sąsiadów, nie zauważałam, że własne szczęście już dawno jest przy mnie Kochający mąż Jerzy, który nigdy mnie nie zranił, kochani synowie, którzy radzą w szkole, brak wielkich problemów. Te drobne rzeczy, o które się martwiłam, są nic nieznaczącym. Jakże dobrze, że mgła się rozproszyła.
Wróciwszy do domu zdjąłam chustę, zajrzałam do pokoju dzieci, poprawiłam kołdrę Michałowi. Powoli odzyskiwałam spokój, a wszystko wróciło na swoje miejsce. Życie toczy się dalej.



